Major SOP oskarżony o zabójstwo. Jak zawiodły psychotesty?

2026-02-19 9:19

Piotr K., oficer Służby Ochrony Państwa, który zamordował swoją 4-letnią córeczkę i ranił pozostałych członków rodziny w Ustce, wywołał ogólnopolski szok. Pirotechnik z doświadczeniem misji w Iraku i Afganistanie, regularnie poddawany badaniom psychologicznym, nie wzbudził żadnych podejrzeń. Ta tragedia rodzi pytania o skuteczność systemu weryfikacji psychicznej funkcjonariuszy i ukryte oblicza ludzi z pozoru przykładnych.

Kompozycja przedstawia geometryczne formy architektoniczne wykonane z betonu, tworząc grę światła i cienia. Po lewej stronie pionowa ściana jest pogrążona w ciemnym cieniu, a jej powierzchnia ma delikatną, nierównomierną teksturę. Prawa strona obrazu zdominowana jest przez jaśniejszą, betonową ścianę z wyraźnymi poziomymi i pionowymi fugami, która również częściowo znajduje się w cieniu, tworząc kontrastowe pasmo ciemności na swojej lewej krawędzi. Na tej ścianie widoczne są drobne okrągłe wcięcia oraz niewielkie, ciemne wgłębienie, prawdopodobnie otwór lub drzwi. Podłoże to pozioma płaszczyzna wykonana z płyt chodnikowych, częściowo oświetlona, częściowo zacieniona, co podkreśla głębię przestrzeni i minimalistyczny charakter otoczenia.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Kompozycja przedstawia geometryczne formy architektoniczne wykonane z betonu, tworząc grę światła i cienia. Po lewej stronie pionowa ściana jest pogrążona w ciemnym cieniu, a jej powierzchnia ma delikatną, nierównomierną teksturę. Prawa strona obrazu zdominowana jest przez jaśniejszą, betonową ścianę z wyraźnymi poziomymi i pionowymi fugami, która również częściowo znajduje się w cieniu, tworząc kontrastowe pasmo ciemności na swojej lewej krawędzi. Na tej ścianie widoczne są drobne okrągłe wcięcia oraz niewielkie, ciemne wgłębienie, prawdopodobnie otwór lub drzwi. Podłoże to pozioma płaszczyzna wykonana z płyt chodnikowych, częściowo oświetlona, częściowo zacieniona, co podkreśla głębię przestrzeni i minimalistyczny charakter otoczenia.

Piekło w Ustce. Zwykłe ferie czy skrywany dramat?

Początkowe doniesienia z Ustki były szczątkowe, niczym niewyraźne echa nadchodzącej burzy. 26 stycznia, około godziny 21:30, na telefon alarmowy wpłynęło zgłoszenie o awanturze przy ulicy Bałtyckiej. Na miejscu, jak później potwierdził podkomisarz Jakub Bagiński ze słupskiej policji, mundurowi obezwładnili agresywnego 44-latka, który zranił nożem pięcioro członków swojej rodziny oraz siebie. W najstraszniejszym akcie przemocy czteroletniej dziewczynki, jego córki, nie udało się uratować mimo długiej reanimacji.

Początkowe spekulacje szybko przerodziły się w bolesną prawdę: sprawcą okazał się funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa. Pozostali poszkodowani wraz z agresorem trafili do szpitali, gdzie walczyli o życie, podczas gdy śledczy zabezpieczali miejsce zbrodni, rozpoczynając żmudne dochodzenie mające na celu ustalenie motywów i przebiegu tego makabrycznego ataku. Pirotechnik, z odznaczeniami za służbę w Iraku i Afganistanie, stał się mordercą we własnym domu.

– Rodzina zatrzymanego funkcjonariusza otrzyma pomoc psychologiczną. Na takie wsparcie mogą też liczyć pozostali funkcjonariusze SOP – zapowiedział pułkownik Piórkowski.

Kto próbował powstrzymać agresora?

