Ginekolog skrzywdził pacjentki, sąd zasądził odszkodowania. Czy polski wymiar sprawiedliwości bywa bezradny?

2026-02-18 15:05

Sprawa Monzera M., ginekologa z Zabrza skazanego za gwałty i molestowanie seksualne 26 pacjentek, ponownie budzi emocje. Pokrzywdzone kobiety, którym sąd przyznał zadośćuczynienie, otrzymują zaledwie symboliczne grosze – zaledwie kilkanaście złotych miesięcznie. To kuriozalna sytuacja, która rodzi pytania o skuteczność systemu egzekucji i prawdziwe naprawienie wyrządzonej krzywdy.

Na obrazie widoczne są brązowe drzwi drewniane, lekko uchylone, z wyraźnym usłojeniem. Po prawej stronie drzwi, na ich krawędzi, znajduje się złota klamka z zamkiem w kształcie dziurki od klucza. Część drzwi po lewej stronie jest zacieniona, podczas gdy prawą stronę oświetla silne, naturalne światło padające od góry po lewej stronie, tworząc długi, skośny cień klamki na powierzchni drzwi. Tło po prawej stronie drzwi jest rozmyte i ciemne, w odcieniach szarości, sugerując wnętrze słabo oświetlonego pomieszczenia.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na obrazie widoczne są brązowe drzwi drewniane, lekko uchylone, z wyraźnym usłojeniem. Po prawej stronie drzwi, na ich krawędzi, znajduje się złota klamka z zamkiem w kształcie dziurki od klucza. Część drzwi po lewej stronie jest zacieniona, podczas gdy prawą stronę oświetla silne, naturalne światło padające od góry po lewej stronie, tworząc długi, skośny cień klamki na powierzchni drzwi. Tło po prawej stronie drzwi jest rozmyte i ciemne, w odcieniach szarości, sugerując wnętrze słabo oświetlonego pomieszczenia.

Skandaliczne odszkodowania

Odszkodowania za koszmarne doświadczenia w gabinecie ginekologicznym bywają kuriozalnie niskie. Monzer M., lekarz skazany za gwałty i molestowanie 26 pacjentek w Zabrzu, wypłaca symboliczną jałmużnę, która budzi oburzenie i poczucie bezsilności. Kwoty rzędu kilku złotych miesięcznie, takie jak 4,37 zł czy 3,54 zł, to z pewnością nie jest prawdziwe zadośćuczynienie za przeżyty horror. Ta symboliczna spłata stawia pod znakiem zapytania realną skuteczność wyroków sądowych w Polsce.

Kobiety, które miały nadzieję na choć częściowe ukojenie bólu dzięki decyzji sądu, ponownie czują się upokorzone. Sytuacja przypomina ponowną wiktymizację, gdzie ofiary, zamiast otrzymać sprawiedliwość, są zmuszone do mierzenia się z kpiną ze strony wymiaru sprawiedliwości. To smutny paradoks, że sprawa ginekologa z Zabrza staje się symbolem bezsilności w walce o elementarną godność.

"Jesteśmy bezsilne. To kpina. Jesteśmy drugi raz poniżane i upokarzane"

Więzienna pensja dla ofiar

Jak to możliwe, że zadośćuczynienie dla 26 pokrzywdzonych kobiet sprowadza się do tak żenująco niskich kwot? Okazuje się, że skazany lekarz spłaca swoje długi z... więziennej pensji. Miesięczne wynagrodzenie z zakładu karnego, wynoszące niespełna 200 zł, jest dzielone między wszystkie ofiary, co tłumaczy te uwłaczające sumy. System w tej sytuacji pokazuje swoją niewydolność.

Pomimo prawomocnego wyroku z 18 lipca 2022 roku, który uznał Monzera M. za winnego szeregu haniebnych czynów, mechanizmy egzekucyjne napotykają na mur. Próby odzyskania środków z zabezpieczonego wcześniej majątku skazanego ginekologa spaliły na panewce. Pytanie o to, dlaczego tak poważny wyrok nie przekłada się na realne wsparcie dla pokrzywdzonych, pozostaje otwarte.

Małżeńska wspólność majątkowa

Głównym problemem, który uniemożliwia skuteczną egzekucję, jest fakt, że cały majątek lekarza Monzera M. znajduje się w małżeńskiej wspólności. Piotr Sikorski, rzecznik prasowy Izby Komorniczej w Katowicach, wyjaśnia, że komornik potrzebuje "klauzuli wykonalności" również na małżonkę, aby móc dokonać egzekucji. Bez tego dokumentu ręce są związane.

