Spis treści
Wenezuela. Kartel narkotykowy czy coś więcej?
3 grudnia świat obiegła wiadomość o bezprecedensowej interwencji militarnej Stanów Zjednoczonych w Wenezueli. Amerykańskie siły specjalne, w zuchwałej operacji, porwały z sypialni dyktatora Nicolasa Maduro i jego małżonkę Cilię Flores, stawiając ich przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Oskarżenia są poważne: kierowanie potężnym kartelem narkotykowym i terroryzm, co według Donalda Trumpa miało uzasadniać tak radykalne działania.
Prezydent USA, nie owijając w bawełnę, wskazywał na rzekomą rolę Maduro jako szefa „Cartel de los Soles”, który miał odpowiadać za zalewanie Ameryki Północnej kolosalnymi ilościami nielegalnych używek. Ta narracja miała stanowić fundament dla usprawiedliwienia militarnego ataku, mającego na celu powstrzymanie śmiercionośnej trucizny odpowiedzialnej za śmierć setek tysięcy Amerykanów.
"Nielegalny dyktator Maduro był szefem rozległej siatki przestępczej odpowiedzialnej za przemyt kolosalnych ilości śmiercionośnych i nielegalnych narkotyków do Stanów Zjednoczonych. W akcie oskarżenia zarzuca mu się, że osobiście nadzorował okrutny kartel znany jako Cartel de los Soles, który zalał nasz kraj śmiercionośną trucizną odpowiedzialną za śmierć niezliczonych Amerykanów, setki tysięcy Amerykanów zmarło przez lata z jego powodu. Maduro i jego żona wkrótce staną przed obliczem amerykańskiej sprawiedliwości i staną przed sądem na amerykańskiej ziemi."
Pokój dla Wenezueli czy… ropa?
W swojej retoryce Donald Trump podkreślał, że działania USA mają na celu przede wszystkim przywrócenie pokoju, wolności i sprawiedliwości dla cierpiącego narodu Wenezueli, nie kryjąc przy tym, że Waszyngton zamierza przejąć władzę w Caracas. Zapewniał, że Ameryka będzie rządzić krajem do czasu, aż możliwe będzie przeprowadzenie bezpiecznej i rozsądnej transformacji, co w zasadzie sprowadzało się do ustanowienia proamerykańskiego porządku.
Mimo szczytnych deklaracji o pomocy, w przemówieniu prezydenta szybko pojawił się wątek, który dla wielu analityków okazał się kluczowy: gigantyczne złoża ropy naftowej Wenezueli. Trump wprost zapowiedział, że amerykańskie firmy naftowe, te największe na świecie, wejdą do kraju, zainwestują miliardy dolarów i naprawią fatalnie działającą infrastrukturę, co miało w końcu przynieść bogactwo wenezuelskiemu społeczeństwu.
"Chcemy pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli, w tym dla wielu Wenezuelczyków, którzy obecnie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i chcą wrócić do swojego kraju. To ich ojczyzna. Nie możemy ryzykować, że ktoś inny przejmie władzę w Wenezueli, nie mając na uwadze dobra Wenezuelczyków."
Trzecie dno operacji. Chiny na celowniku?
Cała ta geopolityczna układanka ma jednak jeszcze jeden, niezwykle istotny element – Chiny. To właśnie Państwo Środka jest obecnie głównym odbiorcą wenezuelskiej ropy naftowej, przyjmując około 80 procent eksportu, często za pośrednictwem skomplikowanych operacji przeładunkowych mających na celu ukrycie jej prawdziwego pochodzenia. Potencjał surowcowy Wenezueli, choć zaspokaja tylko niewielki procent chińskiego zapotrzebowania, z pewnością spędzał Trumpowi sen z powiek w kontekście globalnej rywalizacji.
Zapytany o to, czy interwencja w Wenezueli nie zaszkodzi relacjom z Pekinem, Trump zapewnił o swoich "bardzo dobrych stosunkach" z przywódcą ChRL Xi Jinpingiem, deklarując, że Chiny "nadal będą otrzymywać ropę". Tymczasem, jak podaje Forbes, wszelki transport tego surowca z Wenezueli został wstrzymany, a Pekin, podobnie jak Rosja, ostro potępił amerykańskie działania, nazywając je "hegemonicznym zachowaniem" i poważnym naruszeniem prawa międzynarodowego.
"Nic o tym nie wiem, ale mam bardzo dobre stosunki z przywódcą ChRL Xi Jinpingiem, więc nie będzie żadnych problemów. Nadal będą otrzymywać ropę."
„głęboko wstrząśnięte i stanowczo potępiają użycie siły przez Stany Zjednoczone wobec suwerennego państwa oraz użycie siły wobec prezydenta kraju”. Operację USA Pekin nazwał „hegemonicznym zachowaniem (...), które poważnie narusza prawo międzynarodowe”.
Doktryna Monroe wraca do łask
W przemówieniu Trumpa wyraźnie wybrzmiał powrót do idei rodem z XIX wieku – Doktryny Monroe z 1823 roku. Prezydent USA bez ogródek zadeklarował, że "amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana", zapowiadając koniec dekad zaniedbań i zagrożeń dla bezpieczeństwa regionu. W nowoczesnym kontekście, ta historyczna doktryna celuje przede wszystkim w rosnące wpływy Chin w Ameryce Łacińskiej, która staje się areną walki o dominację polityczną i surowcową.
Ostatecznie, argument narkotykowy, choć medialnie nośny, wydaje się być jedynie przykrywką dla głębszych motywów. Dane z raportu amerykańskiej agencji antynarkotykowej z 2025 roku jednoznacznie wskazują, że 84 procent kokainy przejmowanej w USA pochodziło z Kolumbii, a nie Wenezueli, co poważnie podważa oficjalne uzasadnienie interwencji. Prawdziwe cele Białego Domu wydają się być nierozerwalnie związane z geopolityczną rywalizacją o surowce i strefy wpływów.
"To, hm, doktryna Monroe'a. Trochę o niej zapomnieliśmy. Była bardzo ważna, ale zapomnieliśmy. Nie zapominamy o niej już. Zgodnie z naszą nową strategią bezpieczeństwa narodowego, amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana. To się nie zdarzy. Podsumowując, przez dekady inne rządy zaniedbywały, a nawet przyczyniały się do narastania zagrożeń dla bezpieczeństwa na półkuli zachodniej."
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.