Spis treści
Wieloletni spór o nieruchomości
Sednem tego kuriozalnego konfliktu jest własność gruntów na warszawskiej Woli, na których w latach 70. XX wieku powstało osiedle „Mszczonowska Północ”. Przez dekady teren ten był zarządzany przez spółdzielnie mieszkaniowe, a jego prawnym właścicielem wydawał się być Skarb Państwa, co zapewniało mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Historia tych terenów ma jednak swoje korzenie znacznie głębiej, sięgając czasów przedwojennych i burzliwych procesów nacjonalizacji majątków.
Cały galimatias prawny rozpętał się za sprawą reaktywowanej przedwojennej spółki Zakłady Ogrodnicze „C. Ulrich”, która, powołując się na unieważnione decyzje administracyjne dotyczące przejęcia majątku przez państwo, zgłasza roszczenia do niewielkiego skrawka terenu przy ulicy Górczewskiej. Nagle, to co było pewne dla setek rodzin, stało się przedmiotem zażartego sporu z prywatnym podmiotem. To sytuacja, która każe zastanowić się nad pewnością prawną w Polsce.
Jak reaktywowano przedwojenną spółkę?
Historia reaktywacji Zakładów Ogrodniczych „C. Ulrich” jest równie zawiła, co sam spór o grunty. Po przejęciu przez państwo w 1958 roku, spółka została na nowo powołana do życia w latach 90., co samo w sobie stało się przedmiotem licznych batalii sądowych. Sprawa przewijała się przez różne instancje, od sądów w Gdańsku po Sąd Najwyższy, a jej prawomocne zakończenie wciąż pozostaje pod znakiem zapytania.
Co jeszcze bardziej komplikuje sytuację mieszkańców Woli, to fakt, że – jak informuje Spółdzielnia Mieszkaniowa „Koło” – reaktywowana spółka miała przenieść prawa do nieruchomości na rzecz innej firmy, Lokaty Budowlane. W księdze wieczystej pojawiła się wzmianka o wpisie prawa własności, co dla wielu oznaczało początek prawdziwego koszmaru i utratę poczucia bezpieczeństwa. Nowy właściciel gruntów wniósł pozew do Skarbu Państwa.
Co o tym mówi spółka Lokaty Budowlane?
Spółka Lokaty Budowlane przedstawia swoją wersję wydarzeń, podkreślając, że działki o łącznej powierzchni 13,5 tys. mkw. zostały nabyte w 2015 roku w ramach transparentnej transakcji, komunikowanej w raportach giełdowych. Twierdzą, że poprzedni właściciel, spółka Ulrich, sprzedał sąsiednie nieruchomości bez żadnych wątpliwości prawnych, co ma świadczyć o zasadności ich roszczeń. Wygląda na to, że nikt nie przewidział takiego obrotu spraw.
Co więcej, Lokaty Budowlane zaznaczają, że Spółdzielnia Mieszkaniowa „Koło” miała rzekomo możliwość nabycia tych samych nieruchomości na identycznych warunkach, lecz nie skorzystała z tej opcji. Złożenie pozwu przeciwko Skarbowi Państwa miało być podyktowane upływem terminów przedawnienia i koniecznością działania w interesie spółki. Mimo to, deklarują brak chęci obciążania mieszkańców, co rodzi pytania o faktyczne intencje i przyszłe scenariusze.
− Na tej samej podstawie spółka Ulrich sprzedała sąsiednie nieruchomości, do których nie ma żadnych wątpliwości, że stanowiły w dacie sprzedaży jej własność – podkreśla zarząd.
Mieszkańcy Woli boją się o swój dorobek?
Dla mieszkańców osiedla „Mszczonowska Północ” sytuacja jest dramatyczna. Wielu z nich spędziło tam całe życie, a inni zainwestowali oszczędności w zakup mieszkań, ufając w stabilność prawną gruntów. Teraz, w obliczu możliwych roszczeń rzędu 31 milionów złotych, co daje średnio 81 tysięcy złotych na mieszkanie, czują się niewinnymi ofiarami biurokratycznego chaosu. To nie tylko kwestia pieniędzy, ale także utraty poczucia bezpieczeństwa we własnym domu.
Krzysztof Wojtas, jeden z lokatorów, przyznaje, że problem był znany, ale zawsze traktowany jako „sprawa w toku”, a nie realne zagrożenie. „Jeżeli przegramy, to na pewno będziemy składać pozwy przeciwko Skarbowi Państwa, dlatego że my nie czujemy, żebyśmy cokolwiek tu zawinili” – mówi, wyrażając powszechne oburzenie. Mieszkańcy oczekują wsparcia od państwa, które wydaje się być odpowiedzialne za ten prawny bałagan.
− Mieszkamy tu od 2014 roku. O problemie gruntów wiedziałem wcześniej, ale słyszeliśmy tylko, że sprawa jest w toku − mówi jeden z mieszkańców, Krzysztof Wojtas.
− Jeżeli przegramy, to na pewno będziemy składać pozwy przeciwko Skarbowi Państwa, dlatego że my nie czujemy, żebyśmy cokolwiek tu zawinili − zapowiada dalej Wojtas.
