Fotoradar na Al. Jerozolimskich. Kto rzucił wyzwanie systemowi?

2026-01-05 10:57

Na Al. Jerozolimskie powrócił fotoradar, który zdążył już zyskać miano stołecznego rekordzisty w rejestrowaniu wykroczeń. Jego ostatni powrót, tuż przed świętami, miał być triumfalny i zabezpieczony całodobowym monitoringiem. Niestety, urządzenie nie przetrwało długo, padając ofiarą wandalizmu po raz trzeci. Czy system nadzoru jest bezsilny wobec uporczywych przeciwników maszyn pilnujących prędkości?

Na zdjęciu dominuje czarny, pionowy słup z urządzeniem na szczycie. Urządzenie to, również czarne i przypominające kamerę lub czujnik, posiada okrągły element w centralnej części, a jego górna część jest lekko zaokrąglona. W dolnej partii słupa widoczne są dwa symetryczne, czarne kształty przypominające skrzydła lub ramiona, wyraźnie odcinające się od jasnego tła. Tło stanowią rozmyte, pionowe fasady budynków w odcieniach szarości i bieli, umieszczone po lewej i prawej stronie, z jasnym, prawie białym niebem pomiędzy nimi.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na zdjęciu dominuje czarny, pionowy słup z urządzeniem na szczycie. Urządzenie to, również czarne i przypominające kamerę lub czujnik, posiada okrągły element w centralnej części, a jego górna część jest lekko zaokrąglona. W dolnej partii słupa widoczne są dwa symetryczne, czarne kształty przypominające skrzydła lub ramiona, wyraźnie odcinające się od jasnego tła. Tło stanowią rozmyte, pionowe fasady budynków w odcieniach szarości i bieli, umieszczone po lewej i prawej stronie, z jasnym, prawie białym niebem pomiędzy nimi.

Bitwa o fotoradar w Warszawie

Na stołecznych Al. Jerozolimskich rozegrała się kolejna odsłona „wojny” z fotoradarem, który zdążył już zapisać się w historii miasta jako niezwykle skuteczny postrach piratów drogowych. Urządzenie, które powróciło na swoje miejsce tuż przed Bożym Narodzeniem, miało być tym razem odpowiednio chronione – przedstawiciele CANARD zapewniali o całodobowym monitoringu, mającym odstraszyć wandali. To miała być ostateczna odpowiedź na wcześniejsze akty dewastacji i gwarancja bezproblemowej pracy. Okazało się jednak, że nawet wszechobecne oko kamery nie jest w stanie powstrzymać zuchwałych ataków, które zdają się być kierowane z wyjątkową premedytacją.

Niestety, świąteczny optymizm szybko ustąpił miejsca rozczarowaniu. Już 3 stycznia serwis brd24.pl poinformował o kolejnym akcie wandalizmu, tym razem polegającym na oblaniu fotoradaru farbą. Mimo zniszczeń, nadzorujący CANARD Marek Konkolewski zapowiedział, że urządzenie ponownie wróci do pracy, ponieważ jest ubezpieczone, a nagrania z monitoringu zostaną dokładnie przeanalizowane w celu zidentyfikowania sprawcy. Ta ciągła eskalacja konfliktu budzi poważne pytania o skuteczność istniejących zabezpieczeń oraz faktyczną możliwość ukarania uporczywych przeciwników maszyn pilnujących prędkości.

"Fotoradar wraca na Al. Jerozolimskie" - ogłosili 23 grudnia w mediach społecznościowych przedstawiciele CANARD.

Stołeczny rekordzista i jego burzliwa historia

Historia warszawskiego fotoradaru-rekordzisty to prawdziwa saga o wytrwałości systemu i determinacji anonimowych przeciwników porządku drogowego. Urządzenie, które po raz pierwszy pojawiło się na Al. Jerozolimskich w połowie listopada 2024 roku, błyskawicznie udowodniło swoją skuteczność, rejestrując blisko 8 tysięcy wykroczeń w mniej niż miesiąc. Do końca 2024 roku liczba ta wzrosła do około 9 tysięcy, a do 31 stycznia do imponujących 12,5 tysiąca. Jego obecność szybko stała się tematem ogólnopolskich mediów, podkreślających jego znaczenie w walce z nadmierną prędkością.

Jednak sukces urządzenia był równie ulotny, co jego trwałość na posterunku. Już 14 lutego CANARD poinformowało o jego uszkodzeniu i konieczności demontażu, co wywołało falę komentarzy. Fotoradar powrócił na Al. Jerozolimskie 17 kwietnia, by zaledwie po jednym dniu znów paść ofiarą dewastacji, co świadczyło o dużej determinacji wandali. Trzeci atak, mimo wcześniejszych obietnic całodobowego monitoringu, stanowi kolejny, symboliczny cios w próby utrzymania porządku na drogach i wskazuje na trudność w skutecznym egzekwowaniu prawa wobec upartych aktów wandalizmu.

Czego uczą nas powtarzające się dewastacje?

Ciągłe dewastacje fotoradaru na Al. Jerozolimskich to nie tylko kwestia strat materialnych czy problemów z egzekwowaniem prawa, ale także symboliczny obraz pewnego oporu społecznego. Mimo postępującej cyfryzacji i coraz bardziej zaawansowanych systemów nadzoru, znajdują się jednostki gotowe podjąć ryzyko, by wyrazić swój sprzeciw wobec mechanizmów kontroli prędkości. To swoista gra w kotka i myszkę, gdzie każda naprawa i ponowny montaż urządzenia są wyzwaniem rzuconym w twarz wandali, którzy zdają się traktować to jako osobiste starcie z systemem.

Z perspektywy publicznej, powtarzające się zniszczenia fotoradaru mogą budzić różne emocje – od oburzenia wobec bezkarności sprawców, po ironiczną refleksję nad skutecznością systemów zabezpieczeń w metropolii. Niezależnie od indywidualnych odczuć, fakt jest taki, że problem wandalizmu wobec infrastruktury publicznej pozostaje żywy, a konieczność ciągłego naprawiania urządzeń generuje koszty, które ostatecznie ponoszą wszyscy obywatele. Ta niekończąca się historia stawia pod znakiem zapytania, czy samo ubezpieczenie i monitoring wystarczą, by ostatecznie wygrać z uporem chuliganów, czy też potrzebne są bardziej kompleksowe rozwiązania.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.