Grzegorz B. zabił półrocznego Maksa. Co ukryła matka dzieci?

Wstrząsające wydarzenia z lipca 2017 roku w Rzeszowie doprowadziły do śmierci półrocznego Maksymiliana i długotrwałego cierpienia dwuletniej Leny. Główny oskarżony, Grzegorz B., przyjaciel rodziny, znęcał się nad dziećmi, co ostatecznie zakończyło się tragiczną śmiercią chłopca. Śledztwo ujawniło również rolę Kariny B., matki dzieci, która została oskarżona o pomocnictwo w przestępstwach i zaniedbania w opiece. Sprawa ma swoje szokujące kulisy.

W centrum kadru stoi szare, minimalistyczne krzesło z czterema prostymi nogami i płaskim oparciem, rzucające długi, wyraźny cień w lewo. Krzesło znajduje się w pomieszczeniu o surowych, betonowych ścianach w odcieniach szarości, z widocznymi przebarwieniami i teksturą. Przez pomieszczenie, wzdłuż podłogi i częściowo po ścianach, przebiega szeroki pas jasnego, naturalnego światła, kontrastując z zacienionymi obszarami. Całość tworzy przestrzeń o pustym i spokojnym charakterze, z wyraźnym podziałem na światło i cień.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI W centrum kadru stoi szare, minimalistyczne krzesło z czterema prostymi nogami i płaskim oparciem, rzucające długi, wyraźny cień w lewo. Krzesło znajduje się w pomieszczeniu o surowych, betonowych ścianach w odcieniach szarości, z widocznymi przebarwieniami i teksturą. Przez pomieszczenie, wzdłuż podłogi i częściowo po ścianach, przebiega szeroki pas jasnego, naturalnego światła, kontrastując z zacienionymi obszarami. Całość tworzy przestrzeń o pustym i spokojnym charakterze, z wyraźnym podziałem na światło i cień.

Dramat na ulicy Krajobrazowej

W lipcu 2017 roku w jednym z rzeszowskich mieszkań przy ulicy Krajobrazowej doszło do tragedii. Służby ratunkowe wezwane na miejsce zastały maltretowane dzieci z licznymi obrażeniami. Półroczny Maksymilian trafił do szpitala w stanie krytycznym, podobnie jak jego dwuletnia siostra Lena, u której również stwierdzono rany.

Mimo wysiłków lekarzy, Maksymilian zmarł w szpitalu, natomiast Lena przeżyła, ale boryka się z problemami zdrowotnymi. Początkowo zatrzymano rodziców, 23-letnią Karinę B. oraz 26-letniego Ryszarda B., lecz w toku śledztwa kluczową rolę odegrał Grzegorz B., rzekomy przyjaciel rodziny. Ustalono, że rodzina była objęta "niebieską kartą" i znana lokalnym służbom.

"Dowodowo, sytuacja była patowa" – przyznawał Łukasz Harpula, szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Jak zmieniały się zarzuty?

Na początkowym etapie śledztwa ustalenia funkcjonariuszy oraz prokuratury kilkakrotnie ulegały zmianom. W pierwszej fazie Karina B. i Ryszard B. zostali zwolnieni do domu bez postawienia zarzutów, a o zabójstwo półrocznego Maksymiliana oskarżono jedynie 40-letniego Grzegorza B., byłego pracodawcę ojca dzieci. Jego rola w tragedii szybko stała się centralnym punktem dochodzenia.

Zeznania Kariny B., która twierdziła, że nie miała wiedzy o wielu zdarzeniach, początkowo komplikowały sprawę i sprawiały, że sytuacja dowodowa była trudna. Dopiero podczas przesłuchania Grzegorz B. został złamany i obiecał współpracę z mundurowymi. Wówczas ujawnił przerażającą historię systematycznego znęcania się nad Leną i Maksem, trwającego od półtora roku.

"Wykorzystywał moment, kiedy zostawał sam w domu z dziewczynką. Dokuczał jej, przyduszał Lenkę, szarpał ją. Satysfakcję sprawiało mu to, że widział w oczach dziecka przerażenie. To go odstresowywało. Mężczyzna wiedział, że dziewczynka się go bała" – mówił prokurator Łukasz Harpula w rozmowie z portalem „Rzeszów News”.

Śmierć Maksymiliana

W dniu śmierci półrocznego Maksymiliana Grzegorz B. celowo wywabił matkę dzieci z mieszkania, prosząc ją o zakupy i odebranie nieistniejącej przesyłki. Jego intencją było pozostanie samemu z dziećmi, aby kontynuować swoje okrutne działania wobec Leny. Karina B. opuściła mieszkanie, pozostawiając dzieci pod opieką Grzegorza B.

W trakcie nieobecności matki doszło do tragicznych wydarzeń. Gdy płacz Maksymiliana ściągnął Grzegorza B. do pokoju, ten wyjął chłopca z łóżeczka. Twierdził, że próbował go uspokoić. Przestraszony telefonem od Kariny B., która informowała o braku paczki, upuścił niemowlaka, który uderzył głową o podłogę. Grzegorz B. zbiegł z miejsca zdarzenia, nie informując matki o wypadku.

