Afera kilometrówek Ryszarda Czarneckiego. Co kryje się za twierdzeniem o politycznym kontekście?

2026-01-07 16:32

Były europarlamentarzysta PiS Ryszard Czarnecki ponownie znalazł się w centrum uwagi wymiaru sprawiedliwości. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie stanął pod zarzutem wyłudzenia z Parlamentu Europejskiego blisko 850 tys. zł z tzw. kilometrówek. Polityk stanowczo odpiera zarzuty, twierdząc, że środki zwrócił już sześć lat temu, a cała sprawa ma jego zdaniem wyraźny kontekst polityczny.

Brązowy portfel leży na stole, częściowo oświetlony jasnym, skośnym pasmem światła, które przecina powierzchnię blatu. Portfel jest wykonany z gładkiego, skórzanego materiału z delikatnym szwem wzdłuż krawędzi. Lewa strona stołu oraz tło pozostają w cieniu, a z tyłu widać zamazane kształty mebli, w tym ciemne oparcie krzesła.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Brązowy portfel leży na stole, częściowo oświetlony jasnym, skośnym pasmem światła, które przecina powierzchnię blatu. Portfel jest wykonany z gładkiego, skórzanego materiału z delikatnym szwem wzdłuż krawędzi. Lewa strona stołu oraz tło pozostają w cieniu, a z tyłu widać zamazane kształty mebli, w tym ciemne oparcie krzesła.

Ryszard Czarnecki ponownie na celowniku

Ryszard Czarnecki, postać doskonale znana na polskiej scenie politycznej, stanął przed Sądem Okręgowym w Warszawie w sprawie, która budzi niemałe kontrowersje. Chodzi o zarzuty wyłudzenia imponującej kwoty 850 tys. zł z Parlamentu Europejskiego, wynikającej z nieprawidłowości w rozliczaniu tzw. kilometrówek. Prokuratura jest nieugięta, twierdząc, że w latach 2009–2013 były polityk PiS składał nierzetelne wnioski dotyczące kosztów podróży, wprowadzając w błąd instytucję. Cała sprawa przypomina, że nawet po latach dawne rozliczenia mogą wrócić, by prześladować polityków.

Akt oskarżenia wskazuje na fałszywe informacje dotyczące miejsca zamieszkania oraz liczby posiadanych pojazdów – łącznie aż 19 – które miały służyć do zawyżania kwot zwrotów. Za tak poważne przewinienia, obejmujące doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości, byłemu europosłowi grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności, co jest perspektywą niezwykle surową. Czarnecki z kolei, nie godząc się z oskarżeniami, od początku podnosi, że za wypełnianie dokumentów odpowiadali jego asystenci, co ma tłumaczyć ewentualne nieścisłości.

"Sprawa dotyczy wydarzeń sprzed 13–17 lat! Wszystkie kwestionowane przez Parlament Europejski środki zwróciłem już 6 lat temu! Prokurator domaga się zwrotu kwot z rozliczeń, które PE uznał za prawidłowe. Biorąc pod uwagę wypowiedzi polityków koalicji rządowej, że jest to dla nich „sprawa priorytetowa”, polityczny kontekst postępowania jest oczywisty. Wielu europosłów zwraca pobrane środki, a w zdecydowanej większości przypadków prokuratury w krajach UE nie wszczynają w ich sprawie postępowań" - powiedział Ryszard Czarnecki "Super Expressowi".

Czy to polityczna zemsta?

Ryszard Czarnecki, doświadczony w politycznych bojach, nie bez powodu wskazuje na polityczny kontekst obecnego postępowania. Jego zdaniem, fakt, że sprawa dotyczy wydarzeń sprzed ponad dekady, a do tego została nagle „spriorytetyzowana” przez polityków koalicji rządowej, każe widzieć w niej nie czysto prawny, lecz raczej polityczny wymiar. To znana melodia w polskiej polityce, gdzie dawne grzechy bywają wyciągane na światło dzienne w dogodnym dla przeciwników momencie, budząc jednocześnie wątpliwości co do faktycznych intencji oskarżycieli.

Argumentacja byłego europosła zyskuje na sile, gdy przypomina, że rzekomo wyłudzone środki zostały zwrócone Parlamentowi Europejskiemu już sześć lat temu. Co więcej, Czarnecki podnosi, że w wielu podobnych przypadkach, gdy inni europosłowie regulowali kwestionowane należności, prokuratury w krajach Unii Europejskiej nie decydowały się na wszczynanie postępowań karnych. To rodzi pytanie o równość traktowania i sugeruje, że jego przypadek jest potraktowany w sposób wyjątkowo restrykcyjny, co tylko wzmacnia jego tezę o politycznych rozgrywkach.

Dwa fronty byłego europosła

Sprawa kilometrówek to nie jedyny problem prawny, z którym mierzy się Ryszard Czarnecki. Jakby jeden front sądowy nie wystarczał, były polityk PiS ma również poważne zarzuty w tak zwanej aferze Collegium Humanum, co jeszcze bardziej komplikuje jego sytuację prawną i wizerunkową. Te dodatkowe oskarżenia dotyczą korupcyjnej współpracy z byłym rektorem uczelni, Pawłem C., ujawniając skalę problemów, z jakimi borykają się prominentne osoby w polskiej przestrzeni publicznej.

W kontekście afery Collegium Humanum, Czarnecki miał lobbować w Uzbekistanie na rzecz utworzenia filii tej uczelni, podczas gdy jego żona, Emilia H., miała otrzymywać dyplomy oraz fikcyjne zatrudnienie. Te zarzuty, obok sprawy kilometrówek, stanowią kolejne uderzenie w wiarygodność polityka, a co najważniejsze, grozi za nie kara do 8 lat więzienia oraz wysoka grzywna. Całość pokazuje, że kariera byłego europosła jest obecnie poddana podwójnej presji prawnej, której rozstrzygnięcia będą miały dalekosiężne konsekwencje.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.