Tragedia rozgrywała się na oczach sąsiadów, którzy, słysząc krzyki i płacz dzieci, próbowali interweniować. Dziennikarze Radia Gdańsk ujawnili, że mieszkańcy bloku, niczym bohaterowie z dramatu, starali się dostać do mieszkania, jednak drzwi pozostały zamknięte. W akcie desperacji wezwali policję, ale zanim służby dotarły na miejsce, doszło do kolejnych dramatycznych scen. Jedna z medialnych relacji mówi nawet o sąsiedzie, któremu udało się wedrzeć do środka i zaatakować napastnika krzesłem, co niestety okazało się daremne.

4-letnia dziewczynka otrzymała śmiertelny cios nożem w klatkę piersiową od własnego ojca. Reanimacja trwała kilkadziesiąt minut, lecz nie przyniosła rezultatu. Dziecko zginęło. Dwie kobiety, żona i teściowa agresora, również zostały ciężko ranne, a ich stan był poważny. Ranny został także teść funkcjonariusza SOP. Piotr K. próbował również odebrać sobie życie, co potwierdzają obrażenia ujawnione na jego ciele, lecz został odratowany.

Kim był major SOP Piotr K.?

Z placówki medycznej najszybciej wypisano 7-letniego syna Piotra K., który na szczęście nie odniósł poważniejszych obrażeń i zdążył uciec z mieszkania, zanim chaos pochłonął go całkowicie. Tymczasem śledztwo nabierało tempa, a prokurator Patryk Wegner, szef Prokuratury Okręgowej w Słupsku, potwierdził, że Piotr K. będzie przesłuchany zaraz po opuszczeniu szpitala. Potwierdzono również, że Piotr K. był nie tylko funkcjonariuszem SOP-u, ale także doświadczonym pirotechnikiem, służącym w Iraku i Afganistanie, za co został odznaczony przez prezydenta RP.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wydało komunikat o zawieszeniu funkcjonariusza i wszczęciu procedury jego usunięcia ze służby. Co ciekawe, MSWiA stanowczo zaprzeczyło krążącym w sieci spekulacjom, jakoby mężczyzna brał udział w ochronie najważniejszych osób w państwie, co rzuca nowe światło na jego faktyczną rolę w służbach. Obraz bohatera misji zaczął pękać, ujawniając przerażającą rzeczywistość.

Czy system weryfikacji zawiódł?

W obliczu tak dramatycznych wydarzeń Biuro Nadzoru Wewnętrznego wszczęło czynności sprawdzające, mające na celu weryfikację przebiegu służby Piotra K., w tym również badań okresowych. Pytanie, które cisnęło się na usta, brzmiało: jak to możliwe, że funkcjonariusz z 23-letnim stażem, który ostatnie badania psychologiczne przechodził zaledwie w październiku 2025 roku, nie wzbudził żadnych podejrzeń? Skuteczność rutynowych badań psychologicznych dla funkcjonariuszy służb mundurowych staje się ponownie gorącym tematem dyskusji, wskazując na bez wątpienia istniejące luki w systemie.

Wizerunek Piotra K., malowany przez dziennikarzy „Super Expressu”, rysował się jako przykładny ojciec i mąż. Wziął ślub z Malwiną w 2013 roku, doczekał się syna i córki. Zdjęcia z wakacji w mediach społecznościowych ukazywały uśmiechniętą, szczęśliwą rodzinę. Koledzy z pracy opisywali go jako spokojnego, opanowanego profesjonalistę, „kawał chłopa”. Prawda o nim, ujawniona przez krwawy atak, okazała się jednak przerażająco inna, a sąsiedzi pozostali w głębokim szoku.

Co ujawniła sekcja zwłok 4-latki?

Relacje sąsiadów, którzy jeszcze niedawno widywali małżeństwo spacerujące plażą, trzymające się za ręce, kontrastują z ponurą ciszą, krwią i zniczami, które zdominowały miejsce tragedii. 28 stycznia, w gdańskim Zakładzie Medycyny Sądowej, rozpoczęła się sekcja zwłok zamordowanej dziewczynki. Ojciec miał zadać jej wiele ciosów długim nożem, przypominającym maczetę, którym ranił również pozostałych domowników. Po ataku Piotr K. zabarykadował się w jednym z pokoi, a policjanci musieli wyciągać go siłą, co tylko podkreślało jego agresję i determinację.

