Spis treści
- Z medialnego idola do oskarżonego
- Fatalne spotkanie w hotelu
- Krzyki w słuchawce i interwencja policji
- Wstrząsający obraz miejsca zbrodni
- Co mogło być motywem dramatu?
- Sekcja zwłok ujawnia brutalność zbrodni
- "Brak mi słów" – reakcje środowiska
- "Coś mu się w głowie dzieje niedobrego"
- "Wydawał się pozytywnie zakręcony"
- Co dalej ze śledztwem?
Z medialnego idola do oskarżonego
Patryk Ł., szerzej znany jako „Jagodzianka”, zdobył nietypową popularność w sieci dzięki występom w materiałach filmowych publikowanych na kanałach poświęconych pracy w lombardzie. Jego barwna postać i zamiłowanie do hip-hopu przyciągały widzów TikToka i YouTube'a, czyniąc go internetowym celebrytą. Niejednokrotnie jego zachowanie budziło jednak mieszane uczucia, od sympatii po kpiące komentarze, ale nikt nie przewidział tragicznego obrotu spraw, jaki nastąpił w Wolsztynie.
Wizerunek „Jagodzianki” w mediach społecznościowych był daleki od tego, co miało się ujawnić w realiach kryminalnych. Jego internetowa sława, oparta na zastawianiu płyt i opowieściach o pasji, zderzyła się z przerażającą rzeczywistością. Tragiczne wydarzenia w Wolsztynie, gdzie doszło do zabójstwa, a następnie samobójstwa, rzuciły cień na jego dotychczasowe życie i zszokowały zarówno fanów, jak i znajomych z branży.
Fatalne spotkanie w hotelu
Tragiczny dzień to środa, 1 października 2025 roku, kiedy „Jagodzianka” zjawił się w Wolsztynie, meldując się w hotelu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Celem spotkania była 25-letnia Klaudia, jego partnerka, która od kilku miesięcy była z nim w związku. Dziewczyna postanowiła zakończyć relację i spotkała się z Patrykiem, by odebrać swoje rzeczy. Wielkopolska stała się świadkiem dramatu, którego nikt nie mógł przewidzieć.
Klaudia, być może przeczuwając eskalację napięcia, pojawiła się pod hotelem z przyjaciółkami, które miały czekać w samochodzie. Niestety, ten środek ostrożności nie uchronił jej przed przerażającym finałem. Kiedy jej koleżanki zaczęły się niepokoić długą nieobecnością, próbowały skontaktować się z nią telefonicznie, co doprowadziło do pierwszych niepokojących sygnałów i przeczuć zbliżającej się tragedii.
"- Zaniepokojone tym, że długo jej nie ma, zaczęły do niej dzwonić. Telefon odebrał mężczyzna, którego odwiedziła. One prosiły, by przekazał jej komórkę, ale odmawiał – relacjonował prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu."
Krzyki w słuchawce i interwencja policji
Początkowe tłumaczenia Patryka, że Klaudia się kąpie i że oddzwoni, szybko ustąpiły miejsca narastającej agresji. Kiedy „Jagodzianka” ponownie odebrał telefon od zaniepokojonych przyjaciółek Klaudii, jego krzyk i przekleństwa rozwiały wszelkie wątpliwości: coś strasznego działo się za hotelowymi drzwiami. Zeznania przyjaciółki, Karoliny, wyraźnie wskazują na moment, w którym poczuła, że sytuacja jest krytyczna.
Recepcja hotelu została zaalarmowana, ale zablokowane drzwi i jedynie dzwoniący telefon w pokoju uniemożliwiały szybką reakcję. W obliczu narastającego zagrożenia, na miejsce wezwano policję. Funkcjonariusze, którzy siłą wtargnęli do środka, natknęli się na widok, który na długo pozostanie w ich pamięci, ukazując pełen wymiar rozegrał się tam dramatu.