"Chłopiec upadł, uderzając głową o podłogę. Mężczyzna próbował reanimować Maksymiliana, potrząsał dzieckiem, a potem odłożył chłopca do łóżeczka. Gdy matka wróciła, Grzegorz B. nic jej nie powiedział. Nie wyjawił, co się stało i pojechał do swojego domu" – relacjonował prokurator Łukasz Harpula.

Co wykazała sekcja zwłok?

Po powrocie Karina B. zauważyła sinego Maksymiliana i wezwała pogotowie. Mimo reanimacji, dziecko zmarło następnego dnia w szpitalu. Sekcja zwłok wykazała, że chłopiec doznał krwiaka mózgu, dwóch pęknięć czaszki oraz złamanych żeber, co wskazywało na celowe działanie osób trzecich, a nie nieszczęśliwy wypadek.

Grzegorz B. początkowo przyznał się do znęcania nad Lenką, ale zaprzeczał celowemu zabójstwu Maksymiliana, twierdząc, że był to wypadek i spanikował. Opinie biegłych jednak jednoznacznie obaliły jego wersję, potwierdzając, że obrażenia były wynikiem świadomej przemocy. Finalnie 40-latek usłyszał zarzut zabójstwa chłopca oraz znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dziewczynką.

Dlaczego nikt nie pomógł dzieciom?

Rodzina Kariny B. od dawna była pod nadzorem służb i posiadała założoną niebieską kartę w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Mimo to, cierpienie dzieci, w tym znęcanie się nad Lenką trwające półtora roku, nie zostało zauważone. Wcześniejsze doniesienia o przemocy, rzekomo ze strony ojca, nie potwierdziły się.

W jednym z wcześniejszych incydentów Lena trafiła do szpitala z połamanymi nogami, co wytłumaczono upadkiem z huśtawki. Sprawa została umorzona. Konrad Wolak, wiceszef Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, ocenił, że Grzegorz B. był przebiegły i inteligentny, potrafił wzbudzić zaufanie u matki, a przerażona dziewczynka bała się mówić o doznawanej przemocy.

"On był przebiegły i dosyć inteligentny. U matki wzbudził na tyle zaufania, że pozwalała mu opiekować się jej dziećmi. Dziewczynka z kolei była tak przerażona, że bała się mówić" – oceniał dla portalu „Rzeszów News” Konrad Wolak, wiceszef Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.

"Sprawiało mu to satysfakcję, odstresowywało go to, że widział u dziecka przerażenie i strach. Takie zdarzenia miały miejsce kilkadziesiąt razy. Grzegorz B. chętnie zostawał sam z dziećmi pod pozorem opieki, żeby znęcać się nad nimi" - relacjonował prokurator Łukasz Harpula.

Rola matki dzieci

W toku dalszego śledztwa, przekazanego do Prokuratury w Lublinie, ustalono, że Karina B. nie była jedynie nieświadomym świadkiem, lecz pomagała Grzegorzowi B. w popełnianiu przestępstw. W lutym 2018 roku postawiono jej zarzuty pomocnictwa oraz znęcania się nad córką, co objawiało się zaniedbaniami w opiece i stosowaniem obelżywych słów.

Śledczy oskarżyli ją również o to, że nie zaprowadziła chorej Leny do lekarza, co doprowadziło do ciężkiego zapalenia oskrzeli. Karina B. trafiła do aresztu tymczasowego, a potem uczestniczyła w rozprawach z wolnej stopy. Cały Rzeszów był wstrząśnięty ujawnionymi szczegółami roli matki w tej dramatycznej sprawie.

Jakie kary orzeczono?

Proces sądowy rozpoczął się w styczniu 2019 roku i toczył się za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro Leny. Pierwszy wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie zapadł w październiku 2023 roku, po niemal pięciu latach. Grzegorz B. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności za znęcanie się nad Leną i zabójstwo Maksymiliana, uznany za w pełni poczytalnego i stanowiącego zagrożenie dla społeczeństwa.

Karina B. otrzymała wyrok dziesięciu lat więzienia za pomocnictwo i znęcanie się nad córką. Sąd uznał, że była świadoma przemocy, widząc panikę i obrażenia u dzieci. Ponadto, Grzegorz B. i Karina B. zostali zobowiązani do zapłaty zadośćuczynienia i nawiązek na rzecz Leny oraz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym.

Ostateczny wyrok i los Leny

Wyrok pierwszej instancji był nieprawomocny i obie strony złożyły apelacje. Obrona Grzegorza B. domagała się uniewinnienia lub złagodzenia kary, podobnie jak obrona Kariny B. Prokuratura natomiast wnioskowała o zwiększenie kary dla matki z dziesięciu do piętnastu lat pozbawienia wolności. Proces apelacyjny został odroczony, a ostateczna decyzja zapadła 16 czerwca 2025 roku.

Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymał w mocy wyrok dożywocia dla Grzegorza B. Karę dla Kariny B. zwiększono o dwa lata. Adwokat kobiety zapowiedział złożenie kasacji do Sądu Najwyższego. Wszczęto także postępowania dyscyplinarne wobec prokuratorek, które umorzyły wcześniejsze dochodzenia w sprawie znęcania się. Lena, która przeżyła tę tragedię, trafiła do rodziny zastępczej.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.