Happy Dog to ironia losu. Co dzieje się za murami schroniska w Sobolewie?

2026-01-24 14:44

Ujadanie psów ze schroniska "Happy Dog" w Sobolewie słychać na długie kilometry, co dla reportera "SE" Piotra Lisa było sygnałem, że "tak nie brzmią szczęśliwe zwierzęta". Nieocieplone boksy, które niczym obozowe klatki miały chronić psy przed mrozem, okazały się jedynie prowizorycznymi konstrukcjami z kamienia i metalowych prętów. Te dramatyczne warunki wzburzyły lokalną społeczność i obrońców praw zwierząt, którzy tłumnie zebrali się pod urzędem gminy, by domagać się natychmiastowych zmian.

Na pierwszym planie, z prawej strony, znajduje się zardzewiała, czarna metalowa brama z widocznymi spawami. Do jej pionowych elementów przymocowana jest solidna, prostokątna kłódka z metalowym pałąkiem, nosząca ślady rdzy na szarym korpusie oraz na okuciu. W tle, po lewej stronie, rozmyty jest korytarz lub przejście z jasnoszarymi ścianami i ciemnym otworem na końcu.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na pierwszym planie, z prawej strony, znajduje się zardzewiała, czarna metalowa brama z widocznymi spawami. Do jej pionowych elementów przymocowana jest solidna, prostokątna kłódka z metalowym pałąkiem, nosząca ślady rdzy na szarym korpusie oraz na okuciu. W tle, po lewej stronie, rozmyty jest korytarz lub przejście z jasnoszarymi ścianami i ciemnym otworem na końcu.

Schronisko Happy Dog na ustach całej Polski

Sprawa schroniska „Happy Dog” w Sobolewie na Mazowszu wywołała ogólnopolską dyskusję na temat traktowania zwierząt, a jego nazwa brzmi dziś jak wyjątkowo gorzka ironia. W obliczu doniesień o dramatycznych warunkach, w jakich przetrzymywane są psy, oburzenie społeczne osiągnęło punkt krytyczny, czego dowodem był sobotni protest przed urzędem gminy. Problem ten, niestety, nie jest niczym nowym w polskiej rzeczywistości, gdzie kolejne placówki wciąż budzą kontrowersje, ujawniając liczne zaniedbania i naruszenia.

Od lat schronisko to stanowiło punkt zapalny dla obrońców praw zwierząt, którzy alarmowali o braku odpowiedniej opieki i cierpieniu podopiecznych. Reporter "SE" Piotr Lis, relacjonując swoje doświadczenia, zwrócił uwagę na przerażające, nieocieplone boksy, które nie chronią psów przed siarczystymi mrozami. Widok tych prowizorycznych konstrukcji, otoczonych jedynie płotem z drutu, nasuwa bolesne skojarzenia i rzuca cień na cały system kontroli tego typu miejsc.

"Tak nie brzmią szczęśliwe zwierzęta" - relacjonował reporter "SE" w drodze do schroniska.

Właściciel schroniska z poważnymi zarzutami

Właściciel schroniska „Happy Dog”, Marian Drewnik, od blisko ośmiu lat mierzy się z poważnymi zarzutami znęcania się nad zwierzętami, a jednak prawomocny wyrok w tej sprawie wciąż nie zapadł. To niepokojący sygnał dla każdego, kto wierzy w szybką sprawiedliwość, zwłaszcza gdy chodzi o bezbronne istoty. Wśród zarzutów pojawiają się doniesienia o trzymaniu psów w zbyt ciasnych kojcach, stosowaniu przemocy fizycznej oraz niewystarczającym karmieniu, co jest podstawą do natychmiastowej interwencji.

Długotrwałość tego procesu prawnego budzi wiele pytań o skuteczność systemu i realną ochronę zwierząt w Polsce. Przez lata, mimo licznych sygnałów i interwencji, warunki w „Happy Dog” pozostawały dramatyczne, a psy nadal czekały na poprawę swojego losu. Brak rozstrzygnięcia w tak klarownych przypadkach podważa zaufanie do instytucji, które powinny stać na straży dobrostanu zwierząt.

"Dramatycznie to wygląda" - dodał Piotr Lis, opisując widok schroniska.

Protest przed urzędem: walka o godność

Sobotni protest przed urzędem gminy w Sobolewie stał się symbolem walki o godność zwierząt i przypomnieniem, że społeczeństwo nie zamierza tolerować dalszych zaniedbań. Na miejsce przybyli nie tylko mieszkańcy gminy, ale również obrońcy zwierząt z całej Polski, pokazując siłę jedności w obliczu cierpienia. Obecność znanych postaci, takich jak poseł Łukasz Litewka oraz Damian Stifler, opiekun psów pochodzących właśnie z tego schroniska, nadała wydarzeniu dodatkowy rozgłos i wagę.

Wśród protestujących znaleźli się również mieszkańcy Warszawy, którzy osiem lat temu adoptowali z „Happy Dog” suczkę, której historia najlepiej obrazuje skalę problemu. Zwierzę było skrajnie straumatyzowane, a jego długotrwała rekonwalescencja jest dowodem na to, jak wielkie piętno odcisnęły na nim warunki panujące w schronisku. Dopiero trzy lata temu suczka odważyła się sama wskoczyć na łóżko opiekunów, co jest poruszającym przykładem długiej drogi do odzyskania zaufania.

Marian Drewnik prowadzący schronisko twierdził, że "suczce konieczna jest amputacja łapy po rzekomym wypadku".

Czy opowieści o "wypadkach" maskowały zaniedbania?

Fałszywe diagnozy i próby zatajenia prawdziwego stanu zwierząt to kolejny aspekt, który rzuca cień na działalność schroniska. Właściciel twierdził, że adoptowanej suczce konieczna jest amputacja łapy po rzekomym wypadku, co okazało się całkowitą nieprawdą. W rzeczywistości kończyna zrosła się prawidłowo, a pies dziś ma cztery sprawne łapy i funkcjonuje bez żadnych problemów zdrowotnych, co podważa wiarygodność wszelkich wcześniejszych zapewnień.

Taka postawa budzi uzasadnione pytanie: ile innych historii zostało zmanipulowanych, aby ukryć zaniedbania i brak profesjonalizmu? Historia tej suczki stała się symbolicznym aktem oskarżenia, dowodem na to, że za piękną nazwą "Happy Dog" krył się często ból i cierpienie. Społeczna presja i zaangażowanie obrońców zwierząt to często jedyna nadzieja na to, że podobne sytuacje przestaną mieć miejsce.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.