Wstrząsający obraz miejsca zbrodni
Scena, którą zastali policjanci w pokoju hotelowym, była przerażająca: 25-letnia Klaudia leżała w kałuży krwi, bez jakichkolwiek oznak życia, z licznymi ranami kłutymi i ciętymi. Cały pokój nosił ślady brutalnej walki. Obok niej znajdował się 28-letni Patryk, również z obrażeniami, ale wciąż żywy, z nożem wbitym w głowę. Wolsztyn stał się miejscem niewyobrażalnej tragedii, której skutki odczuwalne były natychmiast.
Patryk Ł. został w trybie pilnym przetransportowany do szpitala, gdzie mimo wysiłków lekarzy, zmarł. Badania wykazały u niego blisko dwa promile alkoholu, co mogło mieć wpływ na jego zachowanie. Śledczy od początku podejrzewali, że zabójca działał z premedytacją, przygotowując się do ataku i nie godząc się z decyzją Klaudii o rozstaniu. Sprawa szybko nabrała medialnego rozgłosu, zwłaszcza ze względu na internetową rozpoznawalność „Jagodzianki”.
Co mogło być motywem dramatu?
Wstępne ustalenia prokuratury wskazywały na zawód miłosny jako prawdopodobny motyw tego strasznego czynu. Prokurator Łukasz Wawrzyniak podkreślał, że niepogodzenie się z chęcią zakończenia związku przez Klaudię mogło popchnąć Patryka do tak desperackiego kroku. Nie był to zresztą pierwszy raz, kiedy dziewczyna próbowała zerwać, ale wcześniej „Jagodzianka” zawsze potrafił ją przekonać do pozostania w relacji.
Tym razem Klaudia była stanowcza, co ostatecznie doprowadziło do eskalacji agresji. Patryk wpadł w szał, chwycił za nóż i brutalnie zamordował kobietę. Po dokonaniu zbrodni, świadomość czynu popchnęła go do kolejnej tragedii – odebrał sobie życie, zadając sobie rany tym samym narzędziem. Śledztwo miało na celu wyjaśnienie wszystkich szczegółowych okoliczności tego podwójnego dramatu.
Sekcja zwłok ujawnia brutalność zbrodni
Szczegółowe oględziny miejsca zdarzenia, w tym wykorzystanie skanera 3D, oraz wyniki sekcji zwłok potwierdziły przerażającą brutalność. Klaudia zginęła w wyniku licznych ran od narzędzia ostrokrawędzistego, zadanych w głowę, szyję, bark i przedramię, prowadząc do wykrwawienia. Patryk zaś zmarł w szpitalu z powodu krwawienia wewnątrzczaszkowego, będącego efektem rany kłutej głowy, oraz ran ciętych szyi i przedramion.
Prokuratura, analizując zebrane dowody, doszła do wniosku, że „Jagodzianka” przyjechał do hotelu już z planem dokonania zbrodni, o czym świadczy fakt, iż przyniósł własny nóż. Charakter i rozległość obrażeń świadczą o ogromnej brutalności czynu, choć nie udało się ustalić, czy przed atakiem próbował jeszcze negocjować z Klaudią, czy od razu rzucił się na nią po przekroczeniu progu pokoju. Ten aspekt nadal pozostaje niewyjaśniony.
"Brak mi słów" – reakcje środowiska
Wydarzenia w Wolsztynie wywołały falę komentarzy w środowisku twórców internetowych, którzy znali „Jagodziankę”. Damian Iwańczuk z popularnego kanału „Pan z Lombardu”, gdzie Patryk często występował, wyraził swoje ogromne zdziwienie i smutek. "Naprawdę niewyobrażalna tragedia. Moje kondolencje dla rodziców tej dziewczyny. A jeżeli chodzi o niego, to brak mi słów" – przekazał swoim obserwatorom, wskazując na skalę szoku.
Wcześniej, bo na kilka miesięcy przed tragedią, „Jagodzianka” przestał pojawiać się na kanale, co było efektem jego niepokojących zachowań. Oskarżył właścicieli lombardu o sprzedaż płyt przeznaczonych na cele charytatywne, co okazało się nieprawdą. „Pan z Lombardu” musiał odpierać te bezpodstawne zarzuty, tłumacząc widzom, że płyty nadal są w magazynie, a Patryk nie miał do nich dostępu.
"Coś mu się w głowie dzieje niedobrego"
Dziesięć miesięcy przed brutalnym morderstwem, „Pan z Lombardu” publicznie mówił o problemach psychicznych Patryka. „Nie chcę go tutaj osądzać ani nic, ale ewidentnie coś się dzieje. Gościu, no nie ma co ukrywać, coś mu tam się w głowie dzieje niedobrego” – wspominał, co skłoniło go do świadomej rezygnacji z publikowania niektórych materiałów z jego udziałem. To pokazuje, że już wcześniej istniały sygnały ostrzegawcze.
Choć wówczas podjęto decyzję o nieujawnianiu wszystkich nagrań z „Jagodzianką”, dziś „Pan z Lombardu” przyznaje, że być może powinny one zostać pokazane. Chciał, aby widzowie zobaczyli, jaką „maskę” Patryk zakładał, wchodząc do lombardu, co mogłoby rzucić nowe światło na jego złożoną osobowość i ukrywane problemy. Być może to byłaby szansa na wcześniejsze dostrzeżenie sygnałów ostrzegawczych.
"Wydawał się pozytywnie zakręcony"
Nawet po tragicznym finale w Wolsztynie, „Jagodzianka” nadal budził zainteresowanie. W listopadzie 2025 roku w sieci krążyło nagranie, na którym klient lombardu pytał o Patryka, wyrażając niedowierzanie: „Nie dość, że zabił dziewczynę, to potem jeszcze odebrał sobie życie.” „Wydawał się taki pozytywnie zakręcony. Nigdy bym nie przypuszczał” – podsumował klient, co oddaje ogólne zaskoczenie jego znajomych i widzów.
Koleżanki Klaudii, w programie „Uwaga! TVN”, również potwierdzały, że Patryk był specyficzny, ale nie postrzegały go jako groźnego. Julita, przyjaciółka ofiary, relacjonowała, że Klaudia na początku była w nim zakochana i szczęśliwa. Para poznała się przez internet i mimo dużej odległości, regularnie się spotykali, zanim ich związek zaczął się rozpadać. To tragiczne zakończenie długiej relacji.
"- Ciężko się mówi, że już nie wróci, że ktoś po prostu zdecydował za nią i odebrał jej życie. Ludzie są w szoku, płaczą razem z nami. Czasami nawet słowa nie są potrzebne. Wystarczy, że się spojrzy na człowieka i od razu widać, że ta osoba wie o tym, współczuje i tę żałobę z nami przeżywa – mówiła Julita w rozmowie z reporterem programu „Uwaga! TVN”. - Była dobrym człowiekiem i po prostu nie zasługiwała na to, co się stało – dodawała inna przyjaciółka ofiary, Ewelina. 25-letnią Klaudię podczas pogrzebu w Wolsztynie pożegnały tłumy osób."
Co dalej ze śledztwem?
Tragiczny koniec Klaudii i Patryka zszokował lokalną społeczność i świat internetu. Klaudia, młoda kobieta pracująca w lokalnym sklepie, wspominana jest jako spontaniczna, zawsze uśmiechnięta i chętna do pomocy. Jej pogrzeb w Wolsztynie zgromadził tłumy, co świadczy o głębokiej stracie i szacunku, jakim cieszyła się wśród bliskich i znajomych. Jej życie zostało brutalnie przerwane.
W czasie, gdy przygotowywano materiały do programu „Pokój Zbrodni”, prokuratura nadal prowadziła postępowanie mające na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności zdarzenia. Jednakże, z uwagi na śmierć zarówno ofiary, jak i sprawcy, śledztwo najprawdopodobniej zostanie wkrótce umorzone, formalnie zamykając sprawę, która wciąż budzi wiele pytań i niedowierzania. Takie zakończenie jest typowe w przypadku samobójstwa sprawcy.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.