Mimo desperackiej próby odebrania sobie życia, lekarze odratowali mężczyznę. Psychiatrzy po zakończeniu leczenia podjęli decyzję, że może on trafić do celi i zostać przesłuchany. Tak też się stało: 44-latek został doprowadzony do prokuratury w kasku i kajdankach na rękach i nogach – to procedura stosowana wobec najgroźniejszych przestępców. Czy to wystarczająca reakcja na tak niewyobrażalny akt przemocy?

Jaki był motyw zbrodni?

Piotr K. ostatecznie przyznał się do winy, składając wyjaśnienia podczas przesłuchania, które trwało dwie godziny. Opowiedział o przebiegu zdarzenia, lecz kategorycznie odmówił odpowiadania na zadawane pytania. Według jego relacji, feralnego wieczoru rodzina grała w popularnego „tysiąca”. Gdy rozgrywka dobiegła końca, Piotr K. po prostu wstał od stołu, poszedł do kuchni, wziął nóż i nagle zaatakował bliskich. Teściowie mężczyzny zeznali, że nic nie zapowiadało ataku – panowała normalna, rodzinna atmosfera, co tylko pogłębia zagadkę tego, co się wydarzyło.

Prokurator Patryk Wegner, szef Prokuratury Okręgowej w Słupsku, z uwagi na okoliczności i potrzebę weryfikacji zeznań, odmówił ujawnienia szczegółów dotyczących treści wyjaśnień ani przyczyn zachowania Piotra K. Potwierdził jedynie, że Piotr K. był świadomy tego, co mówi, a jego relacja była logiczna. Czy jednak była prawdziwa, to już inna kwestia, która zostanie zweryfikowana w toku postępowania.

– Ze względu na okoliczności i potrzebę weryfikacji zeznań podejrzanego, nie będziemy wyjawiać treści ani przyczyn jego zachowania – uciął prokurator Patryk Wegner, szef Prokuratury Okręgowej w Słupsku, w rozmowie z „Super Expressem”.

Przebieg ataku. Walka z policją?

Sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu 44-latka na trzy miesiące. Mężczyzna usłyszał zarzuty zabójstwa córki i usiłowania zabójstwa czterech innych osób. Media podawały nieoficjalnie, że przebieg zdarzenia był znacznie bardziej drastyczny, niż początkowo ujawniano. Kiedy policjanci dotarli na miejsce, Piotr K. miał trzymać w ręce nóż i mimo prób negocjacji, zaczął zadawać ciosy jeden po drugim, co wskazuje na totalną utratę kontroli i bezwzględność.

Strzelanie do niego było niemożliwe, ponieważ kula mogłaby zabić trzymane przez niego dziecko. Dopiero użycie tasera pozwoliło obezwładnić napastnika. „Super Express” opisywał, że w mieszkaniu działało kilka patroli, które miały do czynienia z wyjątkowo silnym, wyszkolonym i nieobliczalnym przeciwnikiem: Piotrem K., mierzącym około dwóch metrów, ważącym 140 kilogramów, z bojowym szkoleniem i ponad 20-letnim doświadczeniem w służbach. Scenariusz z horroru rozgrywał się w środku cywilizowanego społeczeństwa.

Kto był głównym celem ataku?

Tomasz Nowociński, dziennikarz relacjonujący to zdarzenie, szczegółowo opisywał dramatyczne chwile. Major SOP w pewnym momencie wstał od stołu, sięgnął po najdłuższy nóż w kuchni, a następnie rzucił się na żonę i teściów, próbując dopaść uciekającego syna, by ostatecznie zabarykadować się z córką w pokoju. Zadał dziewczynce wiele śmiertelnych ciosów, część z nich wymierzyła w klatkę piersiową, powodując obrażenia wielonarządowe.

Z ustaleń śledczych wynika, że głównym celem ataku była jego żona, ale to córka stała się niespodziewaną ofiarą. Prokurator Patryk Wegner przyznał, że liczba zadanych ciosów oraz ich intensywność wskazują na ogromne wzburzenie emocjonalne napastnika. – To było coś, czego nie da się logicznie wyjaśnić – podkreślił. Marlena Bruhn z Pogotowia Ratunkowego w Słupsku w rozmowie z TVN-em mówiła wprost, że obraz z tego mieszkania pozostanie na długo w pamięci ratowników, bo „krwi było bardzo dużo”.

