Akt o usługach cyfrowych. Czy platformy internetowe w Polsce będą działać inaczej?

2025-11-17 15:49

W Polsce wciąż brakuje kompleksowych przepisów dotyczących platform internetowych, które zapewniłyby równowagę między wolnością słowa a odpowiedzialnością. Uczestnicy debaty „Internet po DSA – między wolnością słowa a odpowiedzialnością” w Centrum Prasowym PAP podkreślali konieczność implementacji Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Eksperci zgodzili się, że nowe regulacje są niezbędne do skutecznej walki użytkowników o swoje prawa i bezpieczeństwo w sieci. Dyskutowano również o wpływie dezinformacji i scamu.

Abstrakcyjna sieć składająca się z jasnych, świecących punktów połączonych liniami. Punkty te mają lekko fioletową poświatę i różnią się intensywnością światła, niektóre są jaśniejsze od innych. Liniowe połączenia są cienkie i białawe, tworząc skomplikowaną strukturę przypominającą graf. Tło jest rozmyte, utrzymane w ciemnych odcieniach niebieskiego i szarości, z jaśniejszymi pionowymi pasmami w oddali. Głębokość ostrości jest płytka, skupiając uwagę na centralnej części sieci, podczas gdy elementy znajdujące się bliżej i dalej są nieostre.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Abstrakcyjna sieć składająca się z jasnych, świecących punktów połączonych liniami. Punkty te mają lekko fioletową poświatę i różnią się intensywnością światła, niektóre są jaśniejsze od innych. Liniowe połączenia są cienkie i białawe, tworząc skomplikowaną strukturę przypominającą graf. Tło jest rozmyte, utrzymane w ciemnych odcieniach niebieskiego i szarości, z jaśniejszymi pionowymi pasmami w oddali. Głębokość ostrości jest płytka, skupiając uwagę na centralnej części sieci, podczas gdy elementy znajdujące się bliżej i dalej są nieostre.

Debata o przyszłości internetu

Debata pod tytułem „Internet po DSA – między wolnością słowa a odpowiedzialnością” odbyła się 12 listopada w Centrum Prasowym PAP. Została zorganizowana przez Human Answer Institute w ramach cyklu Strefa Dialogu Jutro. Uczestnicy dyskusji zgodnie podkreślali, że obecnie obywatele są bezbronni wobec patologicznych zjawisk w sieci. Dotyczy to m.in. hejtu, fałszywych wiadomości, przemocy słownej oraz podszywania się pod znane osoby w celach przestępczych.

W gronie uczestników znaleźli się przedstawiciele rządu, eksperci rynku mediów, nauczyciele, uczniowie, dziennikarze oraz influencerzy. Wszyscy zgodzili się co do kluczowej roli Aktu o usługach cyfrowych (Digital Services Act – DSA) w zapewnieniu równowagi między gigantami technologicznymi a ich użytkownikami. Celem DSA jest uporządkowanie zasad funkcjonowania platform internetowych oraz zwiększenie bezpieczeństwa online.

Co DSA zmienia dla użytkowników?

Nowe przepisy, wprowadzone przez Digital Services Act, mają zapewnić większą ochronę przed nielegalnymi treściami oraz nadużyciami ze strony dużych firm technologicznych. Jednocześnie mają zagwarantować większą przejrzystość działania algorytmów i procesów moderacji treści. Dla użytkowników oznacza to szereg nowych możliwości i uprawnień, które mają wzmocnić ich pozycję w cyfrowym świecie.

Zgodnie z DSA, użytkownicy zyskają między innymi możliwość odwołania się od decyzji o usunięciu zamieszczonych przez nich treści. Będą również mieli łatwiejszy sposób zgłaszania nielegalnych materiałów, w tym treści o charakterze hejtu, dezinformacji czy cyberprzemocy. Co więcej, nowe regulacje mają zapewnić większą kontrolę nad własnymi danymi oraz nad wyświetlanymi reklamami online.

Rzeczywistość internetowa sprzed lat a dziś

Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, otwierając debatę, podkreślił znaczące zmiany w sposobie prowadzenia dyskusji publicznych. Piętnaście lat temu debaty toczyły się równolegle w internecie i w realu. Obecnie znaczna część komunikacji przeniosła się niemal wyłącznie do sieci, co zmienia dynamikę interakcji.

