Była żona Jaworka. Ujawnia kulisy ignorowanych apeli o ratunek

2026-02-02 10:54

Była żona Jacka Jaworka, poszukiwanego za potrójne zabójstwo w Borowcach, po raz pierwszy publicznie opowiedziała o dramacie, jaki przeżywała u boku i po rozwodzie z mężczyzną. Jej wstrząsająca relacja dla Onetu ukazuje lata nękania, gróźb i ciągłego strachu, w którym żyła wraz z dziećmi. Historia ta rzuca światło na systemową obojętność instytucji państwowych, które konsekwentnie ignorowały wołanie o pomoc.

Głównym obiektem jest kałuża wody, zajmująca dolną część kadru i odbijająca światło, tworząc lustrzane odbicie otoczenia. Jasne, pomarańczowe i żółte światła odbijają się w wodzie, tworząc abstrakcyjne formy. Powierzchnia drogi w górnej części kadru jest pokryta drobnymi kroplami wody, co dodaje jej tekstury. Droga prowadzi w głąb ciemnego tunelu, a jej szary kolor kontrastuje z beżowymi, brudnymi ścianami tunelu po obu stronach.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Głównym obiektem jest kałuża wody, zajmująca dolną część kadru i odbijająca światło, tworząc lustrzane odbicie otoczenia. Jasne, pomarańczowe i żółte światła odbijają się w wodzie, tworząc abstrakcyjne formy. Powierzchnia drogi w górnej części kadru jest pokryta drobnymi kroplami wody, co dodaje jej tekstury. Droga prowadzi w głąb ciemnego tunelu, a jej szary kolor kontrastuje z beżowymi, brudnymi ścianami tunelu po obu stronach.

Mroczne oblicze Jacka Jaworka

Wstrząsająca relacja byłej żony Jacka Jaworka, opublikowana przez Onet, rzuca nowe światło na sprawę potrójnego zabójstwa w Borowcach, która przez trzy lata budziła ogromne emocje w całym kraju. Kobieta opisała w niej dekady życia w nieustannym strachu, początkowo jako ofiara przemocy domowej, a po rozwodzie jako cel permanentnego nękania. Jaworek, powszechnie uchodzący za zaradnego fachowca, w domowych pieleszach miał zmieniać się w bezwzględnego tyrana, rządzącego krzykiem i pogardą, co doprowadziło do eskalacji przemocy psychicznej i ekonomicznej, zwłaszcza po decyzji o rozstaniu.

To właśnie decyzja o rozwodzie zapoczątkowała prawdziwy koszmar, który, jak dziś widać, prowadził wprost do tragicznych wydarzeń w Borowcach. Była żona Jacka Jaworka wielokrotnie podkreślała, że starała się znaleźć pomoc w instytucjach państwowych, jednak jej wołanie o wsparcie było konsekwentnie ignorowane. Mimo alarmujących sygnałów, system wydawał się być głuchy na prośby o interwencję, pozostawiając kobietę i dzieci samych sobie w obliczu narastającego zagrożenia ze strony Jaworka.

"Przysięgał mi do grobowej deski"

Dlaczego instytucje milczały?

Jednym z najbardziej niepokojących aspektów tej historii jest obsesja Jacka Jaworka na punkcie małżeństwa, która utrzymywała się nawet długo po rozwodzie. Była żona wyznała w rozmowie z Onetem, że jej były mąż powtarzał swojej bratowej Justynie, późniejszej ofierze, słowa o przysiędze do grobowej deski. Dla niej te słowa były jednoznaczną groźbą, jednak gdy zgłosiła je na policji, usłyszała, że nie mogą być one zakwalifikowane jako groźba karalna, co było szokujące i odbierające nadzieję.

To nie był jedyny raz, gdy kobieta napotkała mur obojętności ze strony służb, które miały ją chronić. Na kilka tygodni przed tragedią, w czerwcu 2021 roku, Jaworek godzinami przesiadywał w samochodzie pod jej blokiem, prowadząc niepokojącą obserwację. Przerażona kobieta błagała policję o wysłanie patrolu, wspominając, że były mąż posiada broń – wiatrówkę. Reakcja dyżurnego była jednak zdumiewająca, gdyż odmówił on interwencji, argumentując, że „nie ma do tego podstaw”, co pozostawiło ją w całkowitej bezradności.

"Nie ma do tego podstaw"

Kpiące podejście policji i brak pomocy?

