Spis treści
Włamanie i motywy zbrodni
W nocy z 14 na 15 marca 2018 roku doszło do tragedii w Cerekwicy Starej w województwie wielkopolskim. 22-letni wówczas Eryk J. wtargnął do domu swojej byłej partnerki Natalii, z zamiarem pozbawienia życia jej nienarodzonego dziecka oraz pozostałych domowników. Mężczyzna przybył na miejsce prywatnym samochodem tuż po godzinie drugiej w nocy, wchodząc tylnymi drzwiami, które zwykle były niezamknięte. Znał układ pomieszczeń, co ułatwiło mu działanie. Planował „po cichutku zlikwidować cel”, jak sam zeznawał podczas wizji lokalnej.
Eryk J. od dłuższego czasu gromadził noże, w tym ostrza do rzucania, dwa bagnety wojskowe i nóż myśliwski, co świadczyło o premedytacji. W sądzie cytowano jego zeznania, w których przyznał: "Planowałem morderstwo wszystkich w tym domu, oprócz dwójki dzieci. Nie mogłem pogodzić się z tym, że wszyscy mnie tam odrzucili". Mężczyzna zaatakował śpiącego 59-latka w pomieszczeniu na parterze, zadając mu kilkanaście ciosów w głowę, szyję i klatkę piersiową.
Przebieg brutalnej napaści
Napastnik Eryk J. działał zamaskowany, miał na twarzy czarną kominiarkę z nadrukowaną czaszką. Po ataku na 59-latka, który nie miał szans na przeżycie, mężczyzna starł się z córką zamordowanego, siostrą Natalii. Kobieta relacjonowała w programie „Uwaga! TVN”, że udało jej się wywinąć, co sprawiło, że nóż tylko przejechał po jej twarzy przez ucho. Na miejscu zbrodni pojawiła się również żona pierwszej ofiary, która odwróciła uwagę agresora od córki, co być może uratowało jej życie. Mężczyzna następnie zaatakował 59-latkę, wbijając nóż w okolicę jej twarzy, co spowodowało jej upadek ze schodów.
Kiedy Eryk J. kierował się w stronę byłej partnerki, Natalii, która była w dziewiątym miesiącu ciąży, jej szwagier próbował go powstrzymać. Mężczyzna wspominał w TVN, że próbował zabarykadować drzwi, ale napastnik wpadł do środka. Agresora nie udało się zatrzymać. Uzbrojony, przepełniony złością i frustracją, był nie do powstrzymania. Eryk J. nie chciał mieć potomstwa i postanowił pozbawić życia swojego syna, jeszcze zanim ten zdąży się urodzić, co było głównym motywem jego działania.
"Pamiętam tylko ból, straciłam przytomność. Wtedy chyba sobie poszedł. Jedyne, co pamiętam później, to jak po przebudzeniu powiedziałam do siebie, że nie chcę umierać. Nie czułam już ruchów dziecka" - mówiła wstrząśnięta Natalia w mediach.
Dramat ciężarnej Natalii i Adasia
Po dopadnięciu Natalii, Eryk J. zaczął ją ciąć i dźgać, zadając liczne obrażenia. Lekarze później potwierdzili, że ostrze dosięgło brzucha i macicy kobiety, przebijając skórę na tyle głęboko, by zranić nienarodzonego jeszcze Adasia w maleńką klatkę piersiową. W międzyczasie partner drugiej z sióstr zaalarmował sąsiadów, a na miejsce natychmiast wezwano policję i służby ratunkowe. Sąsiadka opowiadała, że mężczyzna przybiegł po pomoc z krzykiem i płaczem, ledwo mógł wypowiedzieć słowa o tragedii, która wydarzyła się obok.
Dyrektor medyczny Włodzimierz Budzyński ze Szpitala Powiatowego w Jarocinie określił widok na miejscu zbrodni jako straszny, z ciałami w różnych pomieszczeniach. Na miejscu śmierć ponieśli 59-letni rodzice Natalii i jej siostry. Ciężarna Natalia doznała najpoważniejszych obrażeń, co skutkowało wprowadzeniem jej w stan śpiączki farmakologicznej. Lekarze podjęli natychmiastową decyzję o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia, aby zwiększyć szanse na uratowanie nienarodzonego dziecka, Adasia.
Walka o życie ofiar
Chłopiec, mały Adaś, urodził się z ciężkim niedotlenieniem mózgu i raną klatki piersiowej spowodowaną ostrzem Eryka J. Od razu trafił na stół operacyjny, a następnie został przetransportowany do szpitala w Ostrowie Wielkopolskim. Początkowo jego stan był krytyczny, jednak wydarzyło się coś, co lekarze określili cudem: dziecko udało się uratować, a jego stan zdrowia zaczął się poprawiać. Po pewnym czasie Adaś nie potrzebował już respiratora, jego czynności oddechowe były tylko wspomagane, a serce i nerki pracowały bez leków. Rana na skórze chłopca dobrze się goiła, dając nadzieję na powrót do zdrowia.
Wkrótce do Adasia dołączyła jego mama, Natalia, której stan również określono jako bardzo dobry. Jej rany cięte zostały zaopatrzone, a pacjentka znalazła się pod opieką psychologa, co umożliwiło jej powrót do zdrowia i możliwość karmienia piersią. Lekarze opisywali pierwszy kontakt matki z synem jako bardzo wzruszający moment. Eryk J. uciekł po masakrze, ale siostra Natalii rozpoznała go mimo maski i szybko powiadomiła funkcjonariuszy, którzy zatrzymali go po niecałych dwóch godzinach. W wydychanym powietrzu mężczyzna miał pół promila alkoholu i nie