− Ja mam 72 lata, co więcej, większość mieszkańców to emeryci. Mamy te mieszkania od samego początku i teraz prywatna firma przychodzi, i żąda od nas milionów? Jak my mamy to spłacić z naszej emerytury? Jesteśmy po prostu przerażeni tym wszystkim − mówi też Halina Kobylska.
Czy spółka chce ugody z lokatorami?
W obliczu rosnącego napięcia, spółka Lokaty Budowlane konsekwentnie zapewnia, że jej celem nie jest obciążanie mieszkańców dodatkowymi kosztami ani przejmowanie terenów pod ich budynkami. Deklarują, że od początku ich intencją było realizowanie inwestycji budowlanych na wydzielonych terenach inwestycyjnych, co miało być poparte stosownymi pozwoleniami. Ich stanowisko wydaje się łagodzić retorykę, ale jednocześnie nie rozwiewa wszystkich wątpliwości.
Spółka podkreśla, że po uzyskaniu prawomocnego orzeczenia potwierdzającego prawo własności, proponowała Spółdzielni Mieszkaniowej „Koło” oddanie terenu w dzierżawę za symboliczną opłatę. Warunkiem miała być wspólna ugoda ze Skarbem Państwa. „Nigdy jednak scenariusz, w którym SM Koło płaci odszkodowanie spółce, nie był przez nas rozpatrywany jako pożądany” – czytamy w oświadczeniu. Deklaracja gotowości do polubownego rozwiązania sporu jest ważnym sygnałem, jednak rozmowy wciąż nie zostały sfinalizowane.
– Nigdy celem Lokat nie było przejęcie terenów pod budynkami – czytamy też w przesłanym stanowisku.
– Nigdy jednak scenariusz, w którym SM Koło płaci odszkodowanie spółce, nie był przez nas rozpatrywany jako pożądany – podkreśla zarząd.
– Zawsze chcieliśmy polubownie rozwiązać spór i nadal jesteśmy gotowi – deklaruje spółka.
Kto broni praw mieszkańców Woli?
W sprawę zaangażował się sam minister Waldemar Żurek, który nie tylko polecił Prokuraturze Krajowej szczegółową analizę sprawy, ale również skierował zapytanie do prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego o termin rozpoznania toczącego się postępowania. To działanie rządu wskazuje na powagę sytuacji i determinację w ochronie praw obywateli. Ministerstwo podkreśla, że bezpieczeństwo mieszkańców jest priorytetem w tej trudnej sytuacji.
Również prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, stanowczo opowiedział się po stronie lokatorów, deklarując aktywne działania urzędu miasta w celu zablokowania procesu i potwierdzenia, że grunt należy do Skarbu Państwa. Miasto aktywnie działa, aby unieważnić „reaktywację” spółki C. Ulrich. „Jesteśmy w stu procentach po stronie naszych mieszkańców” – napisał, zapewniając o współpracy z ministrem sprawiedliwości. Solidarność władz lokalnych i centralnych daje nadzieję, że ten prawny węzeł zostanie w końcu rozsupłany.
– Dla Ministerstwa najważniejsze jest dziś poczucie bezpieczeństwa mieszkańców i ochrona ich praw, dlatego podejmujemy wszelkie możliwe działania w ramach posiadanych kompetencji – czytamy na profilu ministerstwa w mediach społecznościowych.
– Chciałbym, żeby wybrzmiało to jasno: na każdym etapie postępowania jako urząd miasta podejmujemy aktywne działania, aby ten proces zablokować. Warszawa od lat korzysta ze wszelkich możliwych środków prawnych, aby potwierdzić, że grunt należy do Skarbu Państwa, a nie do prywatnej spółki. Dodatkowo robimy wszystko, aby unieważnić "reaktywację" spółki C. Ulrich. Jesteśmy w stu procentach po stronie naszych mieszkańców. Jestem w kontakcie z burmistrzem dzielnicy oraz z ministrem sprawiedliwości Waldemar Żurek – napisał.
Jaka przyszłość czeka mieszkańców Woli?
Walka o grunty na warszawskiej Woli to znacznie więcej niż tylko spór prawny – to dla setek rodzin prawdziwa batalia o poczucie bezpieczeństwa i dorobek całego życia. Mieszkańcy, którzy z oburzeniem i strachem śledzą rozwój wydarzeń, jasno komunikują: „To nie jest panika. My jesteśmy po prostu przerażeni”. Niepewność co do przyszłości własnych domów jest paraliżująca i wymaga pilnego rozwiązania.
Mimo deklaracji spółki Lokaty Budowlane o gotowości do rozmów i wypracowania polubownego rozwiązania, sprawa wciąż pozostaje nierozstrzygnięta, a prawne meandry utrudniają szybkie zakończenie konfliktu. Interwencja ministra Żurka i prezydenta Trzaskowskiego daje nadzieję, że ten trudny przypadek znajdzie sprawiedliwe rozwiązanie, które ostatecznie ochroni mieszkańców przed gigantycznymi roszczeniami finansowymi. Ta historia to przestroga dla wielu innych, podobnych sytuacji w kraju.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.