Poczucie bezradności nasiliło się jeszcze bardziej, gdy innym razem, po zgłoszeniu próby włamania do piwnicy, kobieta spotkała się z jawną kpiną ze strony funkcjonariusza. Policjant miał wówczas stwierdzić, że „jutro pewnie pogodzę się z mężem”, co było druzgocącym doświadczeniem. Ta lekceważąca postawa instytucji publicznych przez lata tworzyła grunt pod eskalację dramatu, który ostatecznie doprowadził do potrójnego zabójstwa w Borowcach, pozostawiając ofiarę nękania w poczuciu całkowitego osamotnienia i braku ochrony.

Po zbrodni w Borowcach, kiedy Jacek Jaworek zniknął, dla jego byłej żony i dzieci rozpoczął się kolejny, jeszcze bardziej intensywny etap piekła. Kobieta żyła w ciągłym strachu, głęboko przekonana, że to oni będą kolejnym celem uciekającego mordercy. Policja zaoferowała jej i dzieciom „wywiezienie” w nieznane miejsce, co miało zapewnić im bezpieczeństwo. Propozycja ta, zamiast pocieszenia, brzmiała dla niej jednak jak swoista kara, dodatkowo potęgując uczucie niesprawiedliwości i obciążenia winą.

"Jutro pewnie pogodzę się z mężem"

Walka z urzędniczą bezdusznością

Była żona Jaworka opowiadała w materiale Onetu, jak ta propozycja „wywiezienia” odebrała jej poczucie sprawiedliwości: „Jakby wina spadała na nas, bo to my mamy zniknąć, zmienić szkoły, zerwać kontakty, porzucić pracę, pasję, przyjaciół”. Jej życie zamieniło się w desperacką ucieczkę, co zmusiło ją do sprzedaży mieszkania i wielokrotnych przeprowadzek. Zawsze wybierała miejsca z monitoringiem i ochroną, lecz trauma i strach nigdy nie ustępowały, stając się jej nieodłącznymi towarzyszami.

Równolegle z walką o bezpieczeństwo, kobieta musiała mierzyć się z urzędniczą bezdusznością. Kiedy próbowała zmienić nazwisko synowi, aby oszczędzić mu piętna związanego z ojcem, sąd zażądał wskazania miejsca pobytu poszukiwanego w całej Europie Jacka Jaworka, by ten mógł wyrazić zgodę na zmianę. Ten absurdalny wymóg tylko pogłębił jej poczucie bezsilności i pokazał, jak bardzo system jest oderwany od rzeczywistości, w której żyją ofiary przemocy.

"Jakby wina spadała na nas, bo to my mamy zniknąć, zmienić szkoły, zerwać kontakty, porzucić pracę, pasję, przyjaciół"

Status świadka zamiast pokrzywdzonej czy to coś zmienia?

Szokujące było również odkrycie, że w całej tej tragicznej sprawie była żona Jaworka oficjalnie miała jedynie status świadka, a nie osoby pokrzywdzonej. Ta formalność uniemożliwiła jej uzyskanie kompleksowej pomocy prawnej i psychologicznej, co w tak traumatycznej sytuacji było niedopuszczalne. Brak odpowiedniego statusu procesowego zamykał drzwi do wielu form wsparcia, które są kluczowe dla ofiar przemocy w odbudowywaniu życia po tak dramatycznych przeżyciach.

Dopiero po wielu latach walki i dzięki wsparciu organizacji finansowanej z Funduszu Sprawiedliwości udało jej się częściowo stanąć na nogi i odzyskać choć namiastkę normalności. Jej poruszająca historia to bolesny dowód na to, jak system, który z założenia ma chronić ofiary, potrafi je rażąco zawieść w najbardziej krytycznym momencie, potęgując traumę. Cała sprawa Jacka Jaworka w Borowcach jest brutalnym przypomnieniem o niedoskonałościach systemu i potrzebie jego pilnej reformy.

Tajemniczy pochówek Jacka Jaworka

Warto również wspomnieć o zakończeniu poszukiwań Jacka Jaworka, choć nadal nie wiadomo, co dokładnie się z nim stało. Prokuratura w Częstochowie, po długich miesiącach śledztwa, zdecydowała się na umorzenie postępowania w sprawie jego poszukiwań, uznając go za zmarłego. Informacja o pogrzebie Jacka Jaworka odbyła się w tajemnicy, co tylko dodało aury zagadkowości całej sprawie i zamknęło pewien rozdział, choć dla ofiar i ich rodzin trauma pozostaje żywa.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.