Gwałt w Piasecznie. Czy system zignorował ostrzeżenia przed tragedią?

2026-01-17 9:37

Wstrząsająca sprawa gwałtu na policjantce w Piasecznie odsłania nowe, niepokojące kulisy, rzucając cień na wewnętrzne procedury polskiej policji. Okazuje się, że na dowódcę kompanii Marcina J., oskarżonego o brutalny czyn, już wcześniej wpłynęła anonimowa skarga, wskazująca na poważne problemy, w tym spożywanie alkoholu na terenie jednostki. Rodzi się zasadnicze pytanie, dlaczego te sygnały alarmowe zostały zbagatelizowane, a sprawca mógł kontynuować służbę, aż doszło do tak dramatycznego zdarzenia?

Widoczna jest mokra powierzchnia, prawdopodobnie asfaltowa lub betonowa, z licznymi kroplami wody, tworząca odbicia. Na pierwszym planie, w lewym i prawym dolnym rogu, ta powierzchnia jest ostra, a w głębi obrazu rozmywa się. Na horyzoncie, w tle, znajduje się szereg rozmytych, ciemnych sylwetek budynków, przypominających wieżowce, a po prawej stronie widać niewyraźne, czerwone i niebieskie okrągłe światła, które odbijają się także na mokrej nawierzchni. Cały obraz utrzymany jest w zimnych, szarych i niebieskich tonach, a niebo jest jasne i jednolite, bez wyraźnych chmur.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Widoczna jest mokra powierzchnia, prawdopodobnie asfaltowa lub betonowa, z licznymi kroplami wody, tworząca odbicia. Na pierwszym planie, w lewym i prawym dolnym rogu, ta powierzchnia jest ostra, a w głębi obrazu rozmywa się. Na horyzoncie, w tle, znajduje się szereg rozmytych, ciemnych sylwetek budynków, przypominających wieżowce, a po prawej stronie widać niewyraźne, czerwone i niebieskie okrągłe światła, które odbijają się także na mokrej nawierzchni. Cały obraz utrzymany jest w zimnych, szarych i niebieskich tonach, a niebo jest jasne i jednolite, bez wyraźnych chmur.

Mroczna afera w koszarach

Afera, która wstrząsnęła polską opinią publiczną, rozegrała się 3 stycznia na terenie koszar prewencji Komendy Stołecznej Policji w Piasecznie, przy ulicy Puławskiej. W trakcie zakrapianej alkoholem imprezy, dowódca kompanii Marcin J. miał dopuścić się gwałtu na młodej policjantce, co wywołało falę oburzenia i szereg pytań o bezpieczeństwo w służbie. Ta bulwersująca sytuacja szybko stała się przedmiotem intensywnego dochodzenia, rzucając światło na potencjalne zaniedbania w strukturach policyjnych. Zarzuty są bardzo poważne, a całe zdarzenie podważa zaufanie społeczeństwa do instytucji, która ma stać na straży prawa i porządku.

Sprawą natychmiast zajęła się prokuratura, a funkcjonariusz Maciej J. usłyszał zarzut zgwałcenia oraz zmuszenia do poddania się innej czynności seksualnej, co jest surowo karane przez prawo. Został on bezzwłocznie zawieszony w pełnieniu obowiązków służbowych i tymczasowo aresztowany, co jest standardową procedurą w tak poważnych przypadkach. Dodatkowo, komendant główny policji oraz komendant stołeczny zarządzili wewnętrzne kontrole w jednostce, a postępowanie sprawdzające prowadzi również inspektor nadzoru wewnętrznego w MSWiA, co podkreśla skalę i powagę sytuacji. Szybka reakcja na najwyższych szczeblach wskazuje na próbę przywrócenia porządku i zaufania.

Czy sygnały były ignorowane?

Tymczasem „Gazeta Wyborcza” dotarła do szokujących informacji, które rzucają zupełnie nowe światło na tę dramatyczną sprawę, sugerując, że problemy z Marcinem J. nie były nowością. Okazuje się, że Komenda Głowna Policji już pod koniec ubiegłego roku miała wiedzę o potencjalnych kłopotach z dowódcą kompanii, co budzi poważne wątpliwości co do skuteczności wewnętrznych mechanizmów kontroli. Do KGP wpłynęło anonimowe pismo, zawierające skargę dotyczącą m.in. podejrzenia przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków oraz, co szczególnie istotne, spożywania alkoholu na terenie jednostki. Ten fakt stawia pod znakiem zapytania, dlaczego nie podjęto bardziej zdecydowanych działań prewencyjnych.