– Krwi było bardzo dużo, nasza akcja ratownicza działała się na dwóch piętrach. Trzy osoby poszkodowane były na jednym piętrze, a reanimacja odbywała się na niższym. W sumie akcja reanimacyjna trwała półtorej godziny – relacjonowała Marlena Bruhn z Pogotowia Ratunkowego w Słupsku.

Czy relacje małżeńskie były burzliwe?

Próby logicznego wytłumaczenia tego, co się stało, podjęli reporterzy programu „Uwaga! TVN”, którzy w swoim materiale przedstawili zgoła odmienny obraz poukładanej rodziny, niż ten, który wcześniej krążył w mediach. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że relacje małżeńskie Piotra i jego żony wcale nie wyglądały tak dobrze, jak mogło się wydawać z zewnątrz. Zaledwie trzy miesiące przed atakiem 44-latek miał ponoć planować wyprowadzkę od bliskich, co sugeruje długotrwałe problemy.

Anonimowy świadek w programie „Uwaga! TVN” ujawnił, że już na początku października relacja Piotra K. z żoną była „zła”, a on sam chciał wynająć kawalerkę. Miał wówczas mówić o rozwodzie. Znajoma rodziny, w rozmowie z „Super Expressem”, opisywała żonę 44-latka jako kobietę o silnym charakterze, nieuległą, co mogłoby potwierdzać teorię o napięciach. Jednakże prokuratura na razie nie komentuje tych doniesień, pozostają one w sferze spekulacji, dodając kolejną warstwę tajemnicy do tej tragicznej historii.

Skuteczność psychotestów. Czy to farsa?

To, co również budzi ogromną dyskusję, to badania okresowe w służbach – temat powracający niczym bumerang za każdym razem, gdy do tragedii doprowadza funkcjonariusz. Informator TVN-u mówi wprost, że badania psychologiczne, być może także te, które przechodził Piotr K., to farsa. „Trzeba zdać psychotesty, ale jak ktoś je zdaje za piątym razem, to zna dobrze pytania. Zamyka oczy i rozwiązuje” – opowiadał, kwestionując ich realną wartość diagnostyczną.

W tle dramatycznych wydarzeń w Ustce uwagę internautów przykuła również zbiórka charytatywna, którą mieli założyć Piotr K. i jego żona. Celem była pomoc dla syna, który zmaga się z dziecięcym autyzmem. Kosztowne leczenie i specjalistyczne wizyty, które przekraczały ich możliwości finansowe, nadają słowom z opisu zbiórki szczególnie dramatyczne i przewrotne znaczenie w kontekście tego, co się stało. Czy presja związana z chorobą dziecka mogła wpłynąć na stan psychiczny majora SOP?

Co dalej z Piotrem K.?

Warto pamiętać, że służba Piotra K. w misjach zagranicznych, takich jak Afganistan czy Irak, stanowi duże obciążenie emocjonalne, co często bywa bagatelizowane. On sam podczas przesłuchania zaprzeczył, by kiedykolwiek leczył się psychiatrycznie lub przyjmował leki psychotropowe. Mimo to śledczy podjęli kluczową decyzję o powołaniu biegłych w tym zakresie. To krok niezbędny, aby zrozumieć, czy za okrucieństwem kryje się choroba, czy świadoma, potworna decyzja.

Prokurator Paweł Wnuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku, przekazał, że prowadzący postępowanie chce powołać dwóch biegłych: jednego do oceny poczytalności sprawcy i drugiego do zbadania jego stanu psychiatrycznego. Jeśli Piotr K. zostanie uznany za poczytalnego i zdolnego do odpowiadania przed sądem, grozi mu kara dożywotniego więzienia. W przeciwnym razie, prawdopodobnie trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, co i tak nie przywróci życia 4-letniej dziewczynce. Śledztwo trwa i z pewnością przyniesie jeszcze wiele bolesnych odpowiedzi.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.