Spis treści
Świąteczny horror na osiedlu Kalinowym
Wigilijny wieczór na krakowskim osiedlu Kalinowym miał być czasem spokoju i rodzinnych spotkań, jednak dla mieszkańców bloku numer 14 okazał się początkiem prawdziwego koszmaru. Zamiast kolęd i świątecznej atmosfery, z jednego z mieszkań na czwartym piętrze zaczęły dobiegać dźwięki, które szybko przerosły zwykłe świąteczne przygotowania, zwiastując eskalację dramatycznych wydarzeń.
Głośna muzyka mieszała się z odgłosami walenia młotem, budząc niepokój i zdziwienie wśród sąsiadów, którzy z każdą chwilą uświadamiali sobie powagę sytuacji. To, co początkowo mogło wydawać się chwilowym wybrykiem, wkrótce przerodziło się w trwającą kilkanaście dni dewastację, która objęła nie tylko prywatne lokum, ale i wspólną przestrzeń mieszkalną.
"Wszystko zaczęło się przed wigilią. Ze środkowego mieszkania na czwartym piętrze popłynęła głośna muzyka, a zaraz potem odgłosy walenia młotem" – relacjonuje w rozmowie z „Super Expressem” pan Przemysław, jeden z lokatorów.
Jak wyglądała eskalacja agresji?
Początkowa agresja Marcina S. szybko wykroczyła poza granice jego czterech ścian, zamieniając klatkę schodową w istne pobojowisko, które z każdym dniem wyglądało coraz gorzej. Mężczyzna systematycznie niszczył wspólną przestrzeń, pozostawiając po sobie ślady, które budziły przerażenie i dezorientację wśród przechodzących mieszkańców.
Skala zniszczeń była zatrważająca: ściany pokryły się wulgarnymi napisami i czerwoną farbą, a korytarze zapełniły się gruzem i zniszczonymi elementami wyposażenia, w tym nawet muszlą klozetową. Porwane rury i zdewastowane instalacje potęgowały uczucie chaosu i bezsilności, pokazując, że sprawca nie oszczędzał niczego na swojej drodze destrukcji.
Dlaczego okna zostały zamalowane?
Jednym z najbardziej surrealistycznych aktów dewastacji było całkowite zamalowanie okien na całej klatce schodowej gipsem i tynkiem, co skutecznie odcięło dostęp światła dziennego. Ten kuriozalny krok pogłębił atmosferę strachu, czyniąc przemieszczanie się po budynku nie tylko nieprzyjemnym, ale i niebezpiecznym, a mieszkańcy musieli poruszać się po omacku w półmroku.
Zdesperowani lokatorzy wielokrotnie próbowali nawiązać kontakt z agresorem, lecz ich wysiłki kończyły się jedynie wyzwiskami i dalszą eskalacją wrogości. Brak możliwości normalnej komunikacji z Marcinem S. wzmacniał ich poczucie zagrożenia i bezradności wobec narastającego terroru w krakowskim bloku.
"On dosłownie je zakleił tym, nic przez nie nie widać. Każde tak załatwił aż do parteru" – opowiadają „Super Expressowi” sąsiedzi.
Co zagrażało życiu lokatorów?
Największym zmartwieniem mieszkańców nie była jedynie estetyka, ale realne zagrożenie dla życia, zwłaszcza w obliczu dewastacji dokonywanej w pobliżu instalacji gazowej. Obawa, że mężczyzna mógł doprowadzić do eksplozji, paraliżowała zwłaszcza starszych mieszkańców, którzy z niepokojem obserwowali jego nieobliczalne działania.
Co więcej, destrukcyjna furia Marcina S. nie ograniczała się wyłącznie do bloku; w drugi dzień świąt miał on słownie zaatakować wiernych i proboszcza pod lokalnym kościołem. To zdarzenie pokazało, że problem wykraczał poza kwestie sąsiedzkie i zyskiwał szerszy, niepokojący kontekst społeczny.
"Przecież on mógł nas wysadzić w powietrze! Skuł ściany obok instalacji gazowej, był agresywny, mógł nas pozabijać, tu mieszka dużo starszych osób" – mówiła dziennikarzom mieszkanka z parteru.
Kilkanaście interwencji policji bezskutecznych?
Mieszkańcy, szukając ratunku, wykonali ponad dwadzieścia telefonów na policję, co świadczy o skali ich desperacji i ciągłym poczuciu zagrożenia. Od 24 grudnia funkcjonariusze byli regularnie wzywani na osiedle, jednak początkowe działania skupiały się na drobnych wykroczeniach, nie przystających do dramatu, który rozgrywał się w bloku.
Kom. Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie potwierdził liczne zgłoszenia, zaznaczając, że początkowo dotyczyły one zaśmiecania i zakłócania porządku. Wniosek o ukaranie sporządzony do sądu w obliczu rosnącej dewastacji wydawał się zaledwie symbolicznym gestem, nie przynoszącym realnego rozwiązania narastającego problemu.
"Pierwsze zgłoszenie wobec jednego z mieszkańców bloku na os. Kalinowym odnotowano 24 grudnia 2025 roku. Od tego czasu miało miejsce blisko 20 zgłoszeń, które dotyczyły początkowo zaśmiecania i zakłócania porządku. W związku z tym policjanci sporządzili do sądu wniosek o ukaranie" – przekazał „Super Expressowi” kom. Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Kiedy zapadła ostateczna decyzja?
Mimo licznych interwencji i nałożonego mandatu, Marcin S. po powrocie do domu kontynuował swoje destrukcyjne działania, co wskazywało na głębsze problemy wymagające bardziej zdecydowanej reakcji. Zatrzymanie go i przedstawienie zarzutu uszkodzenia mienia nie od razu zakończyło koszmar mieszkańców, którzy z każdą godziną żyli w coraz większym strachu o swoje życie i mienie.
Dopiero 5 stycznia, po kolejnej interwencji, mężczyzna, który nie był w logicznym kontakcie, trafił do szpitala, co w końcu przyniosło chwilowe wytchnienie mieszkańcom. Tego samego dnia administracja złożyła zawiadomienie o dokonanych uszkodzeniach, otwierając drogę do uzupełnienia zarzutów i próby zadośćuczynienia za poniesione straty materialne.
"W dniu 5 stycznia, podczas ostatniej interwencji, mężczyzna z uwagi na to, że nie był w logicznym kontakcie, trafił do szpitala. Tego samego dnia przedstawiciel administracji złożył zawiadomienie o dokonanych uszkodzeniach w związku z czym prowadzone są czynności zmierzające do uzupełnienia zarzutów" – dodał kom. Szpiech.
Czy mieszkańcy czują się bezpieczni?
Mimo że sprawca został zabrany do szpitala, na osiedlu Kalinowym w Krakowie nadal panuje niepokój, a mieszkańcy z obawą patrzą w przyszłość, bojąc się powrotu Marcina S. Ich słowa: „Boimy się, że on wróci, a my nie zaznamy spokoju”, są bolesnym świadectwem trwałej traumy i braku pewności co do własnego bezpieczeństwa.
Ten długi i wyczerpujący epizod stawia ważne pytania o skuteczność systemu w ochronie obywateli przed eskalującą agresją, która wykracza poza zwykłe sąsiedzkie spory. Należy mieć nadzieję, że organy ścigania i opieka społeczna dostrzegą potrzebę kompleksowego rozwiązania, zanim podobne dramaty rozegrają się gdzie indziej, niosąc za sobą jeszcze poważniejsze konsekwencje.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.