Spis treści
Brawurowa ucieczka ulicami Zakanala
Niestety, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów to dla niektórych tylko puste słowa na papierze. Tak było w przypadku 29-latka z Janowa Podlaskiego, który, najpewniej pod wpływem alkoholu, wsiadł za kierownicę volvo „pożyczonego” od kolegi, kompletnie lekceważąc prawomocny wyrok sądu. To było jawne drwienie z wymiaru sprawiedliwości i zasad bezpieczeństwa na drodze.
Po północy w Zakanale, w województwie lubelskim, jego lekkomyślność szybko zwróciła uwagę policjantów. Brak świateł mijania to drobiazg, ale wystarczył, by uruchomić lawinę wydarzeń. Zamiast zatrzymać się do kontroli, kierowca z impetem ruszył w pościg, niczym w kiepskim filmie akcji, ryzykując zdrowie i życie postronnych osób.
"Tuż po północy w miejscowości Zakanale policjanci komisariatu w Janowie Podlaskim zwrócili uwagę na osobowe volvo, którego kierowca poruszał się bez świateł mijania. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać kierowcę do kontroli drogowej. Mężczyzna początkowo zatrzymał auto na poboczu, jednak po chwili odjechał z dużą prędkością" - relacjonuje nadkom. Barbara Salczyńska-Pyrchla z policji w Białej Podlaskiej.
Czy lekceważenie lodu ma swoją cenę?
Ucieczka przez osiedle domów jednorodzinnych, a następnie przez nieużytki, zmierzała ku jednemu – linii brzegowej zbiornika wodnego. Kiedy samochód wreszcie zatrzymał się na krawędzi, wydawało się, że to koniec szaleńczego rajdu. Nic bardziej mylnego – 29-latek miał jeszcze jednego asa w rękawie, choć był to as wyjątkowo głupi i niebezpieczny. W panice porzucił pojazd i ruszył biegiem na sam środek zamarzniętego akwenu, wrzeszcząc przy tym i znieważając funkcjonariuszy.
Ta dramatyczna scena rozgrywająca się na lodowej tafli sprawiła, że na miejsce wezwano dodatkowe służby – straż pożarną, ratowników medycznych, a nawet policyjnych negocjatorów. Desperacja mężczyzny i realne zagrożenie jego życia wymagały natychmiastowej, skoordynowanej akcji. Nikt nie mógł przewidzieć, jak rozwinie się ta irracjonalna konfrontacja człowieka z zimową naturą i prawem.
"Mężczyzna nie reagował na sygnały świetlne i dźwiękowe kontynuując ucieczkę początkowo przez osiedle domów jednorodzinnych, po tym skręcił na nieużytki kierując się w stronę zbiornika wodnego. Nie mogąc kontynuować ucieczki zatrzymał się tuż przy linii brzegowej." - dodała nadkom. Barbara Salczyńska-Pyrchla.
"Na miejsce wezwane zostały pozostałe służby ratunkowe straż pożarna jak też załoga karetki pogotowia. Zadysponowany został także zespół negocjacyjny" - dodała policjantka.
Moment, gdy lód powiedział "dość"
Mimo obecności strażaków, uzbrojonych w specjalistyczny sprzęt ratunkowy i wszelkie środki ostrożności, mężczyzna z uporem maniaka odmawiał zejścia z cienkiego lodu. Jego agresja i upór były tak silne, że ignorował wszelkie apele, krzycząc w odpowiedzi "Nie wyjdę". Ta gra na nerwach trwała w najlepsze, z każdą chwilą zwiększając ryzyko tragedii, bo zamarznięte akweny to bezlitosny przeciwnik.
Sytuacja gwałtownie uległa zmianie, gdy natura upomniała się o swoje. Lód pod stopami 29-latka w końcu pękł, a on sam wpadł do lodowatej wody. Dzięki błyskawicznej reakcji strażaka, który był tuż obok, oraz szybkiej pomocy jego kolegów, udało się uniknąć najgorszego. Z zuchwałego uciekiniera momentalnie uszło powietrze, stając się zmarzniętym i pokornym.
"Nie wyjdę" - krzyczał także do nich, uciekając.
Konsekwencje gorzkie jak lodowata woda
Po wyłowieniu z zimnej wody, od mężczyzny wyraźnie było czuć silną woń alkoholu, co jedynie potwierdziło wcześniejsze podejrzenia dotyczące jego stylu jazdy i irracjonalnego zachowania. Od 29-latka natychmiast pobrano krew do badań, aby precyzyjnie określić poziom upojenia alkoholowego. Zatem to, co zaczęło się jako brawurowa ucieczka, skończyło się lodowatą kąpielą i twardym lądowaniem w policyjnych realiach.
Po udzieleniu pierwszej pomocy medycznej i upewnieniu się, że jego życiu nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo, noc spędził tam, gdzie powinien był trafić znacznie wcześniej – w policyjnym areszcie. Za szereg przestępstw, których się dopuścił, grozi mu teraz nawet 5 lat pozbawienia wolności, co jest marnym pocieszeniem wobec zagrożenia, jakie stworzył dla siebie i innych.
"Mężczyzna początkowo trafił pod opiekę medyków. Kiedy okazało się, że jego życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo noc spędził już w policyjnym areszcie" - dodała policjantka.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.