Co więcej, zaraz po aresztowaniu ginekologa, jego brat jako pełnomocnik wraz z żoną Ewą M. dokonali intercyzy. Chociaż majątek zgromadzony wspólnie przed jej spisaniem pozostał wspólny, nie doszło do jego podziału. W efekcie, prawie niemożliwe jest ustalenie, co faktycznie należy do skazanego, a co do jego żony, co skutecznie blokuje działania komornicze.

Skarga pauliańska nadzieją?

Czy jest zatem jakiekolwiek wyjście z tej patowej sytuacji? Mecenas Paweł Matyja sugeruje, by poszkodowane kobiety rozważyły złożenie tzw. skargi pauliańskiej. Jest to narzędzie prawne, które pozwala zakwestionować czynności prawne dłużnika dokonane z pokrzywdzeniem wierzycieli. Wymaga to jednak udowodnienia, że lekarz celowo wyzbywał się majątku, by uniknąć zaspokojenia roszczeń.

Jeśli sąd uznałby taką skargę za zasadną, mogłoby to doprowadzić nawet do kolejnego wyroku karnego dla Monzera M. za celowe ukrywanie majątku przed egzekucją. To z pewnością dałoby ofiarom pewną satysfakcję. Niemniej jednak, droga do sprawiedliwości pozostaje długa i wyboista, a sam proces może być dodatkowym obciążeniem psychicznym dla już pokrzywdzonych kobiet.

Interwencja u ministra

Bezsilność popchnęła jedną z ofiar, panią Elwirę, do napisania pisma do samego ministra sprawiedliwości. Zwróciła się w nim o objęcie nadzorem wykonywania wyroku karnego wobec Monzera M., podkreślając symboliczny charakter otrzymywanych kwot. To dramatyczny apel o pomoc, gdy system wydaje się bezsilny wobec cwaniactwa i prawnego labiryntu. Pani Elwira wskazuje na kluczowy problem: naprawienie krzywdy nie jest realizowane zgodnie z celami kary.

Kobieta wyraża również poważne obawy dotyczące przyszłości. Jak pisze, istnieje ryzyko, że w przypadku warunkowego przedterminowego zwolnienia skazanego, brak realnej realizacji obowiązków finansowych może doprowadzić do trwałego niewykonania zadośćuczynienia, zwłaszcza jeśli Monzer M. zmieni miejsce pobytu lub opuści kraj. To scenariusz, który dla pokrzywdzonych oznaczałby podwójną klęskę.

"Jestem jedną z osób pokrzywdzonych w tej sprawie. Zgodnie z treścią wyroku, skazany został zobowiązany do zapłaty zadośćuczynienia na rzecz łącznie 26 kobiet i dziewcząt. W praktyce jednak realizacja tego obowiązku ma charakter wyłącznie symboliczny – na moją rzecz przekazywane są kwoty rzędu 7-8 zł miesięcznie, co przy wysokości orzeczonego zadośćuczynienia nie stanowi realnej kompensacji doznanej krzywdy."

"Z informacji posiadanych przeze mnie wynika, że analogiczna sytuacja dotyczy pozostałych pokrzywdzonych. Oznacza to, że kluczowy element wyroku – naprawienie krzywdy wyrządzonej wielu osobom – nie jest w rzeczywistości wykonywany w sposób odpowiadający celom kary."

"Jako osoba pokrzywdzona obawiam się, że w przyszłości – w przypadku ewentualnego warunkowego przedterminowego zwolnienia skazanego - brak realnej realizacji obowiązków finansowych wobec pokrzywdzonych może doprowadzić do trwałego niewykonania orzeczonego zadośćuczynienia, w szczególności w razie zmiany miejsca pobytu lub wyjazdu skazanego za granicę"

Wznowienie postępowania zawodowego

Po latach zawieszenia, wreszcie nastąpił ruch w sprawie odpowiedzialności zawodowej lekarza. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Śląskiej Izbie Lekarskiej, Stefan Kopocz, wznowił postępowanie, które wcześniej było wstrzymane ze względu na toczący się proces karny. To dobra wiadomość, choć dla wielu ofiar może wydawać się zdecydowanie spóźniona, biorąc pod uwagę skalę ich cierpienia.

Decyzja o podjęciu postępowania zawodowego, uzasadniona uzyskaniem informacji o prawomocnym zakończeniu sprawy karnej, otwiera drogę do osądzenia Monzera M. również w środowisku lekarskim. Pytanie, czy ta interwencja przyniesie realne skutki dla pokrzywdzonych kobiet, czy jedynie będzie kolejnym, symbolicznym gestem. Pozostaje mieć nadzieję, że konsekwencje dla ginekologa będą proporcjonalne do wyrządzonej krzywdy, a nie jedynie "klepnięciem po łapach".

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.