Spis treści
Nieprzewidywalny prezydent USA
Donald Trump kolejny raz udowodnił, że jest politykiem, którego ruchy trudno przewidzieć. Jego nocne orędzie, transmitowane prosto z Białego Domu, miało rozwiać wątpliwości dotyczące konfliktu z Iranem, ale jak to często bywa, tylko je spotęgowało. Zamiast deklaracji, na które czekali sojusznicy z NATO, prezydent USA zręcznie ominął drażliwy temat przyszłości sojuszu, mimo narastających spekulacji o jego potencjalnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z tej kluczowej organizacji.
Obawy o los NATO były uzasadnione, bowiem zarówno Trump, jak i Marco Rubio, niejednokrotnie sugerowali konieczność rewizji amerykańskiego członkostwa, podważając zasadę wzajemności. Administracja w Białym Domu oczekiwała aktywnego wsparcia w konflikcie z Teheranem, który, co warto podkreślić, sam Waszyngton i Tel Awiw eskalowały. Europejskie państwa, dalekie od entuzjazmu, nie kwapią się do wysyłania wojsk, a Hiszpania wręcz symbolicznie sprzeciwiła się działaniom, zamykając przestrzeń powietrzną dla maszyn biorących udział w napaści na Teheran. Mimo to, orędzie Trumpa milczało na temat sojuszu, co dla wielu było sygnałem odłożonej w czasie, ale wciąż realnej, groźby.
„W ciągu dwóch-trzech tygodni będziemy uderzać w nich niezwykle mocno, sprawimy, że powrócą do epoki kamienia łupanego, gdzie jest ich miejsce”
Zwycięstwo według Trumpa
Deklaracje Trumpa, choć wstrząsające, wpisują się w jego typową retorykę siły i bezkompromisowości. Prezydent USA, który wcześniej potrafił określać irańskich przywódców mianem „rozsądnych”, teraz z dumą ogłosił całkowitą dominację Ameryki, twierdząc, że „mają wszystkie karty, a oni [Iran] nie mają żadnych”. To retoryczne wahadło, od rozmów po groźby totalnej destrukcji, jest wizytówką jego politycznego stylu.
Trump bez ogródek zapowiedział, że w przypadku braku porozumienia zniszczy wszystkie irańskie elektrownie, obiecując szybkie i druzgocące zakończenie konfliktu. „Zakończymy to bardzo szybko. Jesteśmy bardzo blisko. Nigdy w historii wojen wróg nie poniósł tak wielkich i rujnujących strat w ciągu kilku tygodni” – mówił, roztaczając wizję błyskawicznego zwycięstwa. Jednak jego definicja "zakończenia" sprawy jest co najmniej nietypowa, biorąc pod uwagę kluczowe globalne interesy.
„Nie potrzebowaliśmy jej [cieśniny Ormuz] i nie potrzebujemy. (…) Kraje, które otrzymują ropę przez Ormuz, muszą się zająć tym szlakiem. Muszą się nim opiekować (…). My będziemy pomocni, ale to oni powinni przejąć inicjatywę i chronić ropę, od której tak bardzo są zależni. Mam więc sugestię dla tych krajów, które nie mogą zdobyć paliwa, z których wiele odmawia udziału w atakowaniu Iranu, przez co musieliśmy zrobić to sami. Po pierwsze, kupujcie ropę od Stanów Zjednoczonych, mamy jej mnóstwo. Mamy jej tak dużo. I po drugie, z opóźnieniem nabierzcie trochę odwagi”
Cieśnina Ormuz i globalne konsekwencje
Niestety, deklaracje prezydenta USA jasno wskazują, że odblokowanie strategicznej cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20-30 procent światowych dostaw ropy, nie jest dla niego priorytetem. Zamiast tego, Trump sugeruje, że to inne kraje, szczególnie te zależne od paliwa, powinny zająć się ochroną tego szlaku, jednocześnie oczekując od nich zakupu amerykańskiej ropy i "odwagi" w walce z Iranem.
Jeżeli faktycznie Iran miałby zostać rzucony na kolana i „cofnięty do epoki kamienia łupanego” w ciągu kilku tygodni, jak zapowiada Trump, to faktycznie nie byłby w stanie blokować strategicznych szlaków morskich. Pytanie jednak, czy prezydent jest w stanie odnieść tak spektakularne zwycięstwo? Bardziej prawdopodobny scenariusz to odwrót z Iranu, ogłoszenie triumfu i oczekiwanie na oferty zakupu ropy od Stanów Zjednoczonych. Ta polityka, choć może być korzystna dla amerykańskiego przemysłu naftowego, z pewnością nie uspokoi globalnych rynków, a blokada cieśniny Ormuz nadal będzie wpływać na ceny na stacjach na całym świecie, także w Polsce.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.