Domaniewice wstrząśnięte. Co kryje seria tajemniczych zgonów w rodzinie?

2026-03-03 16:35

W małej miejscowości Domaniewice, położonej niedaleko Wolbromia, doszło do serii tragicznych i niewyjaśnionych zgonów. W ciągu zaledwie dwóch tygodni zmarło trzech mężczyzn z jednej rodziny – dwóch braci oraz ich 70-letni znajomy. Matka braci cudem uniknęła śmierci, walcząc z ciężkim zapaleniem płuc. Prokuratura prowadzi intensywne śledztwo, starając się ustalić przyczynę tej makabrycznej tragedii, która wzbudziła strach wśród mieszkańców.

Pierwszy plan przedstawia mokrą, błyszczącą nawierzchnię z licznymi kroplami deszczu i małymi kręgami na wodzie, co sugeruje opady. Powierzchnia, będąca w centrum uwagi, jest szaro-niebieska, z jaśniejszymi odbiciami. W tle widoczne są rozmyte kontury budynków i drzew, z dominującymi ciemnymi odcieniami szarości i błękitu, tworząc wrażenie pochmurnego dnia.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Pierwszy plan przedstawia mokrą, błyszczącą nawierzchnię z licznymi kroplami deszczu i małymi kręgami na wodzie, co sugeruje opady. Powierzchnia, będąca w centrum uwagi, jest szaro-niebieska, z jaśniejszymi odbiciami. W tle widoczne są rozmyte kontury budynków i drzew, z dominującymi ciemnymi odcieniami szarości i błękitu, tworząc wrażenie pochmurnego dnia.

Tajemnicza seria śmierci w Domaniewicach

Mieszkańcy małej miejscowości Domaniewice, zlokalizowanej w Małopolsce Zachodniej, doświadczyli bliskiego kontaktu z niewytłumaczalną tragedią. W ciągu niespełna dwóch tygodni w jednej rodzinie odnotowano śmierć trzech mężczyzn, co wywołało niepokój i strach wśród lokalnej społeczności. Tragedia dotknęła braci: 47-letniego Roberta B. i 49-letniego Mariusza B., a także ich 70-letniego znajomego Zbigniewa N.

Matka braci, pani Danuta, cudem przeżyła, po tym jak lekarze walczyli o jej życie na oddziale olkuskiego szpitala, gdzie przebywała z ciężkim zapaleniem płuc. Podobne objawy chorobowe dotknęły również jej trzeciego syna, 46-letniego Grzegorza, który zachorował niedługo po pogrzebie jednego z braci. Sekwencja zdarzeń budzi wiele pytań dotyczących przyczyn tych nagłych zgonów, które zaskoczyły mieszkańców.

"Zbyszek pomieszkiwał na tej fermie, tam miał taki mały pokój i właśnie w nim zmarł. Siedział przy stole, nikt się nie zorientował, że nie żyje. Podobno Danuta jeszcze następnego dnia widziała przez okienko, jak on cały czas przy tym stole siedzi" – mówi w rozmowie z "Super Expressem" mieszkaniec Domaniewic.

Pierwsze zgony bez podejrzeń

Seria tragicznych zdarzeń rozpoczęła się 28 stycznia od niespodziewanej śmierci 70-letniego Zbigniewa N., partnera Danuty, który zmarł na fermie drobiu, gdzie także pracowała matka braci. Zbyszek często bywał u pani Danuty, a we wsi uważano ich za parę. Mimo nagłego zgonu mężczyzny, który, jak relacjonowali miejscowi, nie prowadził higienicznego trybu życia, nie wzbudziło to początkowo żadnych podejrzeń. Lekarz, który przybył na miejsce, stwierdził zgon z przyczyn naturalnych.

Zaledwie dwa dni po śmierci Zbigniewa, 30 stycznia, zmarł 49-letni Mariusz B., syn pani Danuty. Podobnie jak Zbyszek, mężczyzna także zmarł, siedząc przy stole. Jego śmierć również nie wzbudziła początkowo podejrzeń, mimo że, jak podkreślała pani Katarzyna, 88-letnia mieszkanka wsi, Mariusz był w dobrej formie fizycznej i niedawno pomagał w pracach fizycznych. Wówczas nikt nie łączył tych dwóch zdarzeń.

