Spis treści
Dramat na ulicy Krajobrazowej
W lipcu 2017 roku w jednym z rzeszowskich mieszkań przy ulicy Krajobrazowej doszło do tragedii. Służby ratunkowe wezwane na miejsce zastały maltretowane dzieci z licznymi obrażeniami. Półroczny Maksymilian trafił do szpitala w stanie krytycznym, podobnie jak jego dwuletnia siostra Lena, u której również stwierdzono rany.
Mimo wysiłków lekarzy, Maksymilian zmarł w szpitalu, natomiast Lena przeżyła, ale boryka się z problemami zdrowotnymi. Początkowo zatrzymano rodziców, 23-letnią Karinę B. oraz 26-letniego Ryszarda B., lecz w toku śledztwa kluczową rolę odegrał Grzegorz B., rzekomy przyjaciel rodziny. Ustalono, że rodzina była objęta "niebieską kartą" i znana lokalnym służbom.
"Dowodowo, sytuacja była patowa" – przyznawał Łukasz Harpula, szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
Jak zmieniały się zarzuty?
Na początkowym etapie śledztwa ustalenia funkcjonariuszy oraz prokuratury kilkakrotnie ulegały zmianom. W pierwszej fazie Karina B. i Ryszard B. zostali zwolnieni do domu bez postawienia zarzutów, a o zabójstwo półrocznego Maksymiliana oskarżono jedynie 40-letniego Grzegorza B., byłego pracodawcę ojca dzieci. Jego rola w tragedii szybko stała się centralnym punktem dochodzenia.
Zeznania Kariny B., która twierdziła, że nie miała wiedzy o wielu zdarzeniach, początkowo komplikowały sprawę i sprawiały, że sytuacja dowodowa była trudna. Dopiero podczas przesłuchania Grzegorz B. został złamany i obiecał współpracę z mundurowymi. Wówczas ujawnił przerażającą historię systematycznego znęcania się nad Leną i Maksem, trwającego od półtora roku.
"Wykorzystywał moment, kiedy zostawał sam w domu z dziewczynką. Dokuczał jej, przyduszał Lenkę, szarpał ją. Satysfakcję sprawiało mu to, że widział w oczach dziecka przerażenie. To go odstresowywało. Mężczyzna wiedział, że dziewczynka się go bała" – mówił prokurator Łukasz Harpula w rozmowie z portalem „Rzeszów News”.
Śmierć Maksymiliana
W dniu śmierci półrocznego Maksymiliana Grzegorz B. celowo wywabił matkę dzieci z mieszkania, prosząc ją o zakupy i odebranie nieistniejącej przesyłki. Jego intencją było pozostanie samemu z dziećmi, aby kontynuować swoje okrutne działania wobec Leny. Karina B. opuściła mieszkanie, pozostawiając dzieci pod opieką Grzegorza B.
W trakcie nieobecności matki doszło do tragicznych wydarzeń. Gdy płacz Maksymiliana ściągnął Grzegorza B. do pokoju, ten wyjął chłopca z łóżeczka. Twierdził, że próbował go uspokoić. Przestraszony telefonem od Kariny B., która informowała o braku paczki, upuścił niemowlaka, który uderzył głową o podłogę. Grzegorz B. zbiegł z miejsca zdarzenia, nie informując matki o wypadku.
"Chłopiec upadł, uderzając głową o podłogę. Mężczyzna próbował reanimować Maksymiliana, potrząsał dzieckiem, a potem odłożył chłopca do łóżeczka. Gdy matka wróciła, Grzegorz B. nic jej nie powiedział. Nie wyjawił, co się stało i pojechał do swojego domu" – relacjonował prokurator Łukasz Harpula.
Co wykazała sekcja zwłok?
Po powrocie Karina B. zauważyła sinego Maksymiliana i wezwała pogotowie. Mimo reanimacji, dziecko zmarło następnego dnia w szpitalu. Sekcja zwłok wykazała, że chłopiec doznał krwiaka mózgu, dwóch pęknięć czaszki oraz złamanych żeber, co wskazywało na celowe działanie osób trzecich, a nie nieszczęśliwy wypadek.
