Spis treści
- Sprawa Iwony Wieczorek ponownie w centrum uwagi
- Co wiemy o fiacie Cinquecento?
- Dramatyczne przypomnienie o innej Iwonie
- Dzień zaginięcia Iwony Mogiły-Lisowskiej
- Cyniczna obojętność? Co powiedział mąż?
- Dlaczego zwlekano ze zgłoszeniem zaginięcia?
- Desperackie poszukiwania Iwony Mogiły-Lisowskiej
- Ile razy prokuratura wznawiała sprawę?
Sprawa Iwony Wieczorek ponownie w centrum uwagi
Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek, która przed laty wstrząsnęła Polską, w 2026 roku ponownie trafiła na pierwsze strony gazet. Po wielu latach względnego spokoju, w styczniu pojawiły się kolejne nowe ustalenia w śledztwie, co daje nadzieję na przełom w tej niewyjaśnionej dotąd tajemnicy. Informacje te przekazała prok. Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej, wskazując na wznowienie intensywnych działań.
Prokurator Eryk Stasielak, naczelnik małopolskiego wydziału do spraw przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej, również potwierdził, że śledczy aktywnie analizują nowe dowody w sprawie. W tle tej aktywności pojawił się także pilny apel policji. Organy ścigania zwróciły się do społeczeństwa z prośbą o pomoc w identyfikacji białego fiata Cinquecento, pojazdu, który był widziany nad ranem 17 lipca 2010 roku w rejonie Parku Reagana.
Co wiemy o fiacie Cinquecento?
Tajemnicze białe Cinquecento, które mogło odegrać kluczową rolę w tragicznych wydarzeniach sprzed lat, pozostaje jednym z najbardziej intrygujących elementów układanki. Zapisy z monitoringu, którymi dysponują śledczy, ujawniły, że auto przemieszczało się przez Rumię, Redę oraz okolice Pucka w krytycznej dla sprawy porze. Każda informacja na temat tego pojazdu jest dla organów ścigania na wagę złota i może przyczynić się do rozwikłania zagadki.
W lutym naczelnik Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, prokuratorskiego Archiwum X, Eryk Stasielak, w rozmowie z „Faktem” przyznał, że w sprawie pojawiają się nowe ustalenia. Potwierdził on również znaczące postępy w śledztwie, podkreślając, że ostatnie apele o zgłaszanie się w sprawie przyniosły wymierne skutki. Przesłuchiwani są nowi świadkowie, co otwiera kolejne perspektywy.
- Przesłuchujemy teraz świadków w sprawie Iwony Wieczorek, także nowych świadków, którzy ostatnio się pojawili. Nasz ostatni apel o zgłaszanie się w tej sprawie przyniósł skutek - zaznaczył w rozmowie z portalem.
Dramatyczne przypomnienie o innej Iwonie
W tym samym czasie, kiedy sprawa Iwony Wieczorek ponownie nabiera tempa, na kanale „Ślady” pojawił się nowy odcinek serii kryminalnej Olgi Herring, przypominając o innej, równie tragicznej historii. Twórczyni programu, z charakterystyczną dla siebie wnikliwością, postanowiła rzucić światło na zaginięcie Iwony Mogiły-Lisowskiej – historię starszą o niemal dwie dekady, lecz wciąż pozostającą bez rozwiązania. To swoisty, ponury rezonans między dwiema niewyjaśnionymi tragediami.
Iwona Mogiła-Lisowska zaginęła w 1992 roku, mając zaledwie 31 lat. Była łódzką dziennikarką lokalnej telewizji Tele-24, a w ostatnich miesiącach przed zaginięciem remontowała dom przy ul. Świetlików, zakupiony przez jej rodziców. W budynku przebywał także jej mąż, Maciej, co czyniło ich relacje i obecność w domu kluczowymi dla śledztwa. Rodzina i bliscy od lat poszukują jakiegokolwiek śladu, który pomógłby rozwikłać tę mroczną zagadkę.
