Spis treści
Fikcyjne zajęcia w Katowicach
Od 2004 roku katowicka Szkoła Kosmetyczna Woman, dumnie zajmująca odrestaurowaną kamienicę przy ulicy Sobieskiego 27, obiecywała świetlaną przyszłość adeptkom urody. Kursy dla kosmetyczek, masażystów czy dietetyków, wykwalifikowana kadra, a nawet współpraca z urzędami pracy – wszystko to miało kusić potencjalnych uczniów. Niestety, za tą fasadą kryło się coś znacznie mniej pociągającego niż makijaż permanentny czy relaksacyjny masaż.
Jak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Katowicach, w latach 2011–2019 właściciele, małżeństwo z Sosnowca, Paweł S. i jego żona, mieli systematycznie fałszować dokumentację dydaktyczną. Mówimy tu o dziennikach zajęć, listach obecności, protokołach egzaminów, a nawet umowach z nauczycielami. Cel był jeden: wyłudzenie dotacji oświatowych, i to w zawrotnych kwotach.
Jak szkoła oszukiwała latami?
Mechanizm oszustwa był prosty, a jednocześnie szokujący w swojej bezczelności i skuteczności. Na listach uczniów pojawiały się nazwiska osób, które nigdy nie przekroczyły progu szkoły, ani nawet nie marzyły o karierze w branży beauty. Co więcej, niektóre dane personalne miały pochodzić z archiwów… portalu Nasza Klasa. To pokazuje poziom absurdu i rażącego niedbalstwa kontroli, że takie „źródła” wystarczały do legalizowania gigantycznych sum.
Przez całe lata nikt nie zadał sobie trudu, aby sprawdzić, dlaczego placówka z „doskonałą” stuprocentową frekwencją nie zamawiała nawet najbardziej podstawowych materiałów niezbędnych do praktycznej nauki zawodu. Brak wacików, płynów do demakijażu czy innych podstawowych artykułów nie wzbudzał podejrzeń – i w tym tkwi sedno tej kuriozalnej sprawy. Jak to możliwe, że system finansowania pozwalał na tak ewidentne nadużycia?
"Gazecie Wyborczej" jeden ze śledczych przyznaje, że przez lata nikt nie zwrócił uwagi, że szkoła z rzekomo stuprocentową frekwencją nie kupowała nawet podstawowych materiałów do nauki, takich jak waciki czy płyny do demakijażu.
Kiedy wyszła afera na jaw?
Kuriozalna sytuacja trwała aż do 2019 roku, kiedy to Urząd Miasta Katowice w końcu przeprowadził kontrolę. Właściciel szkoły Paweł S. próbował unikać spotkań z urzędnikami, a jego wymówki, takie jak choroby, tylko zwiększały podejrzenia. Kiedy kontrolerzy zażądali księgi słuchaczy, otrzymali odpowiedź, która mogłaby posłużyć za scenariusz czarnej komedii: dokument został… rozszarpany przez psy.
Dalsze dochodzenie wykazało, że budynek szkoły był od dawna zamknięty, choć do urzędu systematycznie trafiały dokumenty świadczące o prowadzonych zajęciach. Próby kontaktu telefonicznego również zakończyły się fiaskiem; numery były nieaktywne, bądź odbierały osoby niezwiązane z rzekomą placówką. Całość przypominała domek z kart, który musiał runąć.
Kto zawiadomił prokuraturę?
To właśnie katowicki magistrat, widząc skalę nieprawidłowości, złożył oficjalne zawiadomienie do prokuratury. Rzeczniczka Urzędu Miasta Katowice, Sandra Hajduk, podkreśla, że miasto od samego początku monitorowało sytuację, a podejrzenia narastały. Trudno uwierzyć, że tak długo nikt nie był w stanie przerwać tego procederu, który w latach 2011–2019 pozwolił właścicielom Woman wyłudzić z miejskiego budżetu ponad 3,8 miliona złotych.
– Podejrzenia pojawiły się, gdy w dokumentach szkoły przez lata widniała 100% frekwencja uczniów. Każde pytanie o wyjaśnienia kończyło się taką samą odpowiedzią: ‘wszyscy uczestniczyli w zajęciach – tłumaczy Hajduk.
Co grozi oskarżonej dyrektorce?
Tragiczny zbieg okoliczności sprawił, że główny właściciel, Paweł S., zmarł przed rozpoczęciem procesu, co oczywiście skomplikowało sprawę. Przed sądem odpowiada jego żona, która pełniła funkcję dyrektorki. Nie przyznaje się ona do winy, a jej obrońca argumentuje, że nie miała dostępu do rachunków bankowych ani nie zajmowała się finansami szkoły. Jednakże, Prokuratura Rejonowa Katowice – Północ skierowała akt oskarżenia przeciwko niej, zarzucając jej łącznie 3253 przestępstwa.
Oskarżenia dotyczą wyłudzenia dotacji oświatowych na kwotę 463 156 zł w jednej z placówek oraz kolejnych milionów złotych w innych szkołach. Wszystko wskazuje na to, że sprawa jest znacznie szersza niż tylko afera z jedną szkołą kosmetyczną. Jest to przypadek, który pokazuje, jak skomplikowane i długotrwałe bywają procesy odzyskiwania publicznych pieniędzy. Prok. Miłosz Bystrzycki z Prokuratury Okręgowej w Katowicach informuje, że oskarżonej grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
– Za zarzucone oskarżonej przestępstwa grozi jej kara do 8 lat pozbawienia wolności - informuje prok. Miłosz Bystrzycki z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Kiedy kolejna rozprawa w Katowicach?
Najbliższa rozprawa odbędzie się w listopadzie w Sądzie Okręgowym w Katowicach. Zostaną wówczas przesłuchani urzędnicy miejscy, czyli ci pierwsi, którzy odkryli nadużycia w szkole Woman. Ta sprawa, która odbiła się szerokim echem w całym regionie, stanowi jaskrawy przykład, jak łatwo system mógł zostać wykorzystany przez lata, pozwalając na wyłudzanie ogromnych kwot publicznych środków na podstawie fikcyjnych dokumentów i nieistniejących uczniów. Pokazuje to, jak pilna jest potrzeba usprawnienia mechanizmów kontroli, aby podobne afery nie miały miejsca w przyszłości.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.