Standerski zwrócił uwagę na brak skutecznych mechanizmów przeciwdziałających treściom nielegalnym w internecie. Zilustrował to przykładem, że treści nielegalne wywieszone na ulicy są natychmiast usuwane. Brak takiego mechanizmu w świecie wirtualnym budzi poważne obawy o demokratyczną kontrolę nad decyzjami platform.

"Nie zostały wprowadzone żadne mechanizmy, które przeciwdziałałyby treściom nielegalnym. Jeśli dzisiaj na ulicy wywiesimy jakąś treść, która jest nielegalna, to zostanie ona po prostu zdjęta. Nie ma takiego mechanizmu w internecie. Nie ma również takiego mechanizmu, który spowodowałby, że platformy miałyby jakąkolwiek demokratyczną kontrolę nad swoimi decyzjami" - argumentował Dariusz Standerski.

Czy DSA definiuje treści nielegalne?

Wiceminister Dariusz Standerski wyjaśnił, że ani Akt o usługach cyfrowych, ani inne przepisy Unii Europejskiej nie wprowadzają nowej definicji treści nielegalnych. Definiowanie, co jest nielegalne, pozostaje w gestii państw członkowskich. Polska już teraz ma zidentyfikowane ponad 20 konkretnych przestępstw z Kodeksu Karnego i innych przepisów karnych.

Te istniejące przestępstwa, które od lat funkcjonują w polskim prawie, są teraz przenoszone do kontekstu treści zamieszczanych w internecie. Oznacza to, że zasady prawne obowiązujące w świecie rzeczywistym mają znaleźć swoje odzwierciedlenie w sferze cyfrowej, co ma ujednolicić podejście do nielegalnych działań.

"Wdrożenie Aktu o usługach cyfrowych w ani jednym miejscu nie wprowadza nowej definicji treści nielegalnej. To, co było dotychczas nielegalne, to, co jest nielegalne w świecie rzeczywistym, tak samo powinno być nielegalne w świecie wirtualnym. Wypisaliśmy ponad 20 konkretnych przestępstw z Kodeksu Karnego oraz innych przepisów karnych. I te przestępstwa, które są w naszym prawie już od lat, przepisujemy teraz do treści w internecie" - mówił wiceminister.

Problem scamu i wykorzystania wizerunku

Małgorzata Rozenek-Majdan, aktywistka i prezeska Fundacji MRM, wyraziła nadzieję na wprowadzenie skutecznego prawa dotyczącego rozpowszechniania treści w internecie. Jej wystąpienie skupiło się na problemie scamu, czyli podszywania się pod znane osoby w celu wyłudzenia pieniędzy od nieświadomych użytkowników. Podkreśliła, że osoby rozpoznawalne są często wykorzystywane wbrew swojej woli.

Aktywistka wymieniała przykładowe hasła, na które oszuści „łapali” ofiary w sieci, takie jak: „Rozenek zainwestowała w złoto” czy „Pokażemy ci, jak Rozenek zyskała 100 tys. w 10 sekund”. Zauważyła, że platformy często reagują na zgłoszenia oszustw z opóźnieniem, co jest dla niej „zadziwiające”. Zazwyczaj zajmuje im to 2-3 dni, co sprzyja rozprzestrzenianiu się oszustw.

"My jako osoby rozpoznawalne jesteśmy wykorzystywani i nasze wizerunki są wykorzystywane do tego, żeby wprowadzać ludzi w błąd. Dla nas jest to podwójnie groźne. Z jednej strony nikt nie chce, żeby jego wizerunek był wykorzystywany wbrew jego woli, a po drugie mamy poczucie, że bierzemy udział w oszustwie i czujemy się współwinni, mimo że oczywiście to nie była nasza intencja" - mówiła Małgorzata Rozenek-Majdan.

Dlaczego platformy nie walczą ze scamem?

