Edward Gierek i jego domy. Czy legendy o marmurach i złocie były prawdą?

2026-01-06 15:03

Edward Gierek, ikona epoki PRL, wciąż budzi nostalgię i liczne wspomnienia. Jego rządy to czas otwarcia na Zachód, ale też narodzin wielu legend o bajecznych luksusach, jakimi miał otaczać się I sekretarz. Czy wille Edwarda Gierka rzeczywiście opływały w złoto i marmury, czy to tylko echo dawnej propagandy? Przyjrzyjmy się bliżej jego rezydencjom, od tych rozebranych po tę, którą do dziś można wynająć w Beskidzie Żywieckim.

Duży, beżowy budynek z szarym, spadzistym dachem dominuje w centralnej części kadru, otoczony gęstym lasem o ciemnozielonych liściach, z jasnym, jednolitym niebem powyżej. Budynek posiada liczne białe okna z ciemnozielonymi, zamkniętymi okiennicami, a jego fasada ozdobiona jest symetrycznie rozmieszczonymi kolumnami i elementami architektonicznymi. Nad dachem wznoszą się ceglane kominy, a gdzieniegdzie na ścianach widoczne są pnącza. Budynek jest częściowo ukryty za koronami drzew, które otaczają go ze wszystkich stron, tworząc wrażenie odosobnienia.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Duży, beżowy budynek z szarym, spadzistym dachem dominuje w centralnej części kadru, otoczony gęstym lasem o ciemnozielonych liściach, z jasnym, jednolitym niebem powyżej. Budynek posiada liczne białe okna z ciemnozielonymi, zamkniętymi okiennicami, a jego fasada ozdobiona jest symetrycznie rozmieszczonymi kolumnami i elementami architektonicznymi. Nad dachem wznoszą się ceglane kominy, a gdzieniegdzie na ścianach widoczne są pnącza. Budynek jest częściowo ukryty za koronami drzew, które otaczają go ze wszystkich stron, tworząc wrażenie odosobnienia.

Edward Gierek: mity luksusu i propagandy

Edward Gierek, urodzony w Sosnowcu 113 lat temu, to postać, która trwale zapisała się w pamięci Polaków jako symbol rozwoju i pewnego otwarcia na świat. W latach 70. XX wieku, będąc I sekretarzem KC PZPR, stał się swego rodzaju celebrytą, którego życie i otoczenie budziło ogromne zainteresowanie i liczne plotki. Czy rzeczywiście polityk pławił się w niebywałym przepychu, o którym szeptano?

Wielokrotnie powtarzano historie o bajecznych bogactwach jego żony Stanisławy Gierkowej, rzekomo podróżującej po luksusowe zakupy czy nawet do fryzjera do samego Paryża. Choć w rzeczywistości te opowieści były dalekie od prawdy, to właśnie takie pogłoski budowały obraz pierwszego sekretarza i jego rodziny, podsycony przez ówczesne nastroje społeczne.

Plotki o warunkach życia Edwarda Gierka krążyły nieustannie, a wiele z nich przetrwało do dzisiaj, tworząc barwne, choć często wyolbrzymione legendy. Wspominano o willach z basenami wyposażonymi w sztuczne fale, w czasach gdy nikt jeszcze w Polsce nie słyszał o jacuzzi, czy o wykończeniach z egzotycznych materiałów.

Szczególnie popularne stały się opowieści o "złotych klamkach", marmurowych okładzinach i perskich dywanach, które miały zdobić wnętrza jego rezydencji. Te fascynujące detale, często przekazywane przez domową służbę, rozpaliły wyobraźnię wielu Polaków, budując obraz Gierka żyjącego w nieosiągalnym dla zwykłego obywatela przepychu.

"Mieszkał w luksusowych willach. Odprężał się w basenach ze sztucznymi falami w czasach, gdy nikt w Polsce nie słyszał nawet o jacuzzi. Za to wystrój preferował klasyczny: jeśli okładzina, to różowy marmur, a akcesoria i armatura na wysoki połysk. Stąd potem wzięły się pochodzące od domowej służby legendy o złotych klamkach. Dywany małżeństwo Gierków uwielbiało wzorzyste, więc perskie. Jeśli chodzi o malarstwo, to Gierkowie polubili płótna Wojciecha Kossaka dostarczane z Muzeum Narodowego" - czytamy w "Super Expressie".

Gierkówka w Konewce: z pałacu w ruinę?

Jako pierwszy sekretarz, Edward Gierek miał do swojej dyspozycji szereg oficjalnych rezydencji, z których jedną była letnia posiadłość w Konewce koło Spały, pieszczotliwie nazywana „Gierkówką”. Był to obiekt o wysokim standardzie, ściśle chroniony i wyposażony w udogodnienia niedostępne dla przeciętnemu obywatelowi PRL.

W jej wnętrzu znajdowały się luksusowe elementy, takie jak kino, sala gimnastyczna, basen oraz sauna, a także nowoczesny zagraniczny sprzęt. Krążyły nawet plotki, że Gierek przylatywał tam helikopterem, co tylko potęgowało aurę jego wyjątkowości i niedostępności dla zwykłych ludzi.

