Spis treści
Makabryczne odkrycie w Brzezinach
Wczesny ranek 16 września 2024 roku na zawsze zapisał się w pamięci mieszkańców Brzezin pod Mińskiem Mazowieckim. To właśnie wtedy, obok przystanku autobusowego Brzeziny 01, dokonano odkrycia, które wstrząsnęło całą okolicą: w koszu na śmieci, owinięte w foliowy worek, leżały zwłoki noworodka. To makabryczne znalezisko szybko doprowadziło śledczych do 18-letniej Iryny K., Ukrainki, która okazała się matką martwego maleństwa.
Od tamtej chwili minął ponad rok, a sprawa, choć nadal budząca grozę, nabiera realnych kształtów przed wymiarem sprawiedliwości. Prokuratura Okręgowa w Siedlcach nie próżnowała, finalizując swoje ustalenia i kierując do sądu akt oskarżenia. Zapowiedziano ujawnienie szczegółów, które rzucają nowe światło na tę niewyobrażalną tragedię, pokazując dramat matki i jej dziecka.
Ciąża ukrywana do samego końca
Początek 2024 roku dla Iryny K. oznaczał nie tylko rozpoczęcie nowego życia w Polsce w celach zarobkowych, ale również… początek ciąży. Zatrudniona w jednej z firm w powiecie mińskim, zamieszkała w hostelu pracowniczym. Mimo że jej zmieniająca się sylwetka nie umknęła uwadze innych, na pytania o możliwą ciążę Iryna konsekwentnie zaprzeczała, tłumacząc się problemami jelitowymi. Mechanizm zaprzeczania i wypierania stanu błogosławionego okazał się w tym przypadku przerażająco skuteczny.
Wszystko to skończyło się popołudniem 15 września, kiedy to Iryna K. zeszła do łazienki na parterze. Tam, w samotności i prawdopodobnie w panice, urodziła synka. Lekarze jednoznacznie stwierdzili, że dziecko przyszło na świat w pełni zdrowe, bez żadnych wad rozwojowych czy zmian chorobowych, zdolne do samodzielnego życia, gdyby tylko zapewniono mu odpowiednią opiekę.
"Dziecko było żywe, zdrowe, pozbawione jakichkolwiek zmian chorobowych, czy też nieprawidłowości rozwojowych i zdolne do samodzielnego życia poza łonem matki w przypadku właściwej opieki medycznej" - przekazał prok. Bartłomiej Świderski z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.
To, co wydarzyło się chwilę później, budzi dreszcze. Iryna K. rozerwała pępowinę, a następnie podjęła decyzję, która zaważyła na życiu noworodka. Włożyła żywe dziecko do worka na śmieci, a następnie wyniosła go i umieściła w koszu znajdującym się poza terenem zakładu pracy. Czyn ten, niezrozumiały dla większości, stał się początkiem tragedii, która doprowadziła do śmierci maleństwa.
Tej samej nocy młoda kobieta doznała silnego krwotoku z dróg rodnych. Sytuacja była na tyle poważna, że wymagała natychmiastowej interwencji medycznej. Wezwana karetka pogotowia przetransportowała ją do szpitala, gdzie lekarze przeprowadzili pilny zabieg. Ich doświadczenie nie pozwoliło im jednak na ignorowanie oczywistego – kobieta niedawno rodziła.
Mroczny sekret Iryny wyszedł na jaw
Lekarze, którzy ratowali życie Irynie K., szybko zorientowali się, że coś jest nie tak. W macicy kobiety znajdowało się łożysko, ale dziecka już nie było. Natychmiastowe powiadomienie policji było naturalną konsekwencją tej medycznej zagadki. Wkrótce potem, w rozmowie z lekarzem, Iryna K. zdecydowała się wyjawić swój mroczny sekret. Przyznała, że dzień wcześniej urodziła synka w łazience hostelu, a następnie wyrzuciła go do śmietnika.
Przeprowadzone badania psychiatryczno-psychologiczne, na które została skierowana 18-latka, miały rzucić światło na motywy jej działania. Biegli wskazali na zaskakujący mechanizm: Iryna K. nie dopuszczała do siebie wiadomości o ciąży. Ten stan zaprzeczania, jak wyjaśniono, mógł trwać aż do samego porodu, co w znacznym stopniu wpłynęło na jej zdolność do rozpoznania znaczenia czynu.
Zarzut dzieciobójstwa. Co grozi matce?
Prokurator, na podstawie zebranych dowodów i opinii biegłych, przedstawił Irynie K. zarzut dzieciobójstwa w stanie ograniczonej poczytalności. To kluczowe sformułowanie prawne ma znaczenie dla kwalifikacji czynu i wymiaru kary. Oznacza, że choć kobieta dopuściła się zbrodni, jej zdolność do świadomego działania była w momencie zdarzenia znacznie ograniczona, co jest efektem wpływu przebiegu porodu.
"Prokurator przedstawił Irynie K. dokonania w dniu 15 września 2024 r., jako biologiczna matka urodzonego, zabójstwa żywego syna, będąc w okresie porodu i pod wpływem jego przebiegu, bezpośrednio po jego urodzeniu w ten sposób, że umieściła go w foliowym worku na śmieci, a następnie wyniosła je i umieściła w położonym nieopodal koszu na śmieci, co doprowadziło do zgonu noworodka, przy czym w momencie popełnienia tego czynu miała w znacznym stopniu ograniczoną możliwość rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem, tj. czynu z art. 149 kk w zw. z art. 31 § 2 kk." - poinformował prok. Świderski.
Początkowo, zaraz po zatrzymaniu, Sąd Rejonowy w Mińsku Mazowieckim przychylił się do wniosku prokuratora, stosując tymczasowe aresztowanie wobec Iryny K. na okres trzech miesięcy. Był to standardowy krok w tak poważnej sprawie, mający na celu zabezpieczenie prawidłowego toku śledztwa. Jednakże obecnie sytuacja uległa zmianie – wobec kobiety stosowane są już środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym.
W świetle polskiego prawa, zarzut dzieciobójstwa z artykułu 149 Kodeksu Karnego, szczególnie w kontekście ograniczonej poczytalności, jest kwalifikowany nieco inaczej niż typowe zabójstwo. Za zabicie swojego nowo narodzonego synka, 18-letniej Ukraince grozi kara pozbawienia wolności, która może wynieść do 5 lat. Sprawa ta po raz kolejny stawia pytanie o wsparcie i pomoc dla młodych, zagubionych matek.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.