Katastrofa budowlana w Mławie. Czy prosta czynność stała się śmiertelną pułapką?

2026-03-25 11:48

Wstrząsająca katastrofa budowlana w Mławie pochłonęła życie dwóch braci, którzy zginęli pod gruzami zawalonego budynku podczas montażu kamer. Śledztwo w sprawie tragedii w Mławie rzuca szokujące światło na możliwe przyczyny, a jedna z hipotez biegłego mówi o nawierceniu otworów w ścianie. Ta wersja wydarzeń budzi jednak ogromne kontrowersje wśród bliskich, właściciela firmy i niezależnych ekspertów, którzy kwestionują taki scenariusz. Sprawa pozostaje otwarta, a kolejne dowody mogą zmienić bieg śledztwa.

Kadr prezentuje ciemne, minimalistyczne wnętrze, gdzie dominują odcienie granatu i szarości. Po lewej stronie widoczna jest betonowa ściana z subtelnymi nierównościami i zaciekami, a jej powierzchnia jest częściowo rozświetlona smugą światła biegnącą wzdłuż pionowego filara. Prawa część zdjęcia otwiera się na dużą, pustą przestrzeń z ciemnym, prawdopodobnie mokrym podłożem, które odbija światło, tworząc refleksy. W głębi, na czarnej ścianie, znajduje się prostokątne, jaskrawo białe okno, z którego do wnętrza wpadają pojedyncze, pionowe krople, przypominające deszcz.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Kadr prezentuje ciemne, minimalistyczne wnętrze, gdzie dominują odcienie granatu i szarości. Po lewej stronie widoczna jest betonowa ściana z subtelnymi nierównościami i zaciekami, a jej powierzchnia jest częściowo rozświetlona smugą światła biegnącą wzdłuż pionowego filara. Prawa część zdjęcia otwiera się na dużą, pustą przestrzeń z ciemnym, prawdopodobnie mokrym podłożem, które odbija światło, tworząc refleksy. W głębi, na czarnej ścianie, znajduje się prostokątne, jaskrawo białe okno, z którego do wnętrza wpadają pojedyncze, pionowe krople, przypominające deszcz.

Dramat w Mławie. Dwa życia stracone

20 listopada 2024 roku Mława stała się sceną niewyobrażalnej tragedii, która wstrząsnęła lokalną społecznością. Na terenie dawnej bazy PKS przy ul. Grota-Roweckiego doszło do katastrofy budowlanej, która brutalnie przerwała życie dwóch młodych mężczyzn. Bracia, 29-letni Bartek i 30-letni Mateusz, pracownicy firmy montażowej, zostali przygnieceni przez walącą się konstrukcję w trakcie instalacji kamer i systemu monitoringu. Osierocili kilkuletnie dzieci, pozostawiając za sobą niewyobrażalny ból i pytania bez odpowiedzi.

Śmierć Bartka i Mateusza to kolejna ponura lekcja o kruchości ludzkiego życia i potencjalnych zagrożeniach czyhających w pozornie bezpiecznych miejscach pracy. Właściciel firmy, pan Radosław, cudem uniknął śmierci, choć sam odniósł obrażenia. To właśnie jemu prokuratura postawiła zarzuty nieumyślnego spowodowania katastrofy, za co grozi mu do 8 lat więzienia. Ta sytuacja budzi poważne pytania o odpowiedzialność i procedury bezpieczeństwa w obliczu tak tragicznego zdarzenia.

- Podmuch spadającego dachu wypchnął nas na zewnątrz. Mieliśmy dużo szczęścia, skończyło się na potłuczeniach od gruzu - relacjonuje w TVN UWAGA! właściciel firmy, pan Radosław. - Słyszałem krzyk: „tu jesteśmy!”. Próbowałem podnieść jeden z legarów, żeby uwolnić Bartka, ale był za ciężki - dodaje.

Wiercić czy nie wiercić, oto jest pytanie

Najbardziej szokującym elementem w toczącym się śledztwie jest hipoteza wysunięta przez biegłego powołanego przez prokuraturę. Według niej, przyczyną zawalenia się wielotonowej konstrukcji mogło być nawiercenie zaledwie kilku otworów w ścianie. Ta teza, choć z pozoru prozaiczna, rzuca zupełnie nowe światło na całe zdarzenie, sugerując, że drobna czynność mogła mieć katastrofalne skutki. Nie jest to jednak wersja, z którą zgadzają się wszyscy, a wręcz budzi ona otwarty sprzeciw.

Właściciel firmy montażowej, bliscy ofiar oraz eksperci zaproszeni do programu TVN Uwaga! otwarcie kwestionują wiarygodność tej teorii. Pan Radosław, który osobiście nadzorował prace i wykonywał odwierty wiertarką udarową akumulatorową, z niedowierzaniem reaguje na takie sugestie. Uważa, że to niemożliwe, aby tak niewielkie uszkodzenia mogły naruszyć całą konstrukcję, zwłaszcza gdy mowa o standardowych kołkach i śrubach montażowych.

- To niemożliwe, żeby kilka otworów naruszyło wielotonową konstrukcję - podkreśla.

Biegły kontra zdrowy rozsądek?

Sceptycyzm wobec tezy o „śmiercionośnej wiertarce” jest wyraźny. Wdowa po Mateuszu nie ukrywa swojego zdziwienia, mówiąc wprost, że trudno jej uwierzyć w taką przyczynę tragedii. Jej słowa, choć pełne bólu, oddają poczucie wielu, że prokuratorska wersja wydaje się zbyt uproszczona i nieadekwatna do skali zniszczeń. To rodzi pytania o ewentualne inne, głębsze przyczyny katastrofy budowlanej, które mogły zostać przeoczone lub niedostatecznie zbadane.

Eksperci z dziedziny budownictwa, mgr inż. Mariola Berdysz i mgr inż. Karol Wojciechowski, również podzielają te wątpliwości. Zwracają uwagę na fakt, że przewiercenie prętów zbrojeniowych ręczną wiertarką jest niezwykle trudne ze względu na wysoką wytrzymałość stali użytej w dźwigarach dachowych. Dodatkowo podkreślają, że uszkodzenie pojedynczych elementów zbrojenia nie powinno prowadzić do zawalenia całej konstrukcji, jeśli spełniała ona normy bezpieczeństwa. Na analizowanych zdjęciach nie widać też śladów przerwania stali, co dodatkowo osłabia tezę o bezpośrednim wpływie wiercenia.

- Nie wierzę, że zwykły kołek mógł doprowadzić do takiej tragedii - mówi dziennikarzom.

Co z kontrolami bezpieczeństwa obiektu?

W tle tej tragicznej historii pojawia się kolejna kwestia, która może mieć kluczowe znaczenie dla śledztwa: stan techniczny budynku. Właściciel obiektu, zapytany o regularne kontrole bezpieczeństwa technicznego, nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć. Brak jasnych informacji na ten temat budzi uzasadnione obawy o to, czy budynek był odpowiednio utrzymywany i czy spełniał wszelkie wymagane normy. W kontekście zawalenia się konstrukcji, zaniedbania w tym zakresie mogłyby być znacznie poważniejszą przyczyną niż kilka otworów.

Co więcej, kilka miesięcy przed katastrofą właściciel zdecydował się na rozbiórkę części obiektu. Fragment rozebrany i ten, który później uległ zawaleniu, były połączone wspólną ścianą. Mężczyzna nie był w stanie jednoznacznie potwierdzić, czy posiadał niezbędne pozwolenia na taką rozbiórkę. Fakt, że zaprzeczył, aby był przesłuchiwany w tej sprawie przez prokuraturę, tylko pogłębia zagadkę i wzmaga wrażenie niedomówień wokół całej sprawy.

Niejasności i trwające śledztwo

Prokurator Bartosz Maliszewski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku, potwierdził, że śledztwo w sprawie katastrofy budowlanej w Mławie jest w toku i wciąż trwa. Podkreślił również, że kwestia wcześniejszej rozbiórki części budynku jest przedmiotem szczegółowego badania. To wskazuje, że organy ścigania nie zamykają się na jedną wersję wydarzeń i biorą pod uwagę szereg czynników, które mogły doprowadzić do tragedii. Jest to niezwykle istotne, aby wszystkie aspekty, zarówno te oczywiste, jak i ukryte, zostały dokładnie przeanalizowane.

Rzecznik prokuratury dodał, że materiały dowodowe zebrane dotychczas mogą być jeszcze uzupełnione o inne dowody. Oznacza to, że sprawa jest dynamiczna, a nowe fakty mogą znacząco wpłynąć na ostateczne ustalenia i postawione zarzuty. Pozostaje mieć nadzieję, że rzetelne śledztwo wyjaśni wszystkie wątpliwości i przyniesie sprawiedliwość rodzinom zmarłych braci, dając jasną odpowiedź na pytanie, co naprawdę doprowadziło do tej przerażającej katastrofy w Mławie.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.