Forma GKS Katowice zaskakuje. Czy Legia Warszawa nadal szuka przełamania?

2026-02-13 22:42

Początek sezonu 2025/26 PKO BP Ekstraklasy przyniósł zaskakujące wyniki, a GKS Katowice, wbrew przewidywaniom, wyrasta na faworyta w starciach z potentatami. Ostatnie spotkanie z Legią Warszawa na własnym boisku potwierdziło dobrą dyspozycję drużyny Rafała Góraka, która bez wątpienia stanowiła poważne wyzwanie dla stołecznego klubu. Mecz ten pokazał, jak nieprzewidywalna potrafi być polska liga.

Na pierwszym planie, centralnie, leży piłka nożna na zielonej, soczystej trawie. Piłka jest głównie biała, z kolorowymi wzorami w odcieniach zieleni, niebieskiego, czerwonego i czarnego, oraz widocznym logo adidas na jej powierzchni. Trawa jest krótko przycięta, a jej tekstura jest wyraźnie widoczna, z pojedynczymi źdźbłami.

W tle, rozmyte postacie piłkarzy w różnych strojach, w tym w ciemnoniebiesko-bordowym i białym, poruszają się po boisku. Po lewej stronie widoczny jest piłkarz w ciemnoniebiesko-bordowej koszulce i spodenkach, z pomarańczowymi butami. Scena rozgrywa się na stadionie, z niewyraźnymi elementami trybun i oświetlenia stadionu w tle, co sugeruje mecz odbywający się wieczorem lub w pochmurny dzień.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na pierwszym planie, centralnie, leży piłka nożna na zielonej, soczystej trawie. Piłka jest głównie biała, z kolorowymi wzorami w odcieniach zieleni, niebieskiego, czerwonego i czarnego, oraz widocznym logo "adidas" na jej powierzchni. Trawa jest krótko przycięta, a jej tekstura jest wyraźnie widoczna, z pojedynczymi źdźbłami. W tle, rozmyte postacie piłkarzy w różnych strojach, w tym w ciemnoniebiesko-bordowym i białym, poruszają się po boisku. Po lewej stronie widoczny jest piłkarz w ciemnoniebiesko-bordowej koszulce i spodenkach, z pomarańczowymi butami. Scena rozgrywa się na stadionie, z niewyraźnymi elementami trybun i oświetlenia stadionu w tle, co sugeruje mecz odbywający się wieczorem lub w pochmurny dzień.

Ekstraklasowe starcie w Katowicach

Kiedyś pomyślano by, że GKS Katowice w roli faworyta przeciwko Legii Warszawa to science fiction, lecz realia PKO BP Ekstraklasy w sezonie 2025/26 piszą zupełnie nowe scenariusze. Drużyna Rafała Góraka, po udanym wejściu w nowy rok, stanęła do walki z utytułowanym przeciwnikiem, mając za sobą atut własnego boiska i imponującą serię sześciu punktów oraz dwóch czystych kont. To był prawdziwy test charakterów dla obu ekip, gdzie każda z nich miała swoje cele do zrealizowania na boisku przy Nowej Bukowej. W kontekście ostatnich wyników, GKS Katowice naprawdę miał podstawy, by wierzyć w sukces.

Z drugiej strony barykady stanęła Legia Warszawa, prowadzona przez Marka Papszuna, która z pewnością liczyła na przełamanie złej passy i powrót na zwycięską ścieżkę. Po porażce z Koroną Kielce i szczęśliwie uratowanym remisie w Gdyni, "Wojskowi" znaleźli się pod presją, a ich nowy szkoleniowiec mierzył się z trudną rzeczywistością Ekstraklasy. Mecz z rozpędzoną "Gieksą" był nie tylko szansą na punkty, ale i okazją do odbudowania morale, co było kluczowe w walce o czołowe lokaty. Ostateczny rezultat, 1:1, z pewnością nie zadowolił w pełni żadnej ze stron, ale dla GKS to kolejny dowód na dobrą formę. Oficjalnie spotkanie oglądało 14 279 widzów, a sędziował Damian Sylwestrzak.

Kto dominował na boisku?

