Spis treści
Zimowe zagrożenie na zamarzniętych wodach
Z każdym nadejściem mrozów, kiedy zbiorniki wodne pokrywają się cienką warstwą lodu, powraca temat bezpieczeństwa i odpowiedzialności. Scenariusz, w którym załamuje się lód pod człowiekiem, niestety, nie jest jedynie elementem ćwiczeń strażaków z Lublina na Zalewie Zemborzyckim. Co roku dochodzi do wielu tragicznych zdarzeń, kiedy to lekkomyślność lub niewiedza prowadzą do utonięć. Pamiętajmy, że brawura na lodzie to igranie ze śmiercią, a zamarznięta tafla jest zawsze nieprzewidywalna. Nawet doświadczeni wędkarze i łyżwiarze powinni podchodzić do niej z najwyższą ostrożnością i szacunkiem.
Strażacy z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie regularnie doskonalą swoje umiejętności w zakresie ratownictwa lodowego, by być gotowymi na najgorsze. Ich ostatnie manewry na Zalewie Zemborzyckim pokazały, jak złożone i wymagające są takie akcje, gdzie liczy się każda sekunda. Celem tych ćwiczeń jest nie tylko podniesienie kwalifikacji ratowników, ale przede wszystkim uświadomienie społeczeństwu, jakie zagrożenia niesie ze sobą wchodzenie na zamarznięte zbiorniki. Ostrzeżenia te nie są bezpodstawne i powinny być traktowane z najwyższą powagą przez każdego.
"- Przede wszystkim pamiętajmy o swoim własnym bezpieczeństwie. W pierwszej kolejności zadzwońmy na numer alarmowy. Kolejno, jeśli jesteśmy w stanie, możemy się do takiej osoby podczołgać. Nigdy nie biegnijmy po tym lodzie. Jeśli uda nam się podczołgać do takiej odległości, by podać tej osobie jakiś patyk, czy szalik, czy inny długi przedmiot, możemy to zrobić, aby pomóc takiej osobie, wydostać się na zewnątrz - mówi młodszy kapitan Magdalena Gorzel z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie."
Jak udzielić pierwszej pomocy?
Gdy widzimy, że pod kimś załamał się lód, pierwszą i najważniejszą zasadą jest opanowanie paniki i zachowanie zimnej krwi. Zanim podejmiemy jakiekolwiek działania, upewnijmy się, że sami nie staniemy się ofiarami. Priorytetem jest wezwanie profesjonalnej pomocy, dzwoniąc na numer alarmowy, co powinno być naszym pierwszym odruchem. Każda minuta jest na wagę złota, a ratownicy z odpowiednim sprzętem dotrą na miejsce tak szybko, jak to możliwe.
Jeśli sytuacja na to pozwala i czujemy się na siłach, możemy spróbować podczołgać się do poszkodowanej osoby. Należy to robić niezwykle ostrożnie, rozkładając ciężar ciała na jak największej powierzchni, by uniknąć kolejnego załamania lodu. Absolutnie zabronione jest bieganie po lodzie, gdyż grozi to natychmiastowym wpadnięciem do wody. Podanie długiego przedmiotu, takiego jak kij, szalik czy nawet kurtka, może uratować życie, dając tonącemu szansę na zaczepienie się i podciągnięcie.
Zamarznięta tafla co robić?
Pamiętajmy, że nawet jeśli uda nam się podać tonącemu jakiś przedmiot, kluczowe jest utrzymanie kontaktu werbalnego i psychiczne wsparcie. Wpadnięcie do lodowatej wody to potężny szok dla organizmu, który może wywołać panikę i utratę sił. Dlatego tak ważne jest, aby osoba poszkodowana wiedziała, że pomoc jest w drodze i ktoś nad nią czuwa. Nie zapominajmy, że profesjonalne ratownictwo lodowe wymaga specjalistycznego sprzętu i przeszkolenia, co podkreśla konieczność szybkiego wezwania służb.
Strażacy dysponują sankami lodowymi, rzutkami ratowniczymi oraz specjalnymi kombinezonami, które pozwalają im bezpiecznie poruszać się po lodzie i skutecznie wyciągać ofiary. Bez takiego wyposażenia, akcja ratunkowa w warunkach zimowych jest niezwykle ryzykowna i może zakończyć się tragicznie dla próbującego ratować. Dlatego, choć chęć niesienia pomocy jest naturalna, zawsze należy ocenić własne możliwości i bezpieczeństwo.
Wpadłem pod lód. Jak się zachować?
Zupełnie inna perspektywa pojawia się, gdy to my sami stajemy się ofiarą i lód załamuje się pod naszymi stopami. W takiej dramatycznej chwili najważniejsze jest zachowanie spokoju, co wcale nie jest łatwe. Panika w lodowatej wodzie zużywa cenną energię i przyspiesza hipotermię, dlatego opanowanie jest kluczowe. Spróbujmy jak najszybciej wydostać się z wody, jednocześnie wołając o pomoc.
"- Pamiętajmy, by zachować spokój. Jeśli wybieramy się gdzieś na spacer w pobliżu lodu, w pobliżu jezior, rzek, bardzo dobrze by było poinformować osoby bliskie, że gdzieś w takim miejscu będziemy przebywać. Wziąć ze sobą telefon komórkowy w nieprzemakalnym etui. Warto mieć też gwizdek, bo jeśli woda nas zaleje, my nie będziemy w stanie wydobyć z siebie żadnego okrzyku. Wtedy możemy użyć tego gwizdka, by ktoś, kto będzie przychodził, mógł nas zobaczyć i nam pomóc – dodaje Gorzel."
Gwizdek uratuje życie?
Jak słusznie zauważa młodszy kapitan Magdalena Gorzel, przygotowanie to podstawa. Idąc na spacer w pobliżu zamarzniętych zbiorników, warto poinformować bliskich o planowanej trasie i zabrać ze sobą wodoszczelny pokrowiec na telefon. Wartość telefonu w takiej sytuacji jest nieoceniona, bo pozwala na szybkie wezwanie pomocy, zanim będzie za późno. Dodatkowo, mały gwizdek może okazać się ratunkiem. Kiedy woda zaleje nam usta, krzyk staje się niemożliwy, a gwizdek pozwoli na sygnalizowanie swojej obecności, zwiększając szanse na zauważenie przez przechodniów.
Lód na akwenach to zdradliwy żywioł, który nigdy nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Jego grubość może być złudna – w jednym miejscu może mieć kilkanaście centymetrów, a zaledwie metr dalej być na tyle cienki, że z łatwością się załamie. Dlatego fundamentalną zasadą jest całkowite unikanie wchodzenia na zamarznięte zbiorniki wodne, jeśli nie jesteśmy pewni ich wytrzymałości. Lepiej podziwiać zimowy krajobraz z bezpiecznej odległości niż ryzykować życie dla chwili zabawy.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.