Spis treści
Tragiczny finał podniebnej podróży
W sobotę, 29 listopada 2025 roku, całą Polskę obiegła wstrząsająca wiadomość o katastrofie śmigłowca pod Rzeszowem, która wydarzyła się w okolicach niewielkiej miejscowości Cierpisz. Ten tragiczny wypadek kosztował życie dwóch lokalnych przedsiębiorców, braci Mariusza i Krzysztofa S., właścicieli dobrze prosperującej firmy SupFol, co natychmiast wywołało falę żałoby i niedowierzania na Podkarpaciu. Maszyna rozbiła się w wyjątkowo trudnym, leśnym terenie, a rozmiar zniszczeń i dramatyczne okoliczności zdarzenia szybko zwróciły uwagę organów ścigania.
Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie niezwłocznie podjęła działania, wszczynając śledztwo w poniedziałek, 1 grudnia 2025 roku, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności tej makabrycznej tragedii. Wstępne ustalenia, choć nadal niepełne, już teraz wskazują na jeden z kluczowych czynników, który mógł przesądzić o losie helikoptera i jego pasażerów: ekstremalnie trudne warunki atmosferyczne panujące tego feralnego popołudnia. Czy jednak to wystarczy, by w pełni wytłumaczyć tak nagłe i brutalne przerwanie lotu?
Czy pogoda była jedynym problemem?
Robinson R44, maszyna należąca do ofiar, wyruszył z Krosna, mając zaplanowane międzylądowanie w Zagorzycach, by następnie kontynuować trasę w kierunku Przeworska. Wszystko wydawało się przebiegać zgodnie z planem, dopóki helikopter nie znalazł się na wysokości miejscowości Malawa, gdzie nastąpiła nagła i niewyjaśniona zmiana kursu. Ta tajemnicza modyfikacja trajektorii lotu stała się punktem zwrotnym, rozpoczynającym sekwencję wydarzeń prowadzącą do tragedii.
Zamiast bezpiecznie dotrzeć do celu, maszyna zaczęła zataczać lekki łuk w kierunku północnym, jednocześnie gwałtownie tracąc wysokość, co musiało zwiastować zbliżający się dramat. Piloci, którzy wcześniej bez problemu pokonywali podobne trasy, tym razem nie byli w stanie opanować maszyny, która z minuty na minutę zbliżała się do ziemi. Scenariusz, który rozegrał się w gęstej mgle, stawia wiele pytań o przebieg ostatnich chwil lotu.
"gęsta mgła ograniczała widzialności do kilkunastu metrów" - wskazała Katarzyna Drupka, zastępca Prokuratora Okręgowego.
Ostatnie chwile lotu Robinson R44
Obrazy, jakie zastały służby ratunkowe po dotarciu na miejsce katastrofy, malują ponury obraz zniszczenia i bezsilności. Helikopter, po zboczeniu z kursu i obniżaniu lotu, około godziny 15:35 uderzył w korony drzew, a następnie z hukiem rozbił się w lesie. Informacje o zdarzeniu dotarły do służb ratunkowych z opóźnieniem, dopiero kwadrans później, co mogło mieć kluczowe znaczenie dla ewentualnej akcji ratunkowej, choć w tych okolicznościach szanse na przeżycie były minimalne.
Pierwsze zastępy Straży Pożarnej przybyły na miejsce o 16:07, jednak ze względu na brak możliwości dojazdu, strażacy musieli przedzierać się pieszo przez trudny teren, niosąc ręczne gaśnice. To, co zastali, nie pozostawiało złudzeń: palący się wrak helikoptera oraz ciała dwóch mężczyzn, potwierdzające najgorsze obawy. Dramat rozegrał się błyskawicznie, pozostawiając po sobie jedynie pogorzelisko i wiele pytań.
"Na wysokości miejscowości Malawa helikopter niespodziewanie zboczył z kursu w kierunku północnym i lecąc lekkim łukiem, tracąc wysokość zaczął zahaczać o czubki drzew, a następnie obniżając ciągle lot, około godziny 15.35 rozbił się w lesie. O zdarzeniu służby ratunkowe zostały poinformowane o godzinie 15:50. Na miejsce pierwsze zastępy Straży Pożarnej przybyły o godzinie 16:07. Z uwagi na brak możliwości dojazdu, strażacy z ręcznymi gaśnicami udali się na miejsce wypadku, gdzie zastali palący się wrak helikoptera oraz ciała dwóch mężczyzn" - przekazała prokuratura.
Kim były ofiary katastrofy śmigłowca?
Ofiarami tragicznej katastrofy okazali się dwaj mieszkańcy powiatu przeworskiego, bracia Mariusz S., mający 41 lat, oraz 44-letni Krzysztof S. Ich śmierć na miejscu zdarzenia natychmiast pogrążyła w żałobie lokalną społeczność, a zwłaszcza rodziny i współpracowników, którzy znali ich jako prężnych przedsiębiorców i właścicieli firmy SupFol. Ciała mężczyzn zostały zabezpieczone do sekcji zwłok, którą zaplanowano na wtorek, 2 grudnia, w celu dokładnego ustalenia przyczyn zgonu i potwierdzenia tożsamości.
W niedzielę, 30 listopada 2025 roku, w godzinach porannych, pod nadzorem prokuratora, rozpoczęły się intensywne oględziny miejsca zdarzenia, w których brali udział członkowie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. To standardowa procedura mająca na celu zgromadzenie jak największej ilości dowodów, które pomogą odtworzyć przebieg wydarzeń i odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie doprowadziło do tej katastrofy lotniczej. Każdy najmniejszy fragment wraku, każdy ślad w terenie, może okazać się kluczowy w śledztwie.
"Równolegle funkcjonariusze policji wykonywali czynności w postaci przesłuchań świadków, zabezpieczenia niezbędnej dokumentacji związanej z helikopterem, pilotem i przebiegiem lotu. Wszystkie ujawnione na podłożu elementy helikoptera wraz z ich umiejscowieniem w terenie zostały odwzorowane w protokołach oględzin oraz przeniesione na wyznaczone miejsce. Pobrane zostały także próbki paliwa i oleju z wraku. Spalony wrak helikoptera został zabezpieczony do ewentualnych dalszych badań" - informuje Katarzyna Drupka, zastępca Prokuratora Okręgowego.
Wrak i dokumentacja – co ujawni śledztwo?
Oprócz szczegółowych oględzin miejsca katastrofy, śledczy zabezpieczyli również dokumentację związaną z helikopterem, jego pilotami oraz przebiegiem feralnego lotu. Ku zaskoczeniu, wśród znalezionych dokumentów znalazły się potwierdzenia pozytywnego przeglądu technicznego, który śmigłowiec przeszedł zaledwie dzień przed tragedią w specjalistycznej firmie. Fakt ten stawia w nowym świetle wszelkie spekulacje dotyczące ewentualnych usterek technicznych i sugeruje, że przyczyny wypadku mogły leżeć gdzie indziej.
Mimo intensywnych działań i zabezpieczenia licznych dowodów, prokuratura przyznaje, że dotychczasowe czynności nie pozwoliły na jednoznaczne ustalenie przyczyny katastrofy. Wciąż jednym z głównych czynników branych pod uwagę są wspomniane wcześniej wyjątkowo trudne warunki atmosferyczne. Pytanie, czy to tylko mgła, czy też inne, bardziej złożone czynniki, w tym ludzki błąd lub nagła, niewykryta awaria, doprowadziły do śmierci braci S., pozostaje otwarte i wymaga dalszych, pogłębionych analiz.
"Przeprowadzone dotychczas czynności nie pozwoliły na ustalenie przyczyny zdarzenia. Jednym z czynników branych pod uwagę były wyjątkowo trudne warunki atmosferyczne" - podaje prokuratura.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.