Spis treści
Wojna z fotoradarem trwa
Historia fotoradaru w Alejach Jerozolimskich przypomina serial kryminalny z elementami czarnej komedii, gdzie głównym antagonistą jest bezduszna maszyna, a bohaterem – anonimowy mściciel, lub, jak kto woli, pospolity wandal. To już trzeci raz, kiedy urządzenie do wyłapywania piratów drogowych padło ofiarą czyjejś frustracji, tym razem skutecznie unieruchomione za pomocą farby. Można odnieść wrażenie, że dla wielu kierowców ten warszawski fotoradar stał się symbolem opresji, a jego dewastacja – aktem symbolicznego buntu.
Najnowszy incydent, który miał miejsce w nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku, dobitnie pokazuje, że pomimo wszelkich zabezpieczeń i zapowiedzi, determinacja przeciwników masztu jest większa niż obawa przed konsekwencjami. Biała farba, która oblała obiektyw, tymczasowo zakończyła jego "karierę" w rejestrowaniu wykroczeń. Ciekawe jest to, jak szybko zapomniano o poprzednich kosztach napraw, które szły w dziesiątki tysięcy złotych, co wskazuje na pewną powtarzalność scenariusza.
Fotoradar bił rekordy prędkości
Nie od dziś wiadomo, że lokalizacja tego fotoradaru nie jest przypadkowa. Ustawiony w połowie listopada 2024 roku na wniosek Zarządu Dróg Miejskich w Alejach Jerozolimskich, w pobliżu ulicy Ryżowej, miał skutecznie studzić zapędy kierowców przekraczających dozwoloną prędkość 50 km/h. Jednak rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania, a urządzenie szybko zyskało miano "maszynki do zarabiania pieniędzy". W ciągu zaledwie miesiąca od uruchomienia fotoradar w Warszawie zarejestrował blisko 8 tysięcy wykroczeń, co jest wynikiem absolutnie rekordowym w skali kraju.
Niesłabnące tempo mandatów sprawiło, że do końca stycznia 2025 roku liczba ta przekroczyła już 12,5 tysiąca, co czyni ten punkt jednym z najbardziej dochodowych dla służb. Ta efektywność, choć z punktu widzenia bezpieczeństwa drogowe może być postrzegana pozytywnie, dla wielu kierowców stała się irytującym symbolem bezlitosnego egzekwowania przepisów. Trudno się dziwić narastającej frustracji, gdy widzi się, jak jedno urządzenie generuje takie ilości kar, co świadczy o masowym ignorowaniu ograniczeń prędkości w tym konkretnym miejscu.
Seria zniszczeń w Warszawie
Pierwsze poważne uszkodzenie fotoradaru nastąpiło na początku 2025 roku, kiedy to tajemniczy sprawcy doszczętnie zniszczyli urządzenie, co skutkowało jego demontażem. Straty oszacowano wówczas na bagatela 30 tysięcy złotych, jednakże wydawało się, że to cena za "spokój" na jakiś czas. Naprawa i ponowny montaż w kwietniu 2025 roku okazały się jednak przysłowiowym "strzałem w kolano", gdyż fotoradar przetrwał na swoim miejscu zaledwie jedną dobę.
Kolejny atak był jeszcze bardziej spektakularny – sprawca użył narzędzia przypominającego siekierę, by ponownie unieruchomić maszynę. Po tych dramatycznych wydarzeniach, CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym) zapowiedział wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń. Obietnice te miały zostać spełnione, a fotoradar w Alejach Jerozolimskich został ponownie zamontowany 23 grudnia 2025 roku, tym razem pod czujnym okiem całodobowego monitoringu.
Czy monitoring uchronił fotoradar?
Mimo zapewnień o wzmocnionym nadzorze i kosztownych inwestycjach w monitoring, najnowszy akt wandalizmu z początku stycznia 2026 roku pokazuje, że wszelkie środki ostrożności okazały się niewystarczające. Biała farba skutecznie oślepiła obiektyw, dowodząc, że dla zdeterminowanych wandali żadne zabezpieczenia nie stanowią przeszkody nie do pokonania. Czy to oznacza, że wojna między kierowcami a "łapaczem prędkości" w Alejach Jerozolimskich wchodzi w nową, bardziej zaawansowaną fazę?
Policja oczywiście podjęła rutynowe śledztwo, mające na celu ustalenie tożsamości sprawcy lub sprawców tego aktu wandalizmu. Grozi im surowa kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, co jest jasnym sygnałem, że organy ścigania nie traktują takich incydentów pobłażliwie. Niemniej jednak, to, co wydaje się poważnym przestępstwem dla władz, dla niektórych staje się powodem do radości, co budzi pytania o społeczne postrzeganie fotoradarów.
"Na miejscu zdarzenia, jak relacjonuje Miejski Reporter, część kierowców reagowała na widok zniszczonego fotoradaru trąbieniem i gestami aprobaty".
Społeczne aspekty dewastacji fotoradaru
Sytuacja wokół "znienawidzonego" fotoradaru w Alejach Jerozolimskich to nie tylko kwestia wandalizmu, ale także intrygujący przypadek socjologiczny, odzwierciedlający narastający sprzeciw części społeczeństwa wobec automatycznego nadzoru. Reakcje kierowców, od aprobaty po otwartą radość z dewastacji, świadczą o głębokim podziale w ocenie funkcji i celowości takich urządzeń. Wiele osób widzi w fotoradarach nie tyle narzędzia poprawy bezpieczeństwa, co raczej pułapki na kierowców i źródła łatwego dochodu dla samorządów.
Ten konflikt między postrzeganiem fotoradaru jako narzędzia represji a jego oficjalną rolą w prewencji drogowej, jest problemem szerszym niż tylko incydent w Warszawie. Podobne zdarzenia miały już miejsce w innych miastach Polski, gdzie fotoradary również padały ofiarami wandalizmu, świadcząc o podobnych nastrojach. Pytanie, czy dalsze zaostrzanie zabezpieczeń i kar przyniesie oczekiwane rezultaty, czy też jedynie zaogni ten nietypowy "konflikt drogowy".
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.