Spis treści
Giełda staroci w świątecznym ferworze
Ostatnia niedziela listopada tradycyjnie przyciągnęła na Lubelską Giełdę Staroci prawdziwe tłumy kupujących, dla których poszukiwanie unikatowych przedmiotów stało się niemal rytuałem. Plac Zamkowy wraz z przyległymi uliczkami zamienił się w gwarny targ, oferujący tysiące drobiazgów, idealnych na mikołajkowe prezenty. Wśród bogactwa towarów można było znaleźć zarówno drobiazgi „za grosze”, jak i prawdziwe rarytasy o imponujących rozmiarach, które budziły podziw i zainteresowanie.
Tradycja „starzyzny” ma w Lublinie niezwykle długie korzenie, stanowiąc integralną część krajobrazu miasta. Giełda w obecnej formule, czyli jako comiesięczny jarmark, funkcjonuje nieprzerwanie od 2010 roku, gromadząc miłośników antyków. Przez lata gościła w różnych punktach Lublina, w tym w malowniczych okolicach Bramy Krakowskiej i Rynku, by ostatecznie na stałe zakotwiczyć na Placu Zamkowym, co dodało jej prestiżu i wyjątkowego klimatu.
Co kryło się wśród lubelskich staroci?
Perspektywa zbliżających się Mikołajek sprawiła, że Plac Zamkowy stał się prawdziwą skarbnicą oryginalnych prezentów, kusząc swoją ofertą. Odwiedzający mieli okazję wybierać spośród niezliczonej ilości przedmiotów, które z powodzeniem mogłyby trafić do mikołajkowego worka. Od misternie wykonanych świecidełek, poprzez barwne obrazy i delikatną porcelanę, aż po niepowtarzalne figurki, których ceny zaczynały się już od złotówki.
Jednak Lubelska Giełda Staroci to nie tylko drobne upominki, ale także przedmioty naprawdę wielkiego formatu, które z pewnością zrobiły wrażenie. Przykładem był elegancki, stojący zegar, wyceniony na 1200 złotych, czy też majestatyczne siodło ułańskie, które można było nabyć za 800 złotych. To właśnie te niecodzienne znaleziska sprawiają, że giełda przyciąga zarówno kolekcjonerów, jak i osoby szukające czegoś z prawdziwym charakterem.
Strój Mikołaja i anielskie figurki
Oprócz typowych staroci, na giełdzie można było znaleźć również atrybuty niezbędne dla każdego, kto marzy o samodzielnym wcieleniu się w rolę świętego Mikołaja. Dostępny był kompletny strój, który wyróżniał się wysoką jakością wykonania i solidną brodą, oferowany za 200 złotych. Jak podkreślali sprzedający, taka inwestycja zwraca się z nawiązką, gwarantując niezawodność przez lata.
"Może nie tanio, ale posłuży lata. Opłaca się" - przekonywali sprzedający.
Na stoiskach czekały także urocze figurki aniołków, o ponadczasowym pięknie, które z łatwością wpiszą się w świąteczny klimat domów. Jeden z takich, stary, śliczny egzemplarz, kosztował 400 złotych. Kupcy entuzjastycznie przekonywali, że taka ozdoba to doskonały wybór nie tylko na Mikołajki, ale także na całe święta Bożego Narodzenia, dodając wnętrzu magii i ciepła.
"Przyda się też na święta" - zapewnia kupiec.
Gdzie można znaleźć polskiego Mikołaja?
Co ciekawe, na Lubelskiej Giełdzie Staroci można było upolować coś znacznie więcej niż tylko rekwizyty – mianowicie samego świętego Mikołaja! Duża figura, z pieczołowicie wykonanymi detalami, takimi jak broda, oczy i dłonie, a także z gustownie dobranymi ubraniami, była wyceniona na 800 złotych. To prawdziwy unikat, który zdecydowanie wyróżniał się na tle innych ofert i budził niemałe poruszenie wśród odwiedzających plac.
Co sprawiło, że ta figura była warta swojej ceny? Okazało się, że nie przyjechała ona z zagranicznego pchlego targu, na przykład z Londynu czy Hamburga, ale została stworzona przez polskiego artystę. To rękodzieło wykonane w kraju, z dbałością o każdy szczegół, co podnosiło jej wartość artystyczną i kolekcjonerską w oczach wielu kupujących, którzy doceniali lokalne talenty.
"Zrobiliśmy go z tatą sami, od początku do końca" - zapewnia Damian Koziołkiewicz, który przyjechał z Rzeszowa.
Postacie z duszą prosto z pracowni
Damian Koziołkiewicz z Rzeszowa, twórca imponującej figury Mikołaja, opowiadał o procesie powstawania tych unikatowych dzieł. Podobnie jak Mikołaj, jego pracownia stworzyła również asystentkę świętego – blond piękność w zjawiskowych czerwonych butach na obcasie. Te oryginalne buty wzbudzały powszechne zainteresowanie u pań odwiedzających stoisko, podkreślając niezwykłą dbałość o detale i estetykę.
Artysta z Rzeszowa podkreślał, że każda z postaci, w tym Mikołaj i jego asystentka, narodziła się w ich pracowni od podstaw. Twórcy poświęcili uwagę nawet tak subtelnym elementom, jak twarze figurek, nadając im indywidualny charakter. „To postacie z duszą” – zaznaczał Damian Koziołkiewicz, co doskonale oddaje unikalny charakter tych ręcznie wykonanych dzieł.
"Nawet ich twarze powstały w naszej pracowni. To postacie z duszą" - zapewnia rzeszowski artysta.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.