Premier Wielkiej Brytanii w Polsce. Niezwykła wizyta w Budzisławiu Starym, ale co zabrali z domu?

2026-02-25 13:08

Premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, wraz z żoną Victorią odwiedził Budzisław Stary w Wielkopolsce w poszukiwaniu rodzinnych korzeni. Wizyta, która miała miejsce w sobotę 21 stycznia, wzbudziła duże zainteresowanie lokalnych mieszkańców. Okazało się, że przodkowie żony polityka, rodzina żydowska, mieszkała w tej wsi przed II wojną światową. Małżeństwo nie przyjęło zaproszenia na herbatę, lecz z opuszczonego domu zabrało symboliczną pamiątkę.

Na pierwszym planie, z prawej strony, na drewnianych deskach, leży jasnobeżowy, owalny kamień o gładkiej powierzchni. Deski są szare, poprzecinane wyraźnymi słojami i liniami, z widocznymi rdzawymi łebkami gwoździ, ułożone równolegle do siebie, rozciągając się w kierunku lewego dolnego rogu. W tle, częściowo rozmazany, widać stary drewniany dom o ciemnej elewacji, z turkusowymi ramami okien i szarym dachem, a także fragmentarycznie zieloną trawę na horyzoncie.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Na pierwszym planie, z prawej strony, na drewnianych deskach, leży jasnobeżowy, owalny kamień o gładkiej powierzchni. Deski są szare, poprzecinane wyraźnymi słojami i liniami, z widocznymi rdzawymi łebkami gwoździ, ułożone równolegle do siebie, rozciągając się w kierunku lewego dolnego rogu. W tle, częściowo rozmazany, widać stary drewniany dom o ciemnej elewacji, z turkusowymi ramami okien i szarym dachem, a także fragmentarycznie zieloną trawę na horyzoncie.

Niespodziewana wizyta brytyjskiego premiera

Budzisław Stary, niewielka wieś pod Kołem w województwie wielkopolskim, doświadczył bezprecedensowego oblężenia limuzyn i konwojów. Premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, przybył tam wraz z żoną Victorią, w towarzystwie policji, tłumacza oraz Służby Ochrony Państwa. Celem tej wizyty było odnalezienie przodków Victorii Starmer, której żydowska rodzina ze strony ojca wyemigrowała z Polski przed II wojną światową.

Pradziadkowie żony brytyjskiego premiera, jak ustalono, pochodzili właśnie z Budzisławia Starego. Jej ojciec, Bernard, przyszedł na świat już w Londynie, jednak korzenie rodziny mocno wiążą się z polską ziemią. Wizyta premiera w tak odległym miejscu była weekendowym urlopem poświęconym na poszukiwanie rodzinnych historii. Wydarzenie to było dużym zaskoczeniem dla całej lokalnej społeczności.

Ślady przodków żony premiera

Małżeństwo Starmerów, poszukując rodzinnych śladów, początkowo chciało spotkać się z sołtyską Budzisławia Starego, Marią Benec. Niestety, nie zastało jej w domu, dlatego od razu skierowali swoje kroki do jej sąsiada, 77-letniego Czesława Janickiego. Przybysze pokazali mu zdjęcie starego domu oraz starszej kobiety, dopytując o osoby o nazwisku Abramowicz, które miały zamieszkiwać wieś.

Czesław Janicki, mimo podeszłego wieku, niestety nie przypomniał sobie nikogo o takim nazwisku, ani nie pamiętał wspomnianych osób. Jak tłumaczyła sołtyska Maria Benec, gdyby wizyta odbyła się kilka lat wcześniej, istniałaby większa szansa na odnalezienie świadków. Wielu starszych mieszkańców, którzy mogliby pamiętać rodzinę, już odeszło, a obecni mieszkańcy nie kojarzyli krewnych żony brytyjskiego premiera.

"Pokazali mi na zdjęciu dom w centrum wsi oraz zdjęcie jakiejś starszej kobiety i pytali, czy znam kogoś o nazwisku Abramowicz" - mówi pan Czesław.

Rodzinny dom Abramowiczów

Pomimo trudności w odnalezieniu bezpośrednich świadków, Starmerowie dotarli do miejsca, które widzieli na fotografiach. Okazało się, że jest to stary, zniszczony i opuszczony budynek, znajdujący się w centrum wsi. Obecnie dom należy do rodziny pana Andrzeja, który mieszka w nowym budynku tuż obok, w miejscu, gdzie wychowywał się w starym domu.

Pan Andrzej wraz z rodzicami przeprowadził się do Budzisławia Starego kilkadziesiąt lat temu, gdy ich poprzednia wieś była likwidowana pod kopalnię. Mężczyzna przyznał, że jego rodzina nie miała pojęcia o historii domu i nie wiedziała, że kiedyś należał on do żydowskiej rodziny. Wizyta premiera Wielkiej Brytanii była dla niego ogromną niespodzianką.

Zaproszenie na herbatę odrzucone

Victoria Starmer wyraziła duże zainteresowanie obejrzeniem domu, z którym wiązały się jej rodzinne korzenie. Pan Andrzej, jako obecny właściciel, oczywiście wyraził zgodę na jego oględziny. Wraz z córkami serdecznie zaprosił małżeństwo premierowskie do swojego domu na herbatę, aby gościnie spędzili czas i odpoczęli po podróży. Była to spontaniczna propozycja ze strony gospodarzy.

Małżeństwo Starmerów jednak odmówiło wejścia do domu na poczęstunek. Ograniczyli się jedynie do obejrzenia budynku z zewnątrz, a także zajrzeli przez wybite okno do środka. Gest ten wskazywał na chęć zachowania pewnego dystansu, jednocześnie szanując prywatność rodziny Pana Andrzeja.

"Nie chcieli wejść, tylko obejrzeli dom z zewnątrz, zajrzeli przez wybite okno do środka, a na koniec ta pani zabrała kamień z rozpadającego się domu na pamiątkę" - opowiada synowa pana Andrzeja, pani Joanna.

Kamień jako pamiątka symboliczna

Po dokładnym obejrzeniu starego, rozpadającego się domu, Victoria Starmer podjęła symboliczną decyzję. Zabrała jeden z kamieni leżących wokół budynku, aby zachować go jako pamiątkę z tej niezwykłej wizyty. W tradycji żydowskiej kamień symbolizuje trwałą pamięć, szacunek i wieczność, często kładzie się go na macewach jako wyraz miłości i pamięci o zmarłych.

Choć Starmerowie nie zapowiedzieli kolejnej wizyty w Budzisławiu Starym, pan Andrzej nie ukrywa nadziei na ich ponowne przybycie. Mężczyzna serdecznie zaprasza brytyjskiego premiera i jego żonę, otwierając przed nimi drzwi swojej gościny. Niewykluczone, że w przyszłości zdecydują się na bardziej szczegółowe poszukiwania rodzinnych historii.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.