Spis treści
Zakup sukni ślubnej w second-handzie
We wrześniu 2019 roku, w jednym z lumpeksów na Podlasiu, doszło do niezwykłego odkrycia. Internauta, od lat poszukujący modowych unikatów w second-handach, zauważył niepozorną suknię ślubną. Początkowa cena kreacji wynosiła 37 złotych, co już wtedy wydawało się sporą kwotą jak na odzież z drugiej ręki przeznaczoną na jedną okazję. Jednakże, po dokładniejszym sprawdzeniu, okazało się, że suknia posiadała metkę słynnego domu mody Christian Dior.
Początkowo istniały wątpliwości co do autentyczności metki. Po wstępnej weryfikacji, tzw. legit checku, oraz konsultacjach z internetową społecznością miłośników mody używanej, potwierdzono, że kreacja to oryginalny projekt. Mimo to, w pierwszej chwili suknia pozostała w sklepie, ponieważ nie było pewności, czy tak specyficzny przedmiot znajdzie nabywcę. Wieczorny research ujawnił, że jest to model z kolekcji ślubnej Diora z lat 90.
Od 30 do ponad 12 tysięcy złotych
Następnego dnia, po ustaleniu numeru telefonu do sklepu, suknia została zarezerwowana. Autor historii, Daniel Olender z Białegostoku, z powodzeniem wynegocjował cenę, obniżając ją do 30 złotych. Mimo niskiej ceny zakupu, szybki zysk nie był możliwy. Suknia czekała na odpowiedni moment przez długie miesiące, aż w końcu została wystawiona na luksusowej platformie sprzedażowej, specjalizującej się w markowej odzieży z drugiej ręki.
Przełom w historii sukni nastąpił niemal cztery lata po jej zakupie. Wówczas pojawiła się oferta kupna opiewająca na ponad 12 tysięcy złotych. Decyzja o sprzedaży była natychmiastowa. Po pozytywnej weryfikacji z siedziby platformy, transakcja została sfinalizowana, co wywołało ogromne emocje u sprzedających, Wiktorii Trojan i Daniela Olendra.
„Tańczyli na parkingu”
Jakie reakcje wywołała sprzedaż sukni?
Historia sukni ślubnej Christian Dior z Podlasia szybko obiegła sieć, wywołując lawinę komentarzy. Wielu internautów gratulowało Danielowi Olenderowi i Wiktorii Trojan z Białegostoku szczęścia oraz determinacji w poszukiwaniu unikatów. „Świetna historia”, „Takie strzały naprawdę się zdarzają” – pisali komentujący. Entuzjazm był jednak mieszany z falą krytyki dotyczącej handlu markowymi ubraniami z second-handów.
Część komentujących zarzucała, że takie działania wypaczają pierwotną ideę lumpeksów. Argumentowano, że przez masowe poszukiwanie i odsprzedawanie markowych rzeczy, ceny w ciucholandach rosną, dorównując tym z popularnych sieciólek. Ta krytyka wskazywała na zmieniający się charakter zakupów w second-handach, które z miejsca dla każdego stają się przestrzenią dla „łowców” markowych produktów.
„Kiedyś chodziło się do lumpeksu, żeby znaleźć coś wyjątkowego dla siebie. Dziś to wyścig po metki”
Czy lumpeksy oferują nadal cenne skarby?
Historia sukni ślubnej Diora z Podlasia niezbicie dowodzi, że w second-handach nadal można natrafić na prawdziwe skarby. Przykład Daniela Olendra i Wiktorii Trojan, twórców spółki LumpGra, nie jest jedyny. Para ma na swoim koncie inne spektakularne znaleziska, potwierdzające potencjał rynku odzieży używanej. Wśród nich warto wymienić jedwabną sukienkę Galliano, kupioną za 25 zł i sprzedaną za 2530 zł, czy czerwone buty marki Prada.
Daniel Olender i Wiktoria Trojan zyskali rozpoznawalność również dzięki udziałowi w programie „Gwiazdy Lumpeksów” emitowanym na antenie TVN Style. Ich działalność i sukcesy w wyszukiwaniu wartościowych ubrań z drugiej ręki inspirują innych do poszukiwań. Pokazują, że cierpliwość i znajomość mody mogą przynieść znaczące korzyści finansowe, pomimo rosnącej konkurencji w sektorze second-handów.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.