Spis treści
- Piekło Kamilka Gdzie zaczęła się tragedia?
- Oprawca Kim był Dawid B.?
- Szokujące zarzuty wobec ojczyma
- Feralny dzień Kto widział cierpienie Kamilka?
- Matka Kamilka też jest winna?
- Interwencja biologicznego ojca Kto uratował Kamilka?
- System zawiódł Czy można było zapobiec tragedii?
- Proces oprawców Kiedy poznamy wyrok?
Piekło Kamilka Gdzie zaczęła się tragedia?
Historia Kamilka z Częstochowy to opowieść, która w 2023 roku wstrząsnęła całą Polską, stając się bolesnym symbolem systemowych zaniedbań. Chłopiec, który przyszedł na świat w lutym 2015 roku, przez lata był katowany i poniżany przez swojego ojczyma, Dawida B., oraz biologiczną matkę, Magdalenę B. Jego gehenna rozpoczęła się znacznie wcześniej niż myśleliśmy, bo już w listopadzie 2020 roku, gdy miał zaledwie pięć lat. Pierwsze akty przemocy, odnotowane przez prokuraturę, miały miejsce w Olkuszu, a następnie w Częstochowie, gdzie rozgrywały się najbardziej dramatyczne sceny w ciasnym mieszkaniu przy ulicy Kosynierskiej.
W tym niewielkim lokalu, gdzie gnieździło się kilkanaście osób, nikt nie zareagował na cierpienie dziecka. Milczenie sąsiadów, bierność nauczycieli, opieszałość pomocy społecznej i służb – wszystko to złożyło się na tragiczny finał, który nastąpił po 35 dniach heroicznej walki o życie chłopca w szpitalu. Śmierć Kamilka doprowadziła do zapoczątkowania szeregu zmian prawnych w kraju, mających na celu przeciwdziałanie przemocy wobec najmłodszych, ale czy to wystarczy, by przerwać krąg cierpienia? Ta historia wciąż budzi oburzenie i skłania do refleksji nad naszą zbiorową odpowiedzialnością.
Oprawca Kim był Dawid B.?
Dawid B., ojczym Kamilka, okazał się bestią w ludzkiej skórze, a jego okrucieństwo zdawało się nie mieć granic, o czym świadczy m.in. premierowa książka „Dzieci odchodzą w ciszy. Sprawa Kamilka z Częstochowy”, opublikowana we wrześniu 2025 roku. Mężczyzna zwracał uwagę na najdrobniejsze zachowania chłopca, które mu się nie podobały, a nawet drobne dziecięce wpadki, takie jak „popuszczenie w majtki” czy przypadkowe zrzucenie telefonu, doprowadzały go do wściekłości. Stopniowo eskalował przemoc, przechodząc od wulgaryzmów i wyzwisk do brutalnych czynów, które zamieniły życie dzieci w koszmar.
Prokuratura zgromadziła przerażającą dokumentację, z której wynika, że Dawid B. w okresie od listopada 2020 do kwietnia 2023 roku stosował wobec Kamilka i jego młodszego brata, Fabiana, fizyczną i psychiczną przemoc. Bił ich gołymi dłońmi i różnymi przedmiotami, a ich ciała stały się ludzkimi popielniczkami – bez skrupułów gasił na nich papierosy, powodując liczne rany i poparzenia. Kamilek miał również złamane kości przedramion i podudzia, co świadczy o skali tortur, jakim był poddawany.
Szokujące zarzuty wobec ojczyma
Lista zarzutów prokuratury wobec Dawida B. jest długa i przerażająca, ujawniając prawdziwe potwory w sercu rodziny, której miał być podporą. Okazało się, że mężczyzna znęcał się nie tylko nad Kamilkiem i Fabianem, ale również nad własnym, jeszcze młodszym synem, Mateuszem B. Niemowlę było potrząsane, szarpane i rzucane na łóżko, co prowadziło do licznych obrażeń. Prokurator Mariusz Marciniak z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku wylicza, że Dawid B. znieważał także pasierbów – Damiana J., Dominika J. i Julię J. – grożąc im i stosując wobec nich przemoc.
