Spis treści
Fatalne otwarcie sezonu?
Korona Kielce, drużyna aspirująca do spokojnego utrzymania w Ekstraklasie, przystępowała do starcia z drugoligową Chojniczanką Chojnice z jasno określonym celem: bezdyskusyjnym awansem do ćwierćfinału Pucharu Polski. Niestety, już od pierwszych minut stało się jasne, że łatwo nie będzie. Pierwsza połowa tego "widowiska" upłynęła pod znakiem piłkarskiej nędzy, z rzadka przerywanej nieudolnymi próbami strzałów po obu stronach.
Obraz gry nie uległ specjalnej poprawie po przerwie, choć to Korona wykazała się ostatecznie większą determinacją. Słoweniec Tamar Svetlin, pozyskany latem za rekordowe 800 tysięcy euro, zdobył swoją premierową bramkę w barwach kielczan. Jego piękne trafienie miało dać Koronie upragnione prowadzenie i spokój, ale jak się okazało, był to zaledwie wstęp do prawdziwego horroru, który miał rozegrać się w ostatnich minutach.
VAR i czerwony kartonik
Gdy wydawało się, że podopieczni Jacka Zielińskiego dociągną jednobramkowe prowadzenie do końca regulaminowego czasu gry, sędzia Bartosz Frankowski w doliczonym czasie gry podyktował rzut karny dla gospodarzy. Decyzja ta, podjęta za rzekome zagranie ręką Huberta Zwoźnego, wywołała burzę. Po weryfikacji VAR "jedenastka" została anulowana ku rozczarowaniu miejscowych kibiców, co mogło sugerować uspokojenie sytuacji.
Jednak Chojniczanka, niczym feniks z popiołów, nie podłamała się kontrowersyjną decyzją. W decydującej akcji w samej końcówce, Pau Resta zachował się pasywnie przy prostopadłym podaniu, a następnie faulował wychodzącego na sam na sam rywala. Arbiter bez wahania pokazał Hiszpanowi czerwoną kartkę i podyktował rzut wolny tuż przed polem karnym. Rafał Mamla zdołał sparować strzał, ale Dmytro Yukhymovych skutecznie dobił piłkę, doprowadzając do dogrywki i szału radości na trybunach.
Dogrywka i festiwal pomyłek
Gospodarze, napędzeni golem strzelonym w ostatniej chwili i perspektywą gry w przewadze, ewidentnie poczuli krew. Ich wiara w zwycięstwo wzrosła, a na boisku panowała atmosfera prawdziwego, pucharowego boju. Mimo to, dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, ukazując zmęczenie i nerwy po obu stronach, choć to Korona miała więcej do stracenia.
Ostatecznie o awansie do ćwierćfinału zadecydowała seria rzutów karnych, w których to Chojniczanka Chojnice okazała się bezbłędna, zachowując zimną krew do samego końca. Ze strony Korony Kielce, bramki nie zdołali zdobyć Wojciech Kamiński oraz Konrad Matuszewski, którzy uderzyli ponad bramką. Ich pomyłki przypieczętowały sensacyjną porażkę i odpadnięcie z rozgrywek, co dla klubu z Ekstraklasy jest bolesnym ciosem wizerunkowym i sportowym.
Co czeka Koronę po klęsce?
To nie pierwsza tego typu niespodzianka w Pucharze Polski, ale każda taka porażka boli tak samo, zwłaszcza gdy zespół z Ekstraklasy ulega niżej notowanemu rywalowi. Odpadnięcie z Pucharu Polski to dla Korony Kielce nie tylko koniec marzeń o trofeum, ale i znaczący cios w morale zespołu, który w lidze nie radzi sobie najlepiej. Jest to także sygnał ostrzegawczy dla sztabu szkoleniowego, że pewne elementy gry wymagają natychmiastowej poprawy.
Przed zespołem Jacka Zielińskiego teraz ostatnie, i to niezwykle ważne, spotkanie w 2023 roku. W ramach 18. kolejki PKO BP Ekstraklasy, kielczanie podejmą w poniedziałek Wisłę Płock. To mecz, który może zadecydować o zimowaniu w strefie spadkowej lub dać promyk nadziei na lepszą wiosnę po tak rozczarowującym zakończeniu pucharowej przygody.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.