"My do tej pory nie wiemy co to się stało. Mariusz był w dobrej formie. Niedawno pomagał mi przerzucić węgiel do piwnicy. Na nic się nie skarżył, podobnie jak jego brat Robert" – opowiada w rozmowie z Super Expressem pani Katarzyna ( 88 l.) mieszkanka wsi.

Mama w szpitalu, kolejny syn umiera

Niedługo po pogrzebie Mariusza, jego matka, pani Danuta, zaczęła odczuwać poważne dolegliwości. Mimo braku gorączki, kobieta była bardzo osłabiona i kaszlała, co skłoniło ją do wizyty u lekarza. Szybka interwencja medyczna była konieczna, co doprowadziło do jej natychmiastowego przewiezienia karetką do szpitala, gdzie spędziła tydzień na oddziale, walcząc z ciężkim zapaleniem płuc. Jej stan był na tyle poważny, że wymagał intensywnej opieki medycznej, z badaniami odbywającymi się codziennie.

Podczas gdy pani Danuta przebywała w szpitalu, zmarł jej drugi syn, 47-letni Robert B. Mężczyzna został przewieziony do placówki z bardzo ciężkim zapaleniem płuc, a lekarzom niestety nie udało się go uratować. Robert B. zmarł dokładnie tydzień po śmierci swojego starszego brata Mariusza, dopełniając tragicznej serii zgonów w rodzinie. Pani Danuta relacjonowała, że nie poinformowano jej o śmierci syna w szpitalu, przez co nie mogła uczestniczyć w jego pogrzebie. Co więcej, po wyjściu ze szpitala nie mogła wrócić do domu, ponieważ był on dezynfekowany.

"Zaczęłam się źle czuć. Nawet nie miałam gorączki, ale byłam bardzo słaba, trochę kaszlałam, czułam się na tyle źle, że poszłam do lekarza. I chyba było ze mną źle, bo jeszcze tego samego pojechałam karetką do szpitala i tam spędziłam tydzień. Leżałam na sali z innymi kobietami, codziennie mnie badali" – mówi w rozmowie z "Super Expressem" Danuta S.

Co ustalono w śledztwie?

Po serii tragicznych zgonów dom rodziny B. został poddany dezynfekcji. Początkowo istniało podejrzenie, że źródłem tajemniczego zakażenia mogły być gęsi hodowane na posesji. Jednak przeprowadzone badania weterynaryjne ptactwa nie wykazały żadnych chorób, co wykluczyło ptasią grypę jako przyczynę tragedii. Prokuratura Rejonowa w Olkuszu wszczęła śledztwo w sprawie tych tajemniczych zgonów, prowadząc postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności.

Późniejsze badania medyczne wykluczyły również odzwierzęcy charakter grypy. Wyniki analiz próbek pobranych od zakażonych osób jednoznacznie wskazały, że przyczyną ciężkiego zapalenia płuc były pneumokoki. Prokurator Piotr Piekarski zaapelował do wszystkich osób, które posiadają jakiekolwiek informacje dotyczące tragicznych zgonów w Domaniewicach, o zgłaszanie się na policję lub do prokuratury, również anonimowo. Śledczy wciąż czekają na dalsze wyniki sekcji zwłok, które mogą pomóc w pełnym wyjaśnieniu sprawy.

"Badania wykluczyły ptasią grypę. Nie otrzymaliśmy jeszcze wyników sekcji zwłok. Wyniki badań osób zakażonych wskazały, że nie była to grypa odzwierzęca, lecz zapalenie płuc wywołane przez pneumokoki. Apelujemy do osób, które mogą mieć informacje na temat tych tragicznych zgonów i mogą one wnieść coś nowego do śledztwa, o zgłaszanie się na policję lub do prokuratury, zgłaszać się można także anonimowo. Czekamy na wszelkie informacje, które pomogą nam wyjaśnić tę sprawę" – poinformował media prokurator Piotr Piekarski.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.