Co więcej, w toku śledztwa ujawniono, że Dawid B. dopuścił się molestowania seksualnego kilkuletniej pokrzywdzonej w latach 2020–2022, wielokrotnie doprowadzając ją do „innej czynności seksualnej”. Te wstrząsające szczegóły, ze względu na dobro dziecka, nie zostały w pełni ujawnione, jednak sam fakt istnienia takich zarzutów wskazuje na niewyobrażalne okrucieństwo oprawcy. Część z tych bestialskich czynów miała miejsce w warunkach recydywy, bowiem Dawid B. był już wcześniej karany i odbył karę pozbawienia wolności za „przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu” w 2017 roku.
Feralny dzień Kto widział cierpienie Kamilka?
29 marca 2023 roku stał się dniem, w którym Kamilek doznał najpoważniejszych obrażeń, które ostatecznie doprowadziły do jego śmierci. Tego dnia chłopiec, zaledwie miesiąc po swoich ósmych urodzinach, został pobity, rzucony na rozżarzony piec węglowy, a następnie polany gorącą wodą pod prysznicem. Jego przeraźliwy krzyk, który mógłby rozedrzeć kamienicę na pół, nie zdołał zaalarmować sąsiadów ani wzbudzić współczucia u pozostałych domowników.
Przez kolejne pięć dni nikt nie wezwał pomocy medycznej, ani nie udzielił chłopcu profesjonalnej pomocy. Matka, Magdalena B., jedynie nieudolnie próbowała smarować jego głębokie rany maścią. Nieleczone poparzenia, pękające i pogłębiające się, doprowadziły do zakażenia niemal każdej rany, a 25 procent ciała Kamilka pokrywały piekące blizny. Siedział skulony w kącie, bez sił do płaczu, a jego cierpienie było ignorowane przez wszystkich dorosłych, którzy przebywali w tym samym mieszkaniu.
– Zaniechała działania i nie podejmowała żadnych reakcji chroniących synów, a także tolerowała, nie reagowała i nie przeciwdziałała w adekwatny i skuteczny sposób nasilającemu się sadystycznemu zachowaniu Dawida B., co w konsekwencji doprowadziło do spowodowania przez niego licznych ciężkich obrażeń ciała dziecka – przekazuje prokurator Mariusz Marciniak.
Matka Kamilka też jest winna?
Zarzuty prokuratury objęły nie tylko Dawida B., ale także matkę Kamilka, Magdalenę B., która miała pomagać mężowi w znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem nad synami, Fabianem i Kamilem. Jej bierność i brak reakcji, tolerowanie sadystycznych zachowań Dawida B., zostały uznane za „pomoc w zabójstwie Kamilka”. Kobieta również miała psychicznie i fizycznie znęcać się nad dziećmi, krzycząc, wyzywając, utrzymując je w niehigienicznych warunkach oraz grożąc porzuceniem.
Magdalena B. stosowała przemoc fizyczną, bijąc dzieci po całym ciele, również przy użyciu różnych przedmiotów. Zarzuty usłyszeli także pozostali dorośli lokatorzy mieszkania: Wojciech J., Aneta J. i Artur J., którzy nie udzielili pomocy chłopcu w kluczowym okresie od 29 marca do 3 kwietnia 2023 roku, kiedy to Dawid B. rzucił Kamilkiem na rozgrzany piec. Ta znieczulica i bezczynność całej dorosłej części rodziny są wstrząsające i pokazują, jak głęboko zakorzeniona była patologia w tym środowisku.
Interwencja biologicznego ojca Kto uratował Kamilka?
Datą graniczną w tej tragicznej historii stał się 3 kwietnia 2023 roku, kiedy do mieszkania przyszedł biologiczny ojciec Kamilka, Artur Topól. Widok, który zastał, musiał być przerażający. 8-letnie dziecko leżało skulone na łóżku, zwijając się z bólu, wołając o pomoc, z ubraniem przyklejonym do poparzonych ran. Pan Artur wspominał później, że chłopiec wyglądał tak, jakby „oblali go jakimś kwasem”, a w mieszkaniu unosił się stęchły zapach moczu pomieszanego z ropą.