Grzegorz B. początkowo przyznał się do znęcania nad Lenką, ale zaprzeczał celowemu zabójstwu Maksymiliana, twierdząc, że był to wypadek i spanikował. Opinie biegłych jednak jednoznacznie obaliły jego wersję, potwierdzając, że obrażenia były wynikiem świadomej przemocy. Finalnie 40-latek usłyszał zarzut zabójstwa chłopca oraz znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dziewczynką.
Dlaczego nikt nie pomógł dzieciom?
Rodzina Kariny B. od dawna była pod nadzorem służb i posiadała założoną niebieską kartę w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Mimo to, cierpienie dzieci, w tym znęcanie się nad Lenką trwające półtora roku, nie zostało zauważone. Wcześniejsze doniesienia o przemocy, rzekomo ze strony ojca, nie potwierdziły się.
W jednym z wcześniejszych incydentów Lena trafiła do szpitala z połamanymi nogami, co wytłumaczono upadkiem z huśtawki. Sprawa została umorzona. Konrad Wolak, wiceszef Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, ocenił, że Grzegorz B. był przebiegły i inteligentny, potrafił wzbudzić zaufanie u matki, a przerażona dziewczynka bała się mówić o doznawanej przemocy.
"On był przebiegły i dosyć inteligentny. U matki wzbudził na tyle zaufania, że pozwalała mu opiekować się jej dziećmi. Dziewczynka z kolei była tak przerażona, że bała się mówić" – oceniał dla portalu „Rzeszów News” Konrad Wolak, wiceszef Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.
"Sprawiało mu to satysfakcję, odstresowywało go to, że widział u dziecka przerażenie i strach. Takie zdarzenia miały miejsce kilkadziesiąt razy. Grzegorz B. chętnie zostawał sam z dziećmi pod pozorem opieki, żeby znęcać się nad nimi" - relacjonował prokurator Łukasz Harpula.
Rola matki dzieci
W toku dalszego śledztwa, przekazanego do Prokuratury w Lublinie, ustalono, że Karina B. nie była jedynie nieświadomym świadkiem, lecz pomagała Grzegorzowi B. w popełnianiu przestępstw. W lutym 2018 roku postawiono jej zarzuty pomocnictwa oraz znęcania się nad córką, co objawiało się zaniedbaniami w opiece i stosowaniem obelżywych słów.
Śledczy oskarżyli ją również o to, że nie zaprowadziła chorej Leny do lekarza, co doprowadziło do ciężkiego zapalenia oskrzeli. Karina B. trafiła do aresztu tymczasowego, a potem uczestniczyła w rozprawach z wolnej stopy. Cały Rzeszów był wstrząśnięty ujawnionymi szczegółami roli matki w tej dramatycznej sprawie.
Jakie kary orzeczono?
Proces sądowy rozpoczął się w styczniu 2019 roku i toczył się za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro Leny. Pierwszy wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie zapadł w październiku 2023 roku, po niemal pięciu latach. Grzegorz B. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności za znęcanie się nad Leną i zabójstwo Maksymiliana, uznany za w pełni poczytalnego i stanowiącego zagrożenie dla społeczeństwa.
Karina B. otrzymała wyrok dziesięciu lat więzienia za pomocnictwo i znęcanie się nad córką. Sąd uznał, że była świadoma przemocy, widząc panikę i obrażenia u dzieci. Ponadto, Grzegorz B. i Karina B. zostali zobowiązani do zapłaty zadośćuczynienia i nawiązek na rzecz Leny oraz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym.
Ostateczny wyrok i los Leny
Wyrok pierwszej instancji był nieprawomocny i obie strony złożyły apelacje. Obrona Grzegorza B. domagała się uniewinnienia lub złagodzenia kary, podobnie jak obrona Kariny B. Prokuratura natomiast wnioskowała o zwiększenie kary dla matki z dziesięciu do piętnastu lat pozbawienia wolności. Proces apelacyjny został odroczony, a ostateczna decyzja zapadła 16 czerwca 2025 roku.
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymał w mocy wyrok dożywocia dla Grzegorza B. Karę dla Kariny B. zwiększono o dwa lata. Adwokat kobiety zapowiedział złożenie kasacji do Sądu Najwyższego. Wszczęto także postępowania dyscyplinarne wobec prokuratorek, które umorzyły wcześniejsze dochodzenia w sprawie znęcania się. Lena, która przeżyła tę tragedię, trafiła do rodziny zastępczej.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.