Spis treści
Niska frekwencja na edukacji zdrowotnej
Nowy przedmiot, który miał zastąpić budzące kontrowersje wychowanie do życia w rodzinie, nie zdołał porwać uczniów. Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło dane, które nie pozostawiają złudzeń – w zajęciach z edukacji zdrowotnej uczestniczy zaledwie 920 925 uczniów, co stanowi około 30 proc. wszystkich uprawnionych. Te liczby boleśnie obnażają brak entuzjazmu, zwłaszcza w obliczu narastających problemów zdrowia psychicznego i fizycznego wśród młodych ludzi, dla których przedmiot ten miał być przecież ratunkiem.
Sytuacja jest dynamiczna i, co ciekawe, znacznie różni się w zależności od typu szkoły i regionu. Resort informuje o wyraźnych dysproporcjach, co sugeruje, że nie ma jednej, prostej recepty na podniesienie atrakcyjności tych zajęć. Czyżby polska szkoła po raz kolejny nie trafiła w potrzeby swoich podopiecznych, oferując coś, czego nikt nie chce?
Jak wypada śląskie i Katowice?
Na tle ogólnokrajowego marazmu, województwo śląskie plasuje się gdzieś w środku stawki, co nie jest ani powodem do dumy, ani do wstydu. Na zajęcia z edukacji zdrowotnej uczęszcza tu 31,70 proc. uprawnionych, czyli 111 283 uczniów, co nieznacznie przewyższa krajową średnią. Podobny wynik, a więc niemal identyczną frekwencję, notują same Katowice, gdzie na lekcje chodzi 31,54 proc. uczniów, co w liczbach bezwzględnych przekłada się na 7806 osób.
Dla kontrastu, prawdziwym prymusem w kraju jest województwo wielkopolskie, gdzie frekwencja sięga aż 38,59 proc., pokazując, że można zainteresować młodzież. Na drugim biegunie, jak zawsze, znajdziemy regiony o największych wyzwaniach, w tym przypadku województwo podkarpackie, gdzie na edukację zdrowotną zapisało się zaledwie 17,19 proc. uczniów. To świadczy o gigantycznych regionalnych różnicach w podejściu do tej, wydawałoby się, kluczowej tematyki.
Gdzie frekwencja jest najniższa?
Analiza danych dla poszczególnych miast również odkrywa spore różnice, potwierdzając, że geografia ma znaczenie. Najchętniej w zajęciach uczestniczą uczniowie z Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie liczba chętnych sięga 35,66 proc., co jest wynikiem godnym podziwu. W tym samym czasie, najrzadziej wybierają ten przedmiot młodzi mieszkańcy Rzeszowa, gdzie na edukację zdrowotną zdecydowało się zaledwie 14,49 proc. uczniów. Katowice, z wynikiem ponad 31 proc., na tym tle wyglądają całkiem przyzwoicie, ale do liderów wciąż im daleko.
Ministerstwo Edukacji Narodowej, niejako rozkładając ręce, zwraca uwagę, że niska frekwencja na edukacji zdrowotnej to nic nowego – to po prostu kontynuacja trendu spadkowego, który obserwowano już przy wychowaniu do życia w rodzinie. Trudno nie zadać pytania, czy na pewno wyciągnięto wnioski z przeszłości, czy jedynie zmieniono nazwę przedmiotu, licząc na inny efekt, który jednak nie nadszedł.
Czym jest edukacja zdrowotna?
Zanim zaczniemy wieszać psy na uczniach i nauczycielach, warto przypomnieć, czym właściwie jest edukacja zdrowotna. To przedmiot mający za zadanie przygotować młodzież do świadomego dbania o zdrowie fizyczne, psychiczne, społeczne, cyfrowe oraz środowiskowe. Jego program, jak zapewnia resort, powstał we współpracy Ministerstwa Edukacji Narodowej z Ministerstwem Zdrowia oraz Ministerstwem Sportu i Turystyki, co miało gwarantować jego wszechstronność i aktualność.
MEN zaznacza, że frekwencja na zajęciach zależy od wielu, często prozaicznych, czynników. Wśród nich wymienia się organizację pracy szkoły, nieszczęsne umiejscowienie przedmiotu w planie lekcji, a także lokalne uwarunkowania. Czyżby odpowiedzialność za niepowodzenie spoczywała wyłącznie na szkolnej logistyce, a nie na formule czy atrakcyjności samych zajęć? Pytanie pozostaje otwarte, a odpowiedź na nie, jak zawsze, złożona.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.