Magdalena Cielecka u Magdy Mołek. Aktorka wyznała, z kim nie chciałaby się spotkać?

2025-12-11 14:54

Magdalena Cielecka, jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek, w najnowszej rozmowie z Magdą Mołek otwarcie podzieliła się swoimi przemyśleniami na temat sytuacji politycznej, kondycji mediów publicznych i niezależności instytucji kultury. Jej szczere wypowiedzi rzucają nowe światło na dekadę społecznego aktywizmu i budzą ważne pytania o przyszłość Polski, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń.

Czarny mikrofon z metalową, siateczkową główką, umieszczony na czarnym statywie. Mikrofon skierowany jest lekko w prawo, a jego metalowy, siateczkowy element odbija światło, tworząc jasne refleksy. Tło jest rozmyte, ciemnoszare, z jaśniejszym obszarem po prawej stronie, przechodzącym w ciemniejsze odcienie w lewo. W lewym dolnym rogu obrazu rozmyta jest część ramienia osoby, ubranej w ciemną marynarkę.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Czarny mikrofon z metalową, siateczkową główką, umieszczony na czarnym statywie. Mikrofon skierowany jest lekko w prawo, a jego metalowy, siateczkowy element odbija światło, tworząc jasne refleksy. Tło jest rozmyte, ciemnoszare, z jaśniejszym obszarem po prawej stronie, przechodzącym w ciemniejsze odcienie w lewo. W lewym dolnym rogu obrazu rozmyta jest część ramienia osoby, ubranej w ciemną marynarkę.

Dekada na ulicach

Magdalena Cielecka, której głos od dawna rezonuje w publicznej debacie, w programie Magdy Mołek pozwoliła sobie na dość bolesne podsumowanie minionej dekady. Okres między 2015 a 2025 rokiem, czyli jej 40. i 50. urodziny, okazał się dla aktorki czasem intensywnego zaangażowania w społeczne protesty. Wierzyła, że jej obecność na manifestacjach może realnie wpłynąć na bieg spraw w kraju.

Jednak, jak sama przyznała, te dziesięć lat aktywizmu przyniosło jej sporą dawkę rozczarowania. Szczególnie dotkliwy jest dla niej brak postępów w kwestii praw kobiet oraz głębokie podziały społeczne, które, zamiast zanikać, zdają się jedynie umacniać. Cielecka nie kryje pesymizmu, wskazując, że nadzieje na szybkie zmiany okazały się płonne.

"Od 40. do 50. roku życia - spędziłam te 10 lat na manifestacjach. Jeśli miałabym sobie podsumować, to spędziłam je w dużej mierze na ulicy, wierząc, że to coś może zmienić (...). Trochę podcięto nam skrzydła tym, że niewiele się zmieniło w sprawach praw kobiet (...). Jesteśmy podzieleni i nic na razie nie zanosi się na to, żeby coś w tej sprawie drgnęło" - powiedziała aktorka, dosadnie podsumowując swoją walkę.

Cielecka o Karolu Nawrockim

Prawdziwe zaskoczenie wywołała jednak odpowiedź Cieleckiej na pytanie Magdy Mołek dotyczące hipotetycznego spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim. Aktorka, zamiast dyplomatycznej wymijającej odpowiedzi, jasno zadeklarowała, że takiego spotkania po prostu by unikała. To mocne stanowisko, rzadko spotykane w publicznych wypowiedziach.

Cielecka uzasadniła swoją niechęć, powołując się na wcześniejsze doświadczenia z innymi politykami, których uważa za „szkodników”. Podkreśliła, że konfrontacyjne „pieniactwo” jedynie zaognia i karmi istniejące podziały, zamiast je łagodzić. Jej zdaniem, bezpośrednia kłótnia nie przyniosłaby żadnych konstruktywnych rezultatów, tylko pogłębiła „podzieloną ranę” społeczną.

"Boże, nie wiem (...), przepraszam, ale chyba bym go nie chciała spotkać (...). Zdarzyło mi się spotkać na lotnisku polityka, którego nie szanuję albo wiem, że jest szkodnikiem, z mojego punktu widzenia oczywiście, ale też nie podeszłam do niego i nie powiedziałam: 'No co ty robisz?', 'Co pan robi?, 'Jak pan może tak traktować mniejszości?' albo: 'Jak pan może tak traktować zwierzęta?'. Nie mam w sobie tego rodzaju energii (...). To pieniactwo, w moim odczuciu, tylko karmi, rozjątrza tę naszą podzieloną ranę" – tłumaczyła Magdalena Cielecka, wyjaśniając swoją filozofię.

Co z powrotem PiS do władzy?

Magdalena Cielecka odniosła się także do gorącego tematu potencjalnego powrotu Prawa i Sprawiedliwości na polityczną scenę, wyrażając obawy o jego konsekwencje dla środowiska artystycznego. Jej słowa sugerują, że aktorzy ponownie mogliby znaleźć się w sytuacji, gdzie muszą dostosowywać się do konkretnych wymagań i preferencji władzy. W przeszłości już mierzyli się z takimi wyzwaniami, co wpłynęło na ich wybory artystyczne.

Mimo tych obaw aktorka przyznała, że nawet w okresie poprzednich rządów PiS powstawały produkcje artystyczne, które nie zawsze były nacechowane ideologicznie czy propagandowo. Obecnie jednak odczuwa ulgę i satysfakcję, że przynależność partyjna przestała być kluczowym czynnikiem decydującym o obsadzie ról. Ma nadzieję, że ten pozytywny trend utrzyma się, niezależnie od przyszłych zmian na politycznym firmamencie.

"Pewnie znowu wrócą do platform, w których ich będą chcieli" – stwierdziła aktorka, przewidując możliwe scenariusze dla środowiska.

"To też nie jest tak, że tam nie powstawały interesujące rzeczy, bo powstawały. I nie wszystkie były też regulowane kluczem propagandowym, ale mogę mówić o uldze, jakimś szczęściu i satysfakcji, że nastąpiły czasy, gdzie to nie jest wektor decydujący o przyjęciu jakiejś roli czy nie (...). To czy to jest dla tej, czy innej stacji nie ma już znaczenia. Czy będzie miało znowu? Mam nadzieję, że nie" – opowiadała Cielecka, dzieląc się swoimi odczuciami.

Niezależność kluczem do kultury?

W końcowej części rozmowy Magdalena Cielecka skupiła się na fundamentalnym problemie, jakim jest zależność mediów publicznych od bieżącej władzy. Bez względu na to, kto sprawuje rządy, media te często stają się narzędziem propagandowym, tracąc swoją obiektywność i zaufanie społeczne. To kwestia, która od lat budzi gorące dyskusje i kontrowersje w Polsce.

Aktorka stanowczo podkreśliła, że prawdziwa niezależność mediów publicznych i instytucji kultury jest absolutnie kluczowa dla zdrowego społeczeństwa i swobodnego rozwoju sztuki. Tylko wolne od politycznych nacisków ośrodki mogą zapewnić rzetelną informację i przestrzeń dla autentycznej twórczości. Jej apel o autonomię wybrzmiewa jako silny manifest artystyczny i obywatelski.

"Problemem jest to, że media publiczne są zależne od władzy - tak samo dzisiaj tej, jak i wtedy tamtej (...). Instytucje kultury powinny być po prostu niezależne" – skwitowała artystka, podsumowując swoją opinię.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.