Dyktatura Tuska? Czy chcą, by Trump go obalił?

2026-01-08 18:56

Gorączkowe porównania do obalenia Nicolasa Maduro w Wenezueli rozpaliły wyobraźnię polityków PiS i niektórych mediów. W internecie masowo pojawiały się wpisy i przerobione materiały sugerujące, że Donald Tusk jest dyktatorem i zasługuje na podobny los. Zalew zdjęć i filmów przedstawiających premiera w kajdankach, prowadzonym przez amerykańskich żołnierzy, wywołał falę oburzenia i kontrowersji, a nawet doprowadził do interwencji prokuratury. Ta ostra retoryka budzi pytania o granice debaty publicznej.

Na pierwszym planie, centralnie, dwie części przeciętego kabla z wystającymi miedzianymi i srebrnymi żyłami, które są połączone cienką, niemal niewidoczną nicią. Całość obrazu utrzymana jest w ciemnej tonacji z dominującymi odcieniami szarości i czerni, z jasnymi refleksami światła na kablach w tle, tworzącymi efekt rozmycia i głębi. Na drugim planie, za rozłączonym kablem, widoczne są liczne, wijące się kable o różnej grubości, tworzące złożoną sieć linii i kształtów, niektóre z nich są oświetlone, a inne pozostają w cieniu.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na pierwszym planie, centralnie, dwie części przeciętego kabla z wystającymi miedzianymi i srebrnymi żyłami, które są połączone cienką, niemal niewidoczną nicią. Całość obrazu utrzymana jest w ciemnej tonacji z dominującymi odcieniami szarości i czerni, z jasnymi refleksami światła na kablach w tle, tworzącymi efekt rozmycia i głębi. Na drugim planie, za rozłączonym kablem, widoczne są liczne, wijące się kable o różnej grubości, tworzące złożoną sieć linii i kształtów, niektóre z nich są oświetlone, a inne pozostają w cieniu.

Gdy fantazja goni Wenezuelę

Ostatnie wydarzenia w Wenezueli, gdzie doszło do ataku Stanów Zjednoczonych i zatrzymania Nicolasa Maduro, stały się dla niektórych środowisk w Polsce pretekstem do niezwykle ostrych porównań. Wyobraźnia części polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz pracowników mediów związanych z prawicą, zdaje się nie mieć granic, co zaowocowało serią kontrowersyjnych komentarzy i wpisów w mediach społecznościowych.

W błyskawicznym tempie internet zalały wpisy sugerujące, że Donald Tusk, obecny premier Polski, to „dyktator”, który powinien skończyć tak samo jak tyran z Wenezueli. To nie tylko słowa, ale cała lawina przerobionych zdjęć i filmów, na których Donald Tusk jest rzekomo prowadzony w kajdankach przez amerykańskich żołnierzy, co miało wzmocnić przekaz o jego rzekomym upadku.

"Assad, Maduro…Tusk?" – pytał retorycznie Tomasz Sakiewicz szef Telewizji Republika na portalu X.

Polityczny szczyt ironii?

Te oskarżenia, choć dla wielu kuriozalne, szybko zyskały „poparcie” w szeregach partii opozycyjnej. Europoseł PiS Mariusz Kamiński dołączył do chóru krytyków, wyrażając swoją opinię w mediach społecznościowych. Skala tych działań wzbudziła niepokój i oburzenie, zwłaszcza wśród zwolenników rządu oraz samego premiera, który nie omieszkał odnieść się do tych zarzutów.

Donald Tusk, komentując całą sytuację, nie krył swojego zaskoczenia i rozgoryczenia. Jego zdaniem, takie działania świadczą o desperacji polityków PiS, którzy po utracie wiary w zwycięstwo w demokratycznych wyborach, zaczęli szukać wsparcia w „obcej interwencji”. Ta retoryka, ocenił premier, przekracza wszelkie granice.

"Zobacz Donaldzie Tusku, jak kończą dyktatorzy" – wtórował mu europoseł PiS Mariusz Kamiński na Facebooku.