Wspomniane anonimowe pismo zostało przekazane do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Warszawie, które jest jednostką podległą KGP i zajmuje się badaniem przestępstw popełnianych przez funkcjonariuszy policji. Kom. Wioletta Szubska z zespołu prasowego KGP potwierdziła w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że warszawski wydział BSWP faktycznie prowadził czynności w związku z tym zawiadomieniem w grudniu ubiegłego roku. Rzeczniczka jednak odmówiła ujawnienia szczegółów, takich jak to, czy Marcin J. był jedyną przesłuchiwaną osobą, ani jakich dokładnie zarzutów dotyczyła anonimowa skarga. Brak transparentności w tej kwestii tylko potęguje podejrzenia o próby tuszowania sprawy.

"Pismo to dotyczy nieprawidłowości przy zatrzymywaniu osób, a jego wstępna kwalifikacja dotyczy przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez policjantów. Wśród kilku policjantów wymienionych przez BSWP wymieniono także funkcjonariusza aresztowanego w sprawie gwałtu" - wyjaśnił prokurator Skiba, dodając, że policjantów było „co najmniej czterech".

Przekroczenie uprawnień i alkohol w służbie

Sprawa musiała być na tyle poważna, że funkcjonariusze z BSWP skierowali do Prokuratury Okręgowej w Warszawie wniosek o wszczęcie postępowania przygotowawczego, co jest najwyższą formą działania w takich przypadkach. Więcej szczegółów w tej sprawie udzielił „Wyborczej” prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Wyjaśnił on, że pismo dotyczyło nieprawidłowości przy zatrzymywaniu osób, a jego wstępna kwalifikacja wskazywała na przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez policjantów, co jest niezwykle poważnym zarzutem w stosunku do mundurowych. Wśród kilku policjantów, których wymieniło BSWP, znalazł się również funkcjonariusz aresztowany w związku z gwałtem, co pokazuje, że problem był znany.

Co więcej, prok. Piotr Skiba potwierdził, że w materiałach, które prokuratura otrzymała od BSWP, znalazła się również informacja o tym, że Marcin J. miał notorycznie pić alkohol w Oddziale Prewencji Policji. "Tak wynika z notatek Biura Spraw Wewnętrznych Policji" – podkreślił prokurator, co stawia w jeszcze gorszym świetle całą sytuację i sugeruje systemowe problemy z dyscypliną w jednostce. Do tej pory prokuratura jednak nie wszczęła odrębnego śledztwa w tej sprawie, co budzi kolejne pytania o szybkość i skuteczność działań wymiaru sprawiedliwości wobec funkcjonariuszy naruszających prawo.

Dlaczego KSP nie reaguje wcześniej?

Pojawia się naturalne pytanie, dlaczego przełożeni Marcina J. z Komendy Stołecznej Policji nie wiedzieli o anonimowej skardze na policjanta i dlaczego nie podjęto działań prewencyjnych. Okazuje się, że zgodnie z wewnętrznymi procedurami, jeśli funkcjonariusze BSWP mają podejrzenie, że policjant dopuścił się przestępstwa, nie informują o tym jego bezpośrednich przełożonych, ale zawsze prokuraturę. Taka praktyka ma na celu zapobieganie próbom zatuszowania sprawy i zapewnienie niezależności śledztwa. Mimo szlachetnych intencji procedury te, w tym przypadku, nie zapobiegły tragedii.

Inspi. rzeczniczka KGP Katarzyna Nowak wyjaśniła w rozmowie z „Wyborczą”, że wysłanie takiej informacji gdziekolwiek indziej mogłoby utrudnić pracę prokuratury i rzeczywiście doprowadzić do prób ukrycia niewygodnych faktów. Podkreśliła, że skierowanie sprawy do prokuratury to najwyższa forma działania w takich przypadkach, gwarantująca obiektywizm i rzetelność postępowania. Sytuacja ta jednak uwydatnia poważną lukę w systemie – choć chroni ona przed tuszowaniem, to jednocześnie uniemożliwia wcześniejsze interwencje dyscyplinarne, które mogłyby zapobiec dalszym przestępstwom. To dylemat, który wymaga głębszej refleksji nad balansem między prewencją a niezależnością dochodzenia.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.