Katastrofa w Katowicach. Jak miłość do Małysza ocaliła panu Zygmuntowi życie?

W styczniu 2006 roku doszło do jednej z największych katastrof budowlanych w Polsce, na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich. Zygmunt Maśnica, jeden z ocalałych, zawdzięcza swoje życie nieoczekiwanej decyzji. Opuścił halę tuż przed zawaleniem, by w telewizji obejrzeć konkurs skoków narciarskich z udziałem Adama Małysza. Ta z pozoru błaha decyzja uchroniła go przed tragicznym losem.

Scena przedstawia wnętrze ciemnego, opuszczonego budynku lub magazynu, gdzie snop jasnego światła słonecznego wpada przez otwór u góry, oświetlając fragment podłogi. W lewej części obrazu widoczne jest prostokątne, rozmyte okno lub otwór, emitujące delikatne, jasne światło, podczas gdy po prawej stronie znajdują się liczne pionowe linie, które mogą być filarami lub ramami okiennymi, również rozświetlonymi. Całość utrzymana jest w chłodnych, ciemnych odcieniach szarości i błękitu, z wyraźnym kontrastem między oświetlonymi i zacienionymi obszarami. Podłoga w miejscu padania światła jest jasnoszara, a w pozostałych fragmentach ciemna, ukazując teksturę.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Scena przedstawia wnętrze ciemnego, opuszczonego budynku lub magazynu, gdzie snop jasnego światła słonecznego wpada przez otwór u góry, oświetlając fragment podłogi. W lewej części obrazu widoczne jest prostokątne, rozmyte okno lub otwór, emitujące delikatne, jasne światło, podczas gdy po prawej stronie znajdują się liczne pionowe linie, które mogą być filarami lub ramami okiennymi, również rozświetlonymi. Całość utrzymana jest w chłodnych, ciemnych odcieniach szarości i błękitu, z wyraźnym kontrastem między oświetlonymi i zacienionymi obszarami. Podłoga w miejscu padania światła jest jasnoszara, a w pozostałych fragmentach ciemna, ukazując teksturę.

Decyzja, która ocaliła życie

Zygmunt Maśnica, uczestnik targów gołębi pocztowych w Katowicach, przebywał w hotelu sąsiadującym z halą wystawienniczą. Sobota 28 stycznia 2006 roku miała być kolejnym dniem jego pobytu na wydarzeniu. Mężczyzna podjął decyzję o wcześniejszym opuszczeniu hali, aby zgodnie z planem wieczornym obejrzeć konkurs skoków narciarskich z udziałem Adama Małysza. Umówił się na wspólne kibicowanie z kolegą, co stało się kluczowe dla jego bezpieczeństwa.

Maśnica relacjonował, że bez tej sportowej pasji z pewnością zostałby na targach znacznie dłużej. Wspólne oglądanie zawodów było umówione na godzinę 17:00. Ta pozornie błaha decyzja, podyktowana chęcią śledzenia występów polskiego skoczka, zaważyła na jego losie. Gdyby został w środku do godziny 18:00, znalazłby się w epicentrum tragedii, która rozegrała się chwilę później.

"W hotelu obok hali targowej, gdzie byłem od środy zakwaterowany, umówiłem się z kolegą na godz. 17, na oglądanie Małysza. Dlatego wyszedłem wcześniej – relacjonował w rozmowie z "Super Expressem"."

Nagle zawalił się sufit

Tuż przed opuszczeniem hali, Zygmunt Maśnica zatrzymał się zaledwie 10 metrów od wyjścia. Czekał na przyjaciela, który finalizował rozmowę z jednym z wystawców. W tym momencie rozległ się potworny trzask, sygnalizujący początek katastrofy. Mężczyzna spojrzał w górę i zobaczył walący się sufit, co natychmiast wywołało panikę.

Spokojne popołudnie błyskawicznie zamieniło się w dramatyczną walkę o przetrwanie. W hali wystawienniczej rozprzestrzeniał się duszący zapach gazu, a wszędzie słychać było przeraźliwe krzyki rannych i zdesperowanych ludzi. Maśnica instynktownie zaczął szukać drogi ucieczki, kierując się w stronę baru. Widział, że główne wyjście zostało zablokowane przez gruz i konstrukcję.

"W tym momencie rozległ się potworny trzask. Spojrzałem do góry, a tu sufit leci! – opowiada z emocjami, które nie osłabły mimo upływu lat."

Ucieczka z zawalonej hali

W obliczu zablokowanego wyjścia, jeden z uciekających mężczyzn chwycił za gaśnicę. Wybił nią szybę w drzwiach, tworząc tym samym jedyną drogę ucieczki z zawalającego się budynku. Pan Zygmunt, działając pod wpływem silnego stresu, skorzystał z tej szansy. Na szczęście jego kolega, z którym miał oglądać skoki Adama Małysza, również zdołał wydostać się na zewnątrz z walącej się konstrukcji.

Chwilę po wydostaniu się z piekła, dokładnie o godzinie 17:27, Zygmunt Maśnica zadzwonił do swojej żony, Anny Maśnicy. Był w kompletnym szoku, a jego głos zdradzał ogromne przerażenie. Mąż płakał i był przekonany, że w katastrofie zginęło kilka tysięcy osób. Od razu opowiedział jej o cudownym ocaleniu, które, jak wierzył, zawdzięczał Adamowi Małyszowi i swojej pasji do skoków.

"To była jak ucieczka z Titanica – mówi pan Zygmunt, obrazowo opisując panikę i walkę o życie."

Skoki Małysza jako ratunek

Po powrocie do hotelowego pokoju, wciąż wstrząśnięty dramatycznymi wydarzeniami, Zygmunt Maśnica włączył telewizor. Jak wspominał, Adam Małysz akurat skakał w momencie, gdy dzwonił do domu i relacjonował żonie swoje przeżycia. Obraz skoczka na ekranie telewizora stał się symbolicznym potwierdzeniem jego cudownego ocalenia. To właśnie chęć obejrzenia tego konkretnego występu sprawiła, że nie znajdował się już w hali.

Dzięki swojej sportowej pasji i spontanicznej decyzji, pan Zygmunt uniknął największej katastrofy budowlanej w historii współczesnej Polski. W wyniku zawalenia się dachu hali targowej w Katowicach zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych, doznając różnego rodzaju obrażeń. Jego historia stała się przykładem, jak z pozoru drobne wydarzenie może mieć decydujący wpływ na ludzkie życie w obliczu tragedii.

"Mąż strasznie płakał, kiedy zadzwonił do mnie. Był przerażony i przekonany, że zginęło kilka tysięcy osób – wspominała jego żona, Anna Maśnica."

"Dwadzieścia minut później wróciłem do hotelu i zaraz włączyłem telewizor. Kiedy dzwoniłem do domu, akurat Adam skakał.... "

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.