Dewastacja klatki schodowej w Krakowie. Co sąsiad zrobił z księdzem?

2026-01-07 18:59

Mieszkańcy krakowskiego Osiedla Kalinowego przeżyli prawdziwy koszmar, gdy ich sąsiad z czwartego piętra zaczął systematycznie demolować klatkę schodową. Koszmar trwał od Wigilii, kiedy to mężczyzna, używając młota i słuchając głośnej muzyki, niszczył nie tylko swoje mieszkanie, ale i wspólne przestrzenie. Seria interwencji policji i przerażenie sąsiadów narastały, budząc pytania o skuteczność reakcji służb wobec agresywnego lokatora, który groził nawet wysadzeniem bloku.

Otwarte, drewniane drzwi w zbliżeniu, z widoczną częścią framugi i białej ściany po lewej stronie. Drzwi i framuga mają jasnobrązowy kolor drewna, a ich powierzchnia jest uszkodzona, z widocznymi licznymi białymi plamami, przypominającymi odpryski farby lub gipsu. Na skrzydle drzwi, z prawej strony, znajduje się metalowa klamka w złotawym odcieniu oraz mechanizm zamka. Przez otwarte drzwi widać ciemne, niewyraźne tło, sugerujące wnętrze pokoju.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Otwarte, drewniane drzwi w zbliżeniu, z widoczną częścią framugi i białej ściany po lewej stronie. Drzwi i framuga mają jasnobrązowy kolor drewna, a ich powierzchnia jest uszkodzona, z widocznymi licznymi białymi plamami, przypominającymi odpryski farby lub gipsu. Na skrzydle drzwi, z prawej strony, znajduje się metalowa klamka w złotawym odcieniu oraz mechanizm zamka. Przez otwarte drzwi widać ciemne, niewyraźne tło, sugerujące wnętrze pokoju.

Dewastacja w krakowskim bloku. Jak doszło do chaosu?

Świąteczny czas, który dla większości Polaków oznaczał spokój i rodzinne ciepło, dla mieszkańców krakowskiego Osiedla Kalinowego zamienił się w prawdziwy koszmar. Zamiast przygotowań do Wigilii, ich uszy wypełniły dźwięki młota i głośnej muzyki, dobiegające z mieszkania sąsiada z czwartego piętra. To, co początkowo mogło wydawać się niefortunnym remontem, szybko okazało się aktem systematycznej dewastacji, która objęła nie tylko prywatną przestrzeń, ale i wspólną klatkę schodową, zamieniając ją w scenerię rodem z filmu akcji.

Skala zniszczeń, jaka zastała mieszkańców po świątecznych ekscesach Marcina S., jest porażająca i przekracza granice zwykłego wandalizmu. Od porwanych rur i rozprutych ścian, przez bazgroły czerwoną farbą, aż po muszlę klozetową na klatce schodowej – obraz nędzy i rozpaczy dominował w miejscu, które powinno być ostoją bezpieczeństwa. Ta kuriozalna sytuacja nasuwa pytania o skuteczność reakcji służb oraz o to, jak długo można tolerować terror jednego lokatora.

„– Wszystko zaczęło się przed wigilią. Ze środkowego mieszkania na czwartym piętrze popłynęła głośna muzyka, a zaraz potem odgłosy walenia młotem –” opowiada pan Przemysław (41 l.) mieszkaniec środkowej klatki. „– Potem było tylko gorzej –” dodaje.

Młot w akcji. Czy ktoś mógł ucierpieć?

Hałas i dewastacja szybko eskalowały, a Marcin S. zdawał się nie zwracać uwagi na przerażenie sąsiadów ani na prośby o spokój. Na klatce schodowej wylądowała muszla klozetowa, a ściany pokryły się wulgarnymi napisami wykonanymi czerwoną farbą. Mężczyzna posunął się nawet do zamalowania okien na klatce schodowej substancją przypominającą tynk, skutecznie blokując dostęp światła i widoku. Mieszkańcy, próbując nawiązać kontakt, spotykali się jedynie z wyzwiskami, co tylko pogłębiało ich bezsilność.

Obawy mieszkańców, że sytuacja może doprowadzić do prawdziwej tragedii, były uzasadnione i poważne. Dewastacja w pobliżu instalacji gazowej w bloku to nie przelewki, a agresywne zachowanie sprawcy mogło mieć o wiele gorsze konsekwencje. W kontekście rosnącej liczby podobnych incydentów w całym kraju, gdzie „sąsiedzkie spory” kończą się tragicznie, strach o własne życie i zdrowie stawał się coraz bardziej realny. Niestety, interwencje policji nie zawsze przynosiły natychmiastową ulgę.

„– On dosłownie je zakleił tym, nic przez nie nie widać. Każde tak załatwił aż do parteru –” mówią mieszkańcy klatki w rozmowie z "Super Expressem".

Agresywny sąsiad. Jakie były konsekwencje?