Małgorzata Rozenek-Majdan zasugerowała, że walka ze scamem może być dla platform internetowych nieopłacalna. Przytoczone podczas debaty wyniki badań wskazują, że scam może generować nawet 10 procent przychodów tych portali. To sugeruje potencjalny konflikt interesów między zyskami platform a bezpieczeństwem użytkowników.

Problem scamu był również omawiany z perspektywy konsumenta przez Iwonę Prószyńską z CSIRT NASK. Podkreśliła ona, że ofiarami oszustw padają tysiące osób. Ludzie, którzy ufają wizerunkom znanych osób, tracą często oszczędności całego życia, wierząc w fałszywe obietnice. To wskazuje na skalę problemu i potrzebę szybkiego działania.

"Mamy tutaj wizerunek osób publicznych, który jest wykorzystywany w sposób bezczelny, powodujący szkody, ale ostatecznie mamy tego poszkodowanego Kowalskiego, który wierzy w to, że osoba znana, którą szanuje, podziwia, namówiła go do udziału w czymś, na czym on stracił oszczędności życia" - wskazała ekspertka.

Jak pomóc poszkodowanemu Kowalskiemu?

Iwona Prószyńska zwróciła uwagę na konieczność stworzenia mechanizmów, które pomogą konsumentom odróżnić prawdziwe reklamy od oszustw. Jej celem jest wprowadzenie sposobu oznaczania reklam, który uświadomiłby użytkownikom, z czym mają do czynienia. Ważne jest, aby móc podpowiedzieć, że dana treść może nie pochodzić od podziwianej przez nich osoby.

Maja Herman, psychiatra i medinfluencerka, prezeska Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych (PTMM), podkreśliła, że wiele szkodliwych treści można zakwalifikować jako przestępstwa. Przytoczyła przykład rozpowszechniania nieprawdziwych informacji o lekach przeciwdepresyjnych, które mogłyby sprowadzić powszechne niebezpieczeństwo na dużą grupę ludzi. Według niej, istnieją narzędzia prawne, brakuje jedynie "mocy wykonawczej".

"Twierdziła ona, że leki przeciwdepresyjne zabijają i tak naprawdę robią z człowieka zombie, a nie leczą niczego. To, co ta osoba zrobiła, jest tak naprawdę >>sprowadzeniem powszechnego niebezpieczeństwa na dużą grupę ludzi<<. Myślę więc, że paragrafy i narzędzia prawne istnieją, brakuje nam tylko mocy wykonawczej, sprawczej" - mówiła Maja Herman.

Kto decyduje o zasięgu artykułów w sieci?

Witold Ziomek, dziennikarz portalu Wprost.pl, zauważył, że obecnie to duże platformy społecznościowe decydują o zasięgu artykułów. Wskazał, że są to głównie Google i Meta, z wyjątkiem niektórych portali, które wciąż bazują na ruchu ze stron głównych, oferując usługi pocztowe. Jego portal, podobnie jak wiele innych, jest całkowicie zależny od arbitralnych decyzji tych gigantów.

Ziomek wyraził nadzieję, że wprowadzenie Aktu o usługach cyfrowych rozwiąże ten problem, zapewniając bardziej sprawiedliwe i przejrzyste zasady dystrybucji treści. Brak takiej regulacji prowadzi do sytuacji, w której niezależne media są często marginalizowane lub ich zasięg jest sztucznie ograniczany, co wpływa na pluralizm informacji.

Narzędzia dla instytucji państwowych po DSA

Tomasz Bukowski, ekspert ds. regulacji rynku z Kancelarii Prawnej Media i Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej, omówił nowe narzędzia, jakie instytucje państwowe otrzymają po wdrożeniu DSA. Jeśli platforma internetowa nie zareaguje na treści, takie jak groźby karalne, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej będzie mógł interweniować. Będzie on mógł zwrócić się do hostingodawcy lub przedsiębiorców telekomunikacyjnych o usunięcie lub zablokowanie takich treści.

Bukowski wyjaśnił, że z przyczyn technicznych hostingodawcy i przedsiębiorcy telekomunikacyjni będą stosować blokady całych domen internetowych, a nie pojedynczych treści. Jego zdaniem, takie zagrożenie będzie wystarczającą motywacją dla platform, aby dbały o czystość przekazu i aktywnie usuwały niezgodne z prawem treści. To ma zwiększyć ich odpowiedzialność.