Pierwsze minuty meczu pokazały, że Legia Warszawa nie zamierzała oddać inicjatywy bez walki, tworząc w 13. minucie pierwszą groźną akcję. Precyzyjne dośrodkowanie Krasniqiego zakończyło się strzałem głową Kuna, który jednak nie zdołał pokonać dobrze dysponowanego bramkarza GKS-u, Strączka. To była zapowiedź intensywnego spotkania, gdzie obie drużyny starały się narzucić swój styl gry i szukały drogi do bramki przeciwnika. W miarę upływu czasu, tempo rosło, a gra przenosiła się z jednej połowy na drugą, zwiastując emocje do samego końca.

Katowiczanie, podrażnieni akcją Legii, szybko przeszli do ofensywy, a w 32. minucie bliski szczęścia był Ilja Szkuryn, były napastnik Legii i Stali Mielec, który nie zdołał trafić z najbliższej odległości. To jednak Legia Warszawa jako pierwsza otworzyła wynik, kiedy w 26. minucie Biczachczjan pokonał bramkarza GKS. Katowiczanie nie poddawali się i dopięli swego tuż przed przerwą, w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, gdy po świetnie wykonanym rzucie wolnym przez Nowaka, Borja Galan doprowadził do wyrównania 1:1, a po weryfikacji VAR, stadion przy Nowej Bukowej eksplodował radością. To był prawdziwy rollercoaster emocji dla kibiców.

Druga połowa: Czas rozstrzygnięć?

Druga odsłona spotkania na Nowej Bukowej nie przyniosła uspokojenia, wręcz przeciwnie – obie drużyny kontynuowały intensywną grę, a kibice z pewnością nie mogli narzekać na brak emocji. Chociaż gospodarze sprawiali lepsze wrażenie pod względem zaangażowania i walki w środku pola, to brakowało im konkretów pod bramką Legii. Futbol bywa jednak brutalny i mimo optycznej przewagi, GKS nie zdołał przełożyć jej na decydujące trafienie, które dałoby im upragnione prowadzenie. Ciśnienie rosło z każdą kolejną minutą, zwiastując nerwową końcówkę meczu.

Momentem, który wzbudził wiele kontrowersji, była sytuacja z 79. minuty, kiedy Radovan Pankov ostro sfaulował Bartosza Nowaka. Sędzia Damian Sylwestrzak, po konsultacji z systemem VAR i obejrzeniu powtórek na monitorze, podtrzymał swoją decyzję o pokazaniu żółtej kartki, nie zmieniając jej na czerwoną. Ta decyzja mogła mieć kluczowy wpływ na dalszy przebieg gry, jednak ostatecznie nie doprowadziła do zmiany wyniku. W samej końcówce Borja Galan miał jeszcze wyborną szansę na zdobycie zwycięskiej bramki, lecz piłka po jego uderzeniu minęła bramkę Tobiasza, grzebiąc nadzieje GKS-u na pełną pulę.

Koniec passy czy początek problemów?

Remis 1:1 ostatecznie zakończył zacięte spotkanie GKS Katowice z Legią Warszawa. Dla "Gieksy" był to kolejny dowód na stabilną formę i kontynuację imponującej passy bez porażki w rundzie wiosennej. Drużyna Rafała Góraka pokazała, że potrafi skutecznie rywalizować z czołowymi zespołami ligi, co z pewnością buduje ich pewność siebie przed kolejnymi wyzwaniami w PKO BP Ekstraklasie. Ten wynik utwierdza ich w pozycji zespołu, z którym każdy rywal musi się liczyć, zwłaszcza na własnym stadionie. To nie tylko punkt, ale i cenne doświadczenie w walce o ligowe aspiracje.

Z kolei dla Legii Warszawa, prowadzonej przez Marka Papszuna, ten remis to niestety kolejne rozczarowanie i kontynuacja trudnego początku 2026 roku. "Legioniści" wciąż nie znaleźli sposobu na przełamanie złej passy i nadal czekają na pierwsze zwycięstwo w nowym roku kalendarzowym. Trzeba sobie zadać pytanie, czy to chwilowy kryzys, czy może symptom głębszych problemów, z którymi będzie musiał zmierzyć się sztab szkoleniowy. Kibice Legii z pewnością oczekują zdecydowanej reakcji i szybkiego powrotu do formy, która pozwoli ich drużynie włączyć się do walki o najwyższe cele. To nie jest łatwy czas dla stołecznego klubu.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.