Spis treści
Ostatnia droga Marka Perepeczki
Po niemal dziewiętnastu latach od tragicznej śmierci, prochy Marek Perepeczki, niezapomnianego Janosika, wreszcie spoczęły w Częstochowie. Ta symboliczna, choć spóźniona ceremonia przeniesienia urny z warszawskich Powązek do miasta, które w ostatnich latach stało się jego prawdziwym domem, wywołała niemałe zdumienie i pytania o przyczyny tak nagłej decyzji.
Dla wdowy, Agnieszki Fitkau-Perepeczko, to Częstochowa była miejscem, gdzie aktor odnalazł szczęście i spokój, a decyzja o relokacji prochów była świadomym aktem zadośćuczynienia. Skromne uroczystości, którym przewodniczył biskup Antoni Długosz, były świadectwem bliskości i prawdziwego szacunku, dalekiego od warszawskiego zgiełku i obojętności.
"- Częstochowa również chciała mieć Marka, ale ja wtedy byłam uparta i uważałam, że Warszawa także będzie go kochać. Choć Warszawa nie kochała go tak jak Częstochowa. Inaczej - nie mówiąc nic złego o Warszawie, ale Marek w Warszawie był smutny. Był nieszczęśliwy. A jako młody, cudowny, wspaniały człowiek, wspaniały mężczyzna i genialny aktor, po prostu był niedoceniany - mówiła wdowa."
Niedoceniony w stolicy?
Słowa Agnieszki Fitkau-Perepeczko rzuciły gorzkie światło na warszawskie lata aktora, sugerując, że stolica, mimo jego sławy, nie potrafiła docenić jego talentu. Z jednej strony cała Polska kochała go jako Janosika, z drugiej strony, w aktorskim środowisku Markowi Perepeczce brakowało uznania i angaży. To kontrast między publiczną adoracją a zawodowym odrzuceniem rodził w nim głęboki smutek.
Wdowa stanowczo odniosła się do spekulacji o depresji męża, precyzując jej rzeczywiste źródło. Marek Perepeczko nie cierpiał z powodów, które sugerowała prasa, lecz jego wewnętrzny dramat wynikał z poczucia braku perspektyw i niedocenienia w miejscu, które powinno hołubić jego artystyczną wrażliwość i potencjał.
"- W prasie chętnie piszą, że miał depresję z różnych powodów - i wszyscy wiemy, jakich… Nie. Depresja, mniejsza czy większa, jego smutek narodził się zaraz po „Janosiku”. Popularność wzrosła stukrotnie, ludzie oszaleli, a reżyserzy jakby wstrzymali oddech, producenci odwrócili się od niego. I jako trzydziestodwuletni może człowiek, tak zdolny i tak piękny, nie miał pracy. To był jego dramat - kontynuowała."
Klątwa sukcesu Janosika
Paradoksalnie, to właśnie tytułowa rola w „Janosiku”, która przyniosła Markowi Perepeczce gigantyczną popularność, stała się dla niego przekleństwem. Zamiast otworzyć mu drzwi do kolejnych ról i spektakli, sprawiła, że środowisko filmowe i teatralne jakby wstrzymało oddech, ignorując jego niezwykły talent i charyzmę. Sukces okazał się pułapką, z której nie było łatwo się wydostać.
Trzydziestodwuletni, pełen energii i ambicji aktor nagle został bez pracy, mimo że publiczność go uwielbiała. Brak propozycji zawodowych po roli życia był prawdziwym dramatem Marka Perepeczki, który zamiast celebrować triumf, musiał zmierzyć się z bolesnym odrzuceniem i poczuciem beznadziei. To doświadczenie z pewnością odcisnęło piętno na jego późniejszym życiu.
"- Z tego dramatu wyzwoliła go Częstochowa, ale już był dużo starszy i było na to późno. Ja wiem, co on przeżywał jako młody aktor, bardzo atrakcyjny dla teatru - podkreślała wdowa."
Teatr ważniejszy niż sława
Ukojenie i nową drogę zawodową Marek Perepeczko odnalazł dopiero po latach, a wybawieniem okazała się Częstochowa, gdzie objął stanowisko dyrektora Teatru im. Adama Mickiewicza. Choć na ratunek było już "za późno" dla młodego, ambitnego aktora, dla dojrzałego artysty było to spełnienie i powrót do prawdziwej pasji. Teatr stał się dla niego azylem, gdzie mógł w pełni realizować swoje artystyczne wizje.
Agnieszka Fitkau-Perepeczko z czułością podkreśliła, że jej mąż "miłował" ją bardzo, ale ponad wszystko kochał teatr – nie kino, nie sławę, nie fotografów i nie "lansowanie się". To właśnie w deskach teatru, z dala od blichtru i wymagań show-biznesu, Marek Perepeczko odnajdywał sens i spełnienie, co stanowiło istotę jego artystycznej duszy.
"- Marek, po staropolsku mówiąc, miłował mnie bardzo. Ale najbardziej na świecie miłował teatr. Teatr, nie kino, nie sławę, nie fotografów i nie lansowanie się. Marek tego nie cierpiał - powiedziała."
"- Chciano, żeby o Marku zapomniano - mówiła."
Pamięć o Janosiku
Podczas ceremonii wdowa podziękowała za pamięć o mężu, wspominając o pamiątkowej ławeczce z jego postacią, ustawionej w Częstochowie w 2014 roku. Gorzko zauważyła również, że niegdyś wiele osób aktywnie dążyło do tego, by pamięć o legendarnym Janosiku przeminęła. To pokazuje, jak zmienna potrafi być natura pamięci w świecie sztuki i mediów.
Wieczorem, po uroczystościach, Agnieszka Fitkau-Perepeczko podsumowała wydarzenie w mediach społecznościowych, pisząc: "Było pięknie, uroczyście, przez złote liście przebijało słońce. Muzyka grała cudownie." Zauważyła też ludzkie reakcje, dobre i złe, z dystansem przyjmując wszelkie komentarze, co świadczy o jej sile i determinacji w pielęgnowaniu dziedzictwa męża.
"- Było pięknie, uroczyście, przez złote liście przebijało słońce. Muzyka grała cudownie. Marek byłby wzruszony, że tyle znajomych twarzy było dookoła - tych co go lubili, cenili i kochali. A ludzie, no cóż, jak to ludzie - piszą dobrze, źle, obraźliwie. Niech piszą, bo im lżej najwidoczniej - napisała."
Kim był Marek Perepeczko?
Urodzony 3 kwietnia 1942 roku w Warszawie, Marek Perepeczko na zawsze zapisał się w historii polskiej kinematografii jako tytułowy Janosik – rola, która uczyniła go ikoną i zdobyła serca milionów widzów. Po latach spędzonych w Australii, przypomniał o sobie szerszej publiczności, m.in. jako niezapomniany komendant w popularnym serialu "13 posterunek", co udowodniło jego wszechstronność.
Aktor zmarł nagle 17 listopada 2005 roku w Częstochowie, mieście, które stało się jego ostatnim domem i miejscem zawodowego triumfu. W latach 1997-2003 pełnił funkcję dyrektora Teatru im. Adama Mickiewicza, a jego wkład w życie kulturalne miasta został uhonorowany Nagrodą Miasta Częstochowy w 2000 roku, a także nazwaniem jego imieniem foyer teatru i odsłonięciem popiersia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.