Biologiczny ojciec, widząc stan syna, natychmiast zadzwonił pod numer alarmowy 112 i wyniósł Kamilka na rękach na zewnątrz. Służby zareagowały błyskawicznie, na miejsce przybyła karetka i helikopter LPR. Zanim chłopiec trafił do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, resztkami sił zdołał opowiedzieć tacie o tym, co go spotkało. Artur Topól gorzko wyznał, że wcześniej nie docierały do niego sygnały o tak drastycznym cierpieniu syna, a matka Kamilka celowo ukrywała prawdę.
– Był cały poparzony, wyglądał tak, jakby oblali go jakimś kwasem – wspomina pan Artur, nie mogąc powstrzymać łez.
System zawiódł Czy można było zapobiec tragedii?
Pytanie, które od początku nurtuje społeczeństwo, brzmi: dlaczego nikt nie zareagował wcześniej? Odpowiedzialność zdaje się rozmywać na wielu płaszczyznach – sąsiedzi twierdzili, że nic nie widzieli ani nie słyszeli, urzędnicy z pomocy społecznej niczego niepokojącego nie dostrzegli, a nauczyciele deklarowali, że mieli „związane ręce”. Kamilek, uczeń szkoły specjalnej, placówki szczególnie wyczulonej na tego typu przypadki, również nie otrzymał należytej ochrony, a jego wielokrotne ucieczki z domu kończyły się powrotem w ręce oprawców.
Policjanci, zgodnie z ówczesnymi przepisami, oddawali chłopca matce, będącej jego prawną opiekunką, a pytania o przemoc, ze względu na strach i problemy z mową, pozostawały bez odpowiedzi. Wnioski do sądu o ograniczenie władzy rodzicielskiej były odrzucane, ponieważ wskazywano jedynie na „trudne warunki mieszkaniowe”, a nie na przemoc. Urzędnicy i instytucje, mimo umorzenia postępowania w sprawie niedopełnienia obowiązków, budzą wątpliwości, czy naprawdę zrobiono wszystko, co możliwe. Kamilek stał się ofiarą bezduszności systemu, rutyny i braku indywidualnego podejścia, co skłoniło do powstania tzw. Ustawy Kamilka.
– Widziałem mnóstwo oparzeń, również znacznie gorsze, ale rzadko kiedy pacjenci trafiają do nas z tak zaniedbanymi, nieleczonymi przez tygodnie ranami – wspominał w rozmowie ze mną doktor Andrzej Bulandra, koordynator Centrum Urazowego dla Dzieci w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.
Proces oprawców Kiedy poznamy wyrok?
Po ponad dwóch latach od śmierci Kamilka, 30 czerwca 2025 roku, ruszył wreszcie proces sądowy przed Sądem Okręgowym w Częstochowie, mający na celu ukaranie jego oprawców. Oskarżeni są matka i ojczym chłopca, Magdalena i Dawid B., a także ich krewni, którzy byli świadkami cierpienia dziecka i nie udzielili mu pomocy. Proces toczy się z wyłączeniem jawności, co ma na celu ochronę dobra rodzeństwa Kamilka i zapobieżenie ewentualnym samosądom, jednak utrudnia publiczne śledzenie sprawy.
Dawidowi i Magdalenie B. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności, natomiast pozostałym bliskim Kamilka, którzy nie reagowali na jego cierpienie, grozi do trzech lat więzienia. Wyrok w tej wstrząsającej sprawie może zapaść dopiero za wiele miesięcy. Co więcej, w styczniu 2026 roku Sąd Rejonowy w Kielcach nakazał prokuraturze ponowne zbadanie odpowiedzialności instytucji i urzędów w sprawie śmierci Kamilka, po wcześniejszym umorzeniu postępowania, co otwiera szansę na rozliczenie systemowych zaniedbań.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.