Spis treści
Nadmorska gmina bez wsparcia
Od miesięcy w Ustce narasta dramatyczne wołanie o pomoc, lecz system ratownictwa medycznego wciąż zdaje się pozostawać głuchy na te apele. Mieszkańcy i lokalne władze zgodnie podkreślają, że jedna karetka pogotowia na całe miasto, zwłaszcza poza gorącym sezonem letnim, to jawna kpina z bezpieczeństwa publicznego. Ta kuriozalna sytuacja, gdzie dodatkowy ambulans pojawia się jedynie na trzy letnie miesiące, z każdym dniem niesie ze sobą coraz poważniejsze konsekwencje, które w grudniu ubiegłego roku przybrały najbardziej tragiczny z możliwych finałów.
Tragedia, która rozegrała się w grudniu 2025 roku, jest niestety najlepszym przykładem systemowej zapaści i boleśnie uświadamia, jak brak odpowiedniego zabezpieczenia medycznego może kosztować życie. Jedna z osób zmarła, nie doczekawszy się na przyjazd ambulansu, co powinno być dzwonkiem alarmowym dla wszystkich odpowiedzialnych za służbę zdrowia. To nie jest już kwestia komfortu, ale fundamentalnego prawa do szybkiej i skutecznej pomocy medycznej, którego Ustka jest pozbawiona przez większość roku.
Strażacy w roli ratowników. Czy to wystarczy?
W obliczu niewydolności systemu, coraz częściej to strażacy muszą przejmować rolę pierwszych ratowników, niosąc pomoc tam, gdzie profesjonalne pogotowie dociera z opóźnieniem lub wcale. Przypadek z 3 lutego, kiedy to na ulicy Wczasowej mężczyzna pośliznął się na gołoledzi i potrzebował pilnej interwencji, jest symbolicznym obrazem tej patologicznej sytuacji. Ze zdjęć, jakie trafiły do redakcji „Dziennika Bałtyckiego”, wynikało, że nawet służby ratunkowe miały problem z dotarciem do poszkodowanego przez oblodzone chodniki, co tylko potęgowało dramat.
Kwalifikowana pierwsza pomoc przedmedyczna, udzielana przez strażaków, jest oczywiście nieoceniona, ale stanowi jedynie tymczasowe rozwiązanie, a nie realne wsparcie systemowe. Choć są doskonale wyszkoleni w zakresie ratowania życia, nie posiadają specjalistycznego sprzętu medycznego ani leków, niezbędnych w wielu nagłych przypadkach. To zmusza ich do pracy w warunkach, które często przekraczają ich kompetencje, co jest zarówno obciążające dla samych strażaków, jak i niebezpieczne dla pacjentów.
"Strażacy potrafią udzielić pierwszej pomocy, ale nie mają specjalistycznego sprzętu ani leków, które znajdują się na wyposażeniu karetek - zaznaczała rzeczniczka prasowa Urzędu Miejskiego w Ustce, Kinga Siwiec w rozmowie z portalem."
Urzędnicza machina czy obietnice bez pokrycia?
Walka o dodatkową karetkę w Ustce to nie nowy temat; to wręcz powracający jak bumerang problem, który od lat spędza sen z powiek mieszkańcom i lokalnym władzom. Specjalny zespół ds. służby zdrowia, działający przy burmistrzu, złożony z lekarzy i pielęgniarek, jednoznacznie wskazuje na potrzebę dodatkowego ambulansu. Samorząd wielokrotnie zasypywał urząd wojewódzki wnioskami, a dyrekcja pogotowia w Słupsku deklaruje ponowienie swoich wysiłków, lecz przez długi czas te apele trafiały w próżnię.
W praktyce problem narasta, a liczba wezwań rośnie w zastraszającym tempie, prowadząc do drastycznego wydłużania się czasu oczekiwania na pomoc. Lista interwencji, gdzie strażacy musieli działać zanim dotarła karetka, jest długa i przerażająca: od kobiety chorej na epilepsję na początku 2025 roku, przez nastolatkę z napadem drgawek na promenadzie, aż po sytuacje, gdzie strażacy pierwsi znajdowali zwłoki mężczyzny. To jasno pokazuje, że obecny stan rzeczy jest nie do utrzymania.
Nowe granice, stare problemy. Co dalej z ratownictwem w Ustce?
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że w styczniu 2026 roku granice Ustki zostały powiększone o część Przewłoki. To nie tylko wzrost liczby mieszkańców, ale i dodatkowe obciążenie dla już i tak przeciążonych służb ratunkowych. W kontekście braku podstawowego zabezpieczenia medycznego, takie decyzje terytorialne muszą budzić poważne pytania o adekwatność zasobów i realne możliwości zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim obywatelom powiększonej gminy.
Nareszcie jednak pojawia się promyk nadziei. Wojewoda pomorska, najwyraźniej świadoma powagi sytuacji, planuje wpisać dodatkowy zespół ratownictwa medycznego do Wojewódzkiego Planu Działania PRM. To efekt wielokrotnych, często desperackich wniosków samorządu, który od dawna alarmował, że jedna karetka to za mało. Czy jednak biurokratyczna machina pozwoli na szybką implementację tego kluczowego wsparcia, czy też Ustka będzie musiała czekać w nieskończoność na zmianę, która już dziś wydaje się być absolutnie niezbędna?
Decyzje na szczeblu ministerialnym. Kiedy realna pomoc?
Zanim nowa karetka faktycznie wyjedzie na ulice Ustki, aby nieść ratunek potrzebującym, projekt musi przejść skomplikowaną procedurę opiniowania. Obejmuje to między innymi zatwierdzenie przez Narodowy Fundusz Zdrowia, co często bywa długotrwałym procesem. Dopiero po pozytywnym zaopiniowaniu przez wszystkie wymagane instytucje, ostateczna decyzja o przyznaniu karetki zapadnie na najwyższym szczeblu – w Ministerstwie Zdrowia.
Pozostaje pytanie, jak długo mieszkańcy Ustki będą musieli czekać na to kluczowe wsparcie. Czy pilność sytuacji i tragiczne wydarzenia przyspieszą proces decyzyjny, czy też biurokracja po raz kolejny okaże się silniejsza niż ludzkie życie? Czas pokaże, czy obietnice zamienią się w realne działania, które zapewnią bezpieczeństwo i spokój mieszkańcom tego nadmorskiego kurortu przez cały rok.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.