Niestety, po upadku komunizmu, los Konewki okazał się znacznie mniej łaskawy niż w czasach jej świetności. Początkowo obiekt trafił pod zarząd Lasów Państwowych, a następnie Polskie Linie Lotnicze LOT próbowały przekształcić go w ośrodek wczasowy. Wszystkie te próby zakończyły się jednak niepowodzeniem, co doprowadziło do stopniowego popadania w ruinę.

Dawna letnia willa Edwarda Gierka nie przetrwała próby czasu i braku odpowiedniego zagospodarowania. W 2012 roku budynek, niegdyś symbol luksusu i władzy, został ostatecznie rozebrany, stając się jedynie wspomnieniem dawnych lat i utraconych złudzeń.

Zwardoń: willa dostępna dla każdego?

Znacznie szczęśliwszy los spotkał inny z domów związanych z rodziną Gierka – rezydencję położoną w malowniczym Beskidzie Żywieckim, w miejscowości Zwardoń. Ta willa, w przeciwieństwie do Konewki, przetrwała do dzisiaj i co więcej, jest dostępna dla każdego, kto marzy o urlopie w historycznym otoczeniu.

Obiekt, znany jako „Gierkówka – Górska Rezydencja Pierwszego Sekretarza”, oferuje obecnie sezonowy odkryty basen, rozległy ogród, taras oraz wszelkie nowoczesne udogodnienia. Goście mogą korzystać z internetu, kilku sypialni, obszernego salonu, w pełni wyposażonej kuchni, dwóch łazienek oraz sauny, łącząc luksus z historycznym duchem miejsca.

Właścicielka willi, w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” sprzed kilku lat, podkreśliła wyjątkowy charakter budynku. Pomimo przeprowadzonego remontu, wciąż „czuć w nim historię”, co świadczy o unikalnej atmosferze, której nie sposób odtworzyć w nowo powstałych obiektach wypoczynkowych.

Wewnątrz willi zachowały się liczne elementy po pierwszych właścicielach, takie jak oryginalne kratownice, kute klamki, miedziane parapety, skórzane abażury oraz część mebli. To sprawia, że pobyt w „Gierkówce” to podróż w czasie, pozwalająca dotknąć kawałka historii PRL w autentycznym otoczeniu.

"Budynek jest piękny, w dość niedostępnym miejscu. Co ważne, pomimo przeprowadzonego w nim remontu... czuć w nim historię! W obiekcie pozostało sporo rzeczy po pierwszych właścicielach - są m.in. kratownice, kute klamki, miedziane parapety, abażury ze skóry, część mebli...." - wspominała właścicielka miejsca w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim".

Co ciekawe, drewniana konstrukcja domu w Zwardoniu doskonale wpisuje się w górski pejzaż Beskidu Żywieckiego, tworząc spójną całość z otoczeniem. W mediach donoszono swego czasu, że willa została wybudowana za pieniądze Kombinatu Rolno-Spożywczego w Szczekocinach, a jej koszt przekraczał 1,6 miliona złotych.

Kontrowersje budził fakt, że Jerzy Gierek, syn Edwarda, miał wpłacić jedynie niewielką część tej kwoty – 201 tysięcy złotych, co dodatkowo podsycało spekulacje na temat finansowania prywatnych rezydencji z publicznych środków. Kwestia finansowania budowy willi pozostaje elementem dyskusji i historycznych analiz.

Willa w Katowicach: odebrana i sprzedana?

Oprócz posiadłości w Zwardoniu i Konewce, Gierkowie zamieszkiwali również w willi przy ulicy Różyckiego w Katowicach, która powstała w 1976 roku jako budynek bliźniaczy. Jedna część przeznaczona była dla Edwarda i Stanisławy, druga dla ich syna Jerzego, co miało symbolizować spójność rodziny, ale i budziło pytania o prywatne luksusy.

Podobnie jak w przypadku innych rezydencji, również i ta katowicka willa obrosła legendami, z których najbardziej intrygująca dotyczyła rzekomego istnienia w niej przeciwatomowego bunkra. Tego typu opowieści dodawały obiektowi aury tajemniczości i ekskluzywności, charakterystycznej dla epoki PRL.

Po zmianach ustrojowych willa w Katowicach została Gierkom odebrana, co było symbolicznym gestem odcinania się od dawnego reżimu. Jednakże, Edward Gierek zdołał odzyskać i wykupić nieruchomość, by w 1994 roku ją sprzedać, co świadczy o jego zdolności do zarządzania majątkiem nawet w nowych realiach politycznych i ekonomicznych.

Wnuczka Gierków, Stanisława Gierek-Ciaciura, po latach rzuciła nowe światło na katowicką willę, dementując plotki o marmurach i złotych klamkach. Podkreśliła, że choć standard był wysoki jak na lata 70., daleko mu było do bajecznych luksusów, które były elementem antygierkowskiej propagandy.

"Po zmianie ustroju dziadkowie stracili dom. Dziś dom przy ul. Różyckiego jest w prywatnych rękach. Teraz, z perspektywy czasu, na domy dziadków patrzę zupełnie inaczej. To nie były aż takie luksusy, owszem na lata 70. był to wysoki standard. Ale nie było tam marmurów czy złotych klamek, o czym opowiadano w latach 80. na użytek antygierkowskiej propagandy" - mówiła po latach Gierek-Ciaciura w rozmowie z "Faktem".

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.