Kulminacją świątecznego szaleństwa były wydarzenia z drugiego dnia świąt, kiedy to Marcin S. nie ograniczył swoich agresywnych zachowań jedynie do terenu bloku. Jego wybuchy objęły również kościół, gdzie najpierw zwyzywał wiernych, a następnie... gonił proboszcza aż do zakrystii. To zdarzenie doskonale ilustruje skalę eskalacji agresji i brak jakichkolwiek hamulców u sprawcy, co musiało wywołać szok i niedowierzanie wśród lokalnej społeczności.

Przez blisko dwa tygodnie, od Wigilii aż do 5 stycznia, mieszkańcy Osiedla Kalinowego żyli w ciągłym strachu, wzywając policję ponad dwadzieścia razy. To ogromna liczba interwencji, która pokazuje, jak bezradni byli lokatorzy wobec działań swojego sąsiada, a także stawia pytania o skuteczność procedur i szybkość reakcji służb. Dopiero po wielu zgłoszeniach i dniach terroru, Marcin S. został w końcu zabrany przez funkcjonariuszy, co przyniosło mieszkańcom chwilową ulgę.

„– Przecież on mógł nas wysadzić w powietrze! Skuł ściany obok instalacji gazowej, był agresywny, mógł nas pozabijać, tu mieszka dużo starszych osób –” mówi mieszkanka z parteru.

„– Najpierw zwyzywał ludzi wychodzących  mszy świętej a potem proboszcza. Gonił tego księdza aż do zakrystii. Potem wrócił do domu i znowu hałasował tym młotem –” opowiada.

Interwencje policji. Co działo się krok po kroku?

Policja odnotowała pierwsze zgłoszenie już 24 grudnia, dotyczyło ono początkowo zaśmiecania i zakłócania porządku. Zgłoszeń przybywało lawinowo, a z każdym dniem skala dewastacji stawała się coraz większa. Funkcjonariusze sporządzili wniosek o ukaranie do sądu, lecz to nie powstrzymało Marcina S. przed dalszymi aktami wandalizmu. Sytuacja nabierała dramatyzmu, gdy kolejne interwencje dotyczyły już uszkodzeń okien, tynków i nanoszenia obraźliwych napisów.

Dopiero 29 grudnia, po kolejnych zgłoszeniach, policjanci potwierdzili poważne uszkodzenia, a na miejscu pojawił się przedstawiciel administracji. Wykonano oględziny z udziałem policyjnego technika, co wskazuje na rosnącą powagę sytuacji. Mężczyzna został zatrzymany i osadzony w areszcie, a kolejnego dnia usłyszał zarzut uszkodzenia mienia. Niestety, nawet to nie przyniosło rozwiązania problemu na dłuższą metę, gdyż dewastacja klatki powtórzyła się 3 stycznia.

„- Pierwsze zgłoszenie wobec jednego z mieszkańców bloku na os. Kalinowym odnotowano 24 grudnia 2025 roku. Od tego czasu miało miejsce blisko 20 zgłoszeń, które dotyczyły początkowo zaśmiecania i zakłócania porządku. W związku z tym policjanci sporządzili do sądu wniosek o ukaranie -” poinformował "Super Express" Piotr Szpiech, rzecznik prasowy KMP w Krakowie.

Sąsiedzi czekają. Czy Marcin S. wróci?

Kolejne dni przynosiły kolejne interwencje. 4 i 5 stycznia policja ponownie musiała reagować na zgłoszenia dotyczące zakłócania spokoju. W jednym z przypadków, Marcin S. został ukarany mandatem, co jednak, jak pokazały poprzednie wydarzenia, nie miało większego wpływu na jego zachowanie. Kulminacja nastąpiła 5 stycznia, kiedy to mężczyzna, który „nie był w logicznym kontakcie”, trafił w końcu do szpitala. Tego samego dnia administracja złożyła zawiadomienie, co ma doprowadzić do uzupełnienia zarzutów i dalszych czynności prokuratury.

Chociaż Marcin S. znalazł się pod opieką medyczną, a sprawa jest w toku, mieszkańcy Osiedla Kalinowego wciąż żyją w niepewności i strachu. „Boimy się, że on wróci, a my nie zaznamy spokoju” – te słowa mieszkańców doskonale oddają ich obawy. Trwają postępowania, gromadzone są dowody, a policja pozostaje w kontakcie z prokuraturą, jednak perspektywa powrotu uciążliwego sąsiada bez trwałego rozwiązania problemu spędza sen z powiek mieszkańcom, którzy po raz kolejny liczą na sprawiedliwość i bezpieczeństwo.

„- W dniu 5 stycznia, podczas ostatniej interwencji, mężczyzna z uwagi na to, że nie był w logicznym kontakcie, trafił do szpitala. Tego samego dnia przedstawiciel administracji złożył zawiadomienie o dokonanych uszkodzeniach w związku z czym prowadzone są czynności zmierzające do uzupełnienia zarzutów. W komisariacie Policji VII w Krakowie, toczą się postępowania, gromadzony jest materiał dowodowy i odnośnie prowadzonych spraw pozostajemy w kontakcie z prokuraturą –” dodał Szpiech.

„– Boimy się, że on wróci a my nie zaznamy spokoju –” mówią zgodnie mieszkańcy.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.