Dzień zaginięcia Iwony Mogiły-Lisowskiej
Wieczór 10 listopada 1992 roku miał być dla Iwony Mogiły-Lisowskiej i jej rodziny dniem radosnego powitania. Ojciec kobiety, Adam Puzio, wrócił z Jugosławii, gdzie wyjechał w celach handlowych, przywożąc szampana i obiecując pomoc przy remoncie. Nikt nie przypuszczał, że to właśnie ten wieczór stanie się punktem zwrotnym w ich życiu. Według relacji świadków, około godziny 22:00 drzwi do furtki i remontowanego budynku były zamknięte, a w mieszkaniu Iwony paliło się światło. Po kobiecie nie było już śladu.
W tej opowieści pojawia się intrygujący epizod z sąsiadem, który około północy odwiedził męża Iwony, Macieja. Mężczyzna miał wtedy stwierdzić, że Iwona powinna już być w domu, ale zapewne została dłużej w pracy, w telewizji. Ta pozornie niewinna uwaga nabiera zupełnie innego znaczenia w kontekście późniejszych wydarzeń, a alibi sąsiada pojawiło się dopiero na długo po zaginięciu. Rankiem 11 listopada, pan Adam, ojciec Iwony, zjawia się przy Świetlików z materiałami remontowymi, zgodnie z wcześniejszą obietnicą.
- Około północy Macieja (męża Iwony - red.) odwiedza sąsiad. Maciej mówi mu, że Iwona powinna już być w domu, ale pewnie musiała zostać dłużej w telewizji. Sąsiad opuszcza dom przy ul. Świetlików dopiero nad ranem 11 listopada, ale to alibi pojawia się dopiero na długo po zaginięciu. Rano przy Świetlików zjawia się też pan Adam. Przyjeżdża do domu córki z materiałami remontowymi, które dzień wcześniej obiecał załatwić - relacjonuje Olga Herring na kanale Ślady.
Cyniczna obojętność? Co powiedział mąż?
Ojciec Iwony, wstrząśnięty zniknięciem córki, zastał w domu jedynie jej męża. Maciej leżał na kanapie, przykryty kocem, ubrany w czarną koszulę. Ta scena, opowiedziana przez pana Adama Oldze Herring, do dziś pozostaje bolesnym wspomnieniem. Na pytanie o to, gdzie jest Iwona, mąż udzielił odpowiedzi, która brzmiała jak wyraz frustracji, a nie niepokoju.
Adam Puzio usłyszał, że córka nie wróciła z pracy, co stanowiło dla niego szokującą informację. Następnego dnia zięć miał poinformować go, że Iwona wyjechała na tydzień do Niemiec, co miało się jej wcześniej zdarzać. Tę wersję ojciec Macieja miał przekazać wszystkim. Iwona faktycznie dorabiała za granicą jako kelnerka i księgowa, ale brak kontaktu z nią wzbudzał coraz większe obawy. Wiadomo, że między małżeństwem dochodziło do nieporozumień, co skłoniło ich do rozwodu, a następnie życia w separacji. Choć wrócili do siebie i remontowali dom, formalnie związku nie odnowili, co komplikuje obraz ich relacji.
- Pytam się go, gdzie jest Iwonka. A on na to "a no właśnie, ja pie***ę taką żonę, żeby mi na noc nie wracała do domu". Zapytałem co się stało, dlaczego Iwonki nie ma. Opowiedział, że nie wróciła z pracy - relacjonował mężczyzna.
Dlaczego zwlekano ze zgłoszeniem zaginięcia?
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów tej historii jest fakt, że zaginięcie 31-latki zgłoszono dopiero 19 listopada – dziewięć dni po tym, jak Iwona zniknęła. Takie opóźnienie wywołało wiele pytań i podejrzeń, a tłumaczenie męża, który nie chciał wywoływać „afery” i wierzył w jej powrót, nie wszystkich przekonuje. Ta zwłoka mogła być kluczowa dla skuteczności późniejszych poszukiwań i zabezpieczenia śladów.
Kobieta niestety nigdy nie wróciła. Co więcej, niedługo po jej zniknięciu ojciec Iwony, Adam Puzio, zauważył, że z salonu w mieszkaniu przy ul. Świetlików zniknął dywan. Ten pozornie błahy szczegół nabrał dramatycznego znaczenia w kontekście całej sprawy, stając się jednym z wielu niewyjaśnionych elementów układanki. Mężczyzna do dziś zadaje sobie pytanie, czy tamtego poranka nie powinien był bardziej stanowczo reagować, by sprawdzić wszystkie szczegóły.
- Pan Adam do dziś nie może sobie darować, że tamtego ranka (11 listopada, tuż po zaginięciu - red.) nie wygonił Macieja z wersalki i nie sprawdził, czy w środku jest tylko pościel - relacjonuje Olga Herring na swoim kanale.
Desperackie poszukiwania Iwony Mogiły-Lisowskiej
Dom przy ulicy Świetlików stał się miejscem wielokrotnych przeszukań, a zrozpaczony ojciec Iwony posunął się nawet do rozebrania podłóg w budynku w desperackiej próbie odnalezienia córki. Przekopywano również teren wokół posesji, gdzie odnaleziono zaginiony dywan oraz kobiece ubrania. Rodzina jednak zgodnie podkreślała, że znalezione przedmioty nie należały do Iwony, co tylko pogłębiło tajemnicę. Nigdy nie ustalono, kiedy i kto zakopał te przedmioty, co dodatkowo komplikuje śledztwo.
Poszukiwania Iwony Mogiły-Lisowskiej nie ograniczały się jedynie do Polski. Pan Adam, pełen determinacji, wyruszył szukać córki również w Niemczech, gdzie Iwona miała dorabiać. Niestety, podróż ta tylko potwierdziła najgorsze obawy: jesienią 1992 roku kobiety tam wcale nie było. Mimo upływu trzech dekad, po dziś dzień nie natrafiono na żaden ślad, który mógłby wyjaśnić, co stało się z dziennikarką feralnego dnia.
Ile razy prokuratura wznawiała sprawę?
Sprawa Iwony Mogiły-Lisowskiej, choć przykryta kurzem lat, pozostaje żywa dzięki niestrudzonym działaniom jej ojca oraz zaangażowaniu mediów. Michał Fajbusiewicz, znany twórca programu „997”, wielokrotnie nagłaśniał tę sprawę, wskazując na skalę jej zaniedbania. Jak sam podkreśla, jego działania w mediach być może przebiły nawet intensywność prokuratorskich działań.
Adam Puzio, w obliczu braku postępów w śledztwie, złożył wniosek do sądu o uznanie córki za zmarłą. Postępowanie to, trwające dwa lata, zakończyło się w 2005 roku, a sąd jako datę śmierci Iwony wskazał 31 grudnia 2002 roku. Mimo formalnego zakończenia, tajemnica zaginięcia Iwony Mogiły-Lisowskiej nadal pozostaje otwarta, a kolejne szczegóły można poznać na kanale „Ślady” Olgi Herring, która po raz kolejny przywraca tę sprawę do świadomości publicznej.
- Prokuratura chyba 15 razy wznawiała tę sprawę po interwencjach pana Puzio (ojca Iwony - red.). Ja nie wiem, czy nie przebiłem prokuratury. Od czasu jej zaginięcia już nie tylko w TVP, ale pracowałem też w wielu innych stacjach telewizyjnych, nagłaśniałem sprawę we wszystkich stacjach, w niektórych nawet parę razy - mówił Michał Fajbusiewicz w rozmowie z Olgą Herring.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.