Spis treści
Edukacja zdrowotna w szkołach
Rok szkolny 2025/2026 przyniósł wprowadzenie nowego przedmiotu – edukacji zdrowotnej do polskiego systemu edukacji. Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) podkreśla, że program został stworzony przez zespół ekspertów z różnych dziedzin. Celem było jak najlepsze dopasowanie do bieżących potrzeb młodych ludzi i zapewnienie im kompleksowej wiedzy na temat zdrowia.
Z udostępnionych danych wynika, że w pierwszym roku funkcjonowania edukacji zdrowotnej wzięło w niej udział 920 925 uczniów. Stanowi to około 30% wszystkich uprawnionych osób do uczestnictwa w zajęciach. Informacje zebrane z niemal wszystkich szkół jasno wskazują, że największe zainteresowanie odnotowano w szkołach podstawowych, gdzie na lekcje uczęszczało 804 539 osób, co stanowi 40,36% uczniów.
Frekwencja w szkołach średnich
W przypadku szkół średnich, frekwencja na zajęciach z edukacji zdrowotnej była znacznie niższa. W liceach uczestniczyło 55 003 uczniów, czyli 10,08% uprawnionych. Technika odnotowały 30 729 uczestników, co odpowiada 7,78% uczniów, natomiast w branżowych szkołach I stopnia było to 27 457 osób, czyli 14,40% wszystkich uczniów.
Szkoły artystyczne wykazały nieco wyższe zainteresowanie, z frekwencją na poziomie 18,33%, co przełożyło się na 3083 uczestników zajęć. Te dane potwierdzają zróżnicowanie w podejściu do nowego przedmiotu w zależności od typu placówki edukacyjnej oraz wieku uczniów.
Kujawsko-Pomorskie na podium
Frekwencja na lekcjach edukacji zdrowotnej wykazuje znaczące różnice między poszczególnymi województwami w Polsce. Województwo kujawsko-pomorskie uplasowało się na trzecim miejscu w kraju, osiągając wynik 37,26% uprawnionych uczniów. Jest to wynik znacznie wyższy od średniej krajowej.
Wyższy wskaźnik uczestnictwa odnotowano jedynie w województwie wielkopolskim, gdzie frekwencja wyniosła 38,59%, oraz w województwie lubuskim, z wynikiem 38,31%. Tuż za Kujawsko-Pomorskim znalazło się województwo zachodniopomorskie, z frekwencją na poziomie 34,6%, co podkreśla regionalne zróżnicowanie w zainteresowaniu nowym przedmiotem.
Jak rodzice oceniają edukację zdrowotną?
Rodzice w Polsce są podzieleni w swoich opiniach dotyczących frekwencji na zajęciach z edukacji zdrowotnej oraz zasadności samego przedmiotu. Wielu z nich nie jest zaskoczonych niską frekwencją, argumentując, że przedmiot nie jest obowiązkowy. W przepełnionym planie lekcji wielu uczniów rezygnuje z nieobowiązkowych zajęć, aby mieć czas na naukę i odpoczynek, co jest zrozumiałe w obecnym systemie edukacji.
Istnieją jednak rodzice, którzy pozytywnie oceniają sposób prowadzenia edukacji zdrowotnej, wskazując na jej realne korzyści. Przykładem jest pani Magdalena z Bydgoszczy, która podkreśla, że wiele zależy od podejścia nauczyciela. Jej doświadczenie pokazuje, że odpowiednie zaprezentowanie programu może znacząco wpłynąć na decyzję uczniów i rodziców o udziale w lekcjach.
"U nas od początku szkoła podeszła ciekawie do tematu. Na pierwszym zebraniu z rodzicami nauczycielka, która prowadzi edukację zdrowotną odwiedziła każdą z klas i opowiedziała pokrótce, jak będą wyglądały te lekcje. Przedstawiła program i swój pomysł na te zajęcia. Mówiła o tym, że jest dobrowolny. Ale zastrzegła też, ze jest biolożką, dlatego będzie przekazywała wiedze naukową i nie będzie dotykała żadnych tematów ideologicznych/światopoglądowych. To mnie przekonało. To i samodzielna lektura programu" – zaznacza pani Magdalena, matka jednego z bydgoskich uczniów.