"Przestali już wierzyć w swoją wygraną w demokratycznych wyborach, więc zaczęli się modlić o obcą interwencję w celu obalenia „dyktatury Tuska. Niżej upaść nie można.” - napisał Donald Tusk.

Czy to już podżeganie do wojny?

Sytuacja stała się na tyle poważna, że nie pozostała bez konsekwencji prawnych. Roman Giertych, poseł Koalicji Obywatelskiej, zareagował natychmiast, składając zawiadomienie do prokuratury. Zarzuty dotyczą możliwości popełnienia przestępstwa przez szefa Telewizji Republika, co podkreśla powagę oskarżeń i ich potencjalne skutki prawne.

W swoim zawiadomieniu Giertych wprost zarzucił, że takie wypowiedzi mogą być interpretowane jako podżeganie do wojny. Sugerowanie uderzenia lotniczego na Warszawę czy porwania demokratycznie wybranego rządu, to jego zdaniem czynności, które kwalifikują się jako zbrodnia w świetle prawa. Dyskusja o granicach wolności słowa i odpowiedzialności za wypowiedzi nabiera tu zupełnie nowego wymiaru.

"Namawia Pan Trumpa do lotniczego uderzenia na Warszawę, zabicia lub porwania demokratycznie wybranego rządu Rzeczpospolitej. Popełnia Pan zbrodnie podżegania do wojny" – napisał poseł KO do Sakiewicza.

Co o tym myślą Polacy?

W obliczu tak ostrych i polaryzujących debat, kluczowe staje się pytanie o opinię samych obywateli. Czy Polacy faktycznie zgadzają się z politykami PiS, że kraj pod rządami Donalda Tuska to dyktatura? Adam Feder z mikrofonem i kamerą ruszył na ulice, aby sprawdzić, co na ten temat sądzą zwykli ludzie.

Odpowiedzi były zróżnicowane i często bardzo emocjonalne, pokazując, jak głęboko te podziały wrosły w społeczeństwo. Emerytka, wyraźnie wzburzona, deklarowała, że nie pamięta podobnego „reżimu”, podczas gdy inni mieszkańcy podchodzili do sprawy z dystansem, a nawet ironią, wyraźnie kpiąc z wizji amerykańskiej interwencji. Nie brakowało też głosów poparcia dla obecnego premiera i krytyki pod adresem opozycji.

„Takiego reżimu, takiej dyktatury to nie widziałam. Przeżyła 80 lat. Takiego czasu nie pamiętam!”, denerwowała się emerytka.

„Już sobie wyobrażam to bombardowanie Warszawy, jak korpus specjalny Marines przylatuje…”, kpił mężczyzna.

„Najpierw niech Kaczyńskiego wywiozą, bo to jest największy szkodnik!”, dodała kobieta.

„To szczęście od Boga, że my mamy takiego premiera!”, chwalił Donalda Tuska mężczyzna, który politykom PiS proponuje, żeby wylali sobie na głowy po zimnym kuble wody i ochłonęli.

Gdzie leży granica absurdu?

Wyniki ulicznej sondy doskonale odzwierciedlają podziały w polskim społeczeństwie, gdzie jedni z całą powagą traktują oskarżenia o dyktaturę, a inni widzą w nich jedynie polityczny teatr i absurd. Próby powiązania sytuacji w Polsce z interwencjami zbrojnymi w odległych krajach budzą pytania o etykę i odpowiedzialność za słowo publiczne, zwłaszcza w ustach osób pełniących funkcje publiczne i medialne.

Dyskurs polityczny w Polsce osiąga nowe poziomy intensywności, gdzie granice zdrowego rozsądku i rzetelności wydają się coraz bardziej rozmyte. Wielu obserwatorów zastanawia się, dokąd zaprowadzi taka eskalacja retoryki i czy społeczeństwo jest w stanie odróżnić rzeczywiste zagrożenia od politycznych gier, które mają na celu jedynie podgrzewanie emocji i polaryzowanie nastrojów.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.