Spis treści
Decyzja, która ocaliła życie
Zygmunt Maśnica, uczestnik targów gołębi pocztowych w Katowicach, przebywał w hotelu sąsiadującym z halą wystawienniczą. Sobota 28 stycznia 2006 roku miała być kolejnym dniem jego pobytu na wydarzeniu. Mężczyzna podjął decyzję o wcześniejszym opuszczeniu hali, aby zgodnie z planem wieczornym obejrzeć konkurs skoków narciarskich z udziałem Adama Małysza. Umówił się na wspólne kibicowanie z kolegą, co stało się kluczowe dla jego bezpieczeństwa.
Maśnica relacjonował, że bez tej sportowej pasji z pewnością zostałby na targach znacznie dłużej. Wspólne oglądanie zawodów było umówione na godzinę 17:00. Ta pozornie błaha decyzja, podyktowana chęcią śledzenia występów polskiego skoczka, zaważyła na jego losie. Gdyby został w środku do godziny 18:00, znalazłby się w epicentrum tragedii, która rozegrała się chwilę później.
"W hotelu obok hali targowej, gdzie byłem od środy zakwaterowany, umówiłem się z kolegą na godz. 17, na oglądanie Małysza. Dlatego wyszedłem wcześniej – relacjonował w rozmowie z "Super Expressem"."
Nagle zawalił się sufit
Tuż przed opuszczeniem hali, Zygmunt Maśnica zatrzymał się zaledwie 10 metrów od wyjścia. Czekał na przyjaciela, który finalizował rozmowę z jednym z wystawców. W tym momencie rozległ się potworny trzask, sygnalizujący początek katastrofy. Mężczyzna spojrzał w górę i zobaczył walący się sufit, co natychmiast wywołało panikę.
Spokojne popołudnie błyskawicznie zamieniło się w dramatyczną walkę o przetrwanie. W hali wystawienniczej rozprzestrzeniał się duszący zapach gazu, a wszędzie słychać było przeraźliwe krzyki rannych i zdesperowanych ludzi. Maśnica instynktownie zaczął szukać drogi ucieczki, kierując się w stronę baru. Widział, że główne wyjście zostało zablokowane przez gruz i konstrukcję.
"W tym momencie rozległ się potworny trzask. Spojrzałem do góry, a tu sufit leci! – opowiada z emocjami, które nie osłabły mimo upływu lat."
Ucieczka z zawalonej hali
W obliczu zablokowanego wyjścia, jeden z uciekających mężczyzn chwycił za gaśnicę. Wybił nią szybę w drzwiach, tworząc tym samym jedyną drogę ucieczki z zawalającego się budynku. Pan Zygmunt, działając pod wpływem silnego stresu, skorzystał z tej szansy. Na szczęście jego kolega, z którym miał oglądać skoki Adama Małysza, również zdołał wydostać się na zewnątrz z walącej się konstrukcji.
Chwilę po wydostaniu się z piekła, dokładnie o godzinie 17:27, Zygmunt Maśnica zadzwonił do swojej żony, Anny Maśnicy. Był w kompletnym szoku, a jego głos zdradzał ogromne przerażenie. Mąż płakał i był przekonany, że w katastrofie zginęło kilka tysięcy osób. Od razu opowiedział jej o cudownym ocaleniu, które, jak wierzył, zawdzięczał Adamowi Małyszowi i swojej pasji do skoków.
"To była jak ucieczka z Titanica – mówi pan Zygmunt, obrazowo opisując panikę i walkę o życie."
Skoki Małysza jako ratunek
Po powrocie do hotelowego pokoju, wciąż wstrząśnięty dramatycznymi wydarzeniami, Zygmunt Maśnica włączył telewizor. Jak wspominał, Adam Małysz akurat skakał w momencie, gdy dzwonił do domu i relacjonował żonie swoje przeżycia. Obraz skoczka na ekranie telewizora stał się symbolicznym potwierdzeniem jego cudownego ocalenia. To właśnie chęć obejrzenia tego konkretnego występu sprawiła, że nie znajdował się już w hali.
Dzięki swojej sportowej pasji i spontanicznej decyzji, pan Zygmunt uniknął największej katastrofy budowlanej w historii współczesnej Polski. W wyniku zawalenia się dachu hali targowej w Katowicach zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych, doznając różnego rodzaju obrażeń. Jego historia stała się przykładem, jak z pozoru drobne wydarzenie może mieć decydujący wpływ na ludzkie życie w obliczu tragedii.
"Mąż strasznie płakał, kiedy zadzwonił do mnie. Był przerażony i przekonany, że zginęło kilka tysięcy osób – wspominała jego żona, Anna Maśnica."
"Dwadzieścia minut później wróciłem do hotelu i zaraz włączyłem telewizor. Kiedy dzwoniłem do domu, akurat Adam skakał.... "
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.