Indywidualne podejście nauczyciela
Pani Magdalena z Bydgoszczy zaznacza, że atrakcyjność zajęć z edukacji zdrowotnej jest w dużej mierze wynikiem zaangażowania prowadzącej nauczycielki. Podkreśla ona znaczenie indywidualnego podejścia do uczniów. Edukacja zdrowotna nie posiada sztywno określonej podstawy programowej, co daje pedagogom większą swobodę w doborze tematów oraz metod pracy z młodzieżą.
Dzięki elastyczności programu nauczyciele mogą dostosować treści do potrzeb i zainteresowań konkretnej grupy uczniów. To pozwala im na tworzenie angażujących i interaktywnych lekcji, które skutecznie przyciągają uwagę młodzieży i zachęcają do aktywnego uczestnictwa. Takie podejście sprzyja budowaniu pozytywnej atmosfery w klasie.
"Chciałam, by moi synowie chodzili na ten przedmiot. Choć wcześniej na ich prośbę wypisałam ich z wychowania do życia w rodzinie (które było zanim wprowadzono edukację zdrowotną), bo mówili, że jest nudno. Lekcje prowadziła inna nauczycielka. Po miesiącu młodszy syn pewnego razu powiedział, że niewyraźnie się czuje, boli go głowa, ale do szkoły iść tego dnia po prostu musi. Kiedy zapytałam, dlaczego, powiedział, że ma w planie edukację zdrowotną, a ten przedmiot uwielbia. Pani każdą lekcję prowadzi podobnie. Nakreśla temat i prosi uczniów o pracę w grupach. Tworzą plakaty na temat omawianego zagadnienia, wg własnych pomysłów, utrwalają nowe informacje, dyskutują, wymieniają się wiedzą. Na lekcjach jest swobodna atmosfera, można wstać z krzesła, przejść się, skonsultować z inną grupą. Nad dziećmi nie ciąży widmo oceny, dzięki czemu pracują z otwartymi głowami, nie boją się zabierać głosu, bo nie boją się, że zostaną ocenione źle czy skrytykowane" – dodaje matka jednego z uczniów.
Ewaluacja edukacji zdrowotnej
Wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz zapowiedziała przeprowadzenie ewaluacji przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Wyraziła także nadzieję, że jeszcze w bieżącym roku szkolnym zapadnie decyzja o wprowadzeniu go jako przedmiotu obowiązkowego. Frekwencja okazała się niższa niż oczekiwano, co skłania resort do głębszej analizy.
Zdaniem wiceminister na niższą frekwencję wpływa m.in. negatywna kampania części środowisk, które przedstawiają edukację zdrowotną jako zagrożenie. Innym czynnikiem jest przeciążenie uczniów, zwłaszcza w szkołach średnich. W podstawówkach problemem bywa również wczesna pora rozpoczynania zajęć.
Kiedy edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa?
Wiceszefowa MEN podkreśliła, że obowiązkowy charakter przedmiotu pozwoliłby dotrzeć z działaniami profilaktycznymi do wszystkich uczniów. Decyzja o ewentualnym wprowadzeniu edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego ma zapaść najwcześniej pod koniec pierwszego kwartału 2026 roku. Do tego czasu resort chce zebrać opinie rodziców, uczniów i nauczycieli na temat funkcjonowania nowego przedmiotu.
Wiceministra Piechna-Więckiewicz zasugerowała również, że niektóre szkoły mogą dopuszczać powrót uczniów na zajęcia, nawet mimo wcześniejszej rezygnacji. Formalnie Ministerstwo Edukacji Narodowej nie przewiduje jednak takiej możliwości, co wskazuje na pewną autonomię placówek w interpretacji przepisów.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.