Rola edukacji w walce z zagrożeniami

Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej, podkreślił kluczową rolę edukacji w internecie. Zwrócił uwagę na konieczność uwrażliwienia użytkowników, zwłaszcza młodzieży, na podejrzane linki, takie jak „zaprasza Cię książę Dubaju”. Wskazał, że edukacja powinna odbywać się w szkołach, angażując zarówno uczniów, jak i nauczycieli.

Mrozek poruszył również temat anonimowości w sieci. Argumentował, że osoby publikujące hejterskie komentarze lub namawiające do samobójstwa powinny działać pod imieniem i nazwiskiem. Umożliwiłoby to ich ściganie. Przyznał, że wprowadzenie takiego rozwiązania jest trudne, ale stanowi pierwszy, niezbędny krok w kierunku weryfikacji tożsamości komentujących w sieci.

"Musimy postawić na edukację w szkołach. Żeby uczniowie, ale też nauczyciele, wspólnie cała społeczność szkolna, dyskutowała, ale też miała świadomość, że może to być kolejne zagrożenie" - wskazał Paweł Mrozek.

"Jeśli ktoś decyduje się na publikowanie w sieci hejterskiego komentarza, bezpośredniego namawiania do popełnienia samobójstwa, to niech pisze pod imieniem i nazwiskiem, żeby można było taką osobę ścigać. To jest bardzo trudne do zrealizowania i zapewne w najbliższych latach będzie ciężko to wprowadzić, ale musimy od czegoś zacząć. Musimy zrobić pierwszy duży krok do tego, żeby osoba, która komentuje w sieci, musiała być zweryfikowana" - argumentował Paweł Mrozek.

Jawność to podstawa w sieci

Aktor, wokalista i twórca Filip Cembala również stwierdził, że jawność w internecie jest „absolutnie elementarna”. Podkreślił, że użytkownicy powinni mieć możliwość sprawdzenia, kto publikuje dany tekst, zwłaszcza w sekcjach komentarzy. Dzięki temu mogliby świadomie podjąć decyzję o ewentualnych krokach prawnych.

Ewa Ziejewska, nauczycielka, zwróciła uwagę na problem dzieci, które rzadko przyznają się do krzywd doznanych w internecie. Podkreśliła, że takie sytuacje często prowadzą do tragedii, takich jak okaleczenia czy próby samobójcze, które są „zamiatane pod dywan” w szkołach. Jej zdaniem, szkoła ma kluczową rolę w uczeniu odpowiedzialności za słowo.

"Jeżeli ktoś chce mieć dostęp, choćby do portali, gdzie można komentować, to ja naprawdę chcę wiedzieć, kto mi serwuje ten tekst i wtedy ja się mogę zastanowić, czy chcę podjąć kroki prawne w związku z tym zdarzeniem, czy nie" - mówił Filip Cembala.

"Albo ktoś sobie z tym radzi i idzie dalej albo dzieją się tragedie, które w szkołach często są zamiatane pod dywan. Niestety, mówię właśnie o wszelkich okaleczeniach, które się dzieją na szkolnych przerwach, a także w czasie lekcji, o próbach samobójczych" - mówiła nauczycielka.

Szkoła jako miejsce nauki odpowiedzialności

Ewa Ziejewska podkreśliła, że w ramach swojej pracy stara się uczyć uczniów rozumienia wagi słowa. Zaznaczyła, że dla jej podopiecznych jest to zadanie bardzo trudne, co wskazuje na potrzebę systematycznego wsparcia w tym zakresie. Edukacja w zakresie odpowiedzialnego korzystania z internetu jest fundamentem bezpieczeństwa cyfrowego młodych ludzi.

Debata jasno pokazała, że polski krajobraz cyfrowy wymaga pilnych zmian legislacyjnych i edukacyjnych. Implementacja Aktu o usługach cyfrowych (DSA) ma być kluczowym krokiem w kierunku uporządkowania zasad funkcjonowania platform internetowych i zwiększenia ochrony użytkowników przed szkodliwymi treściami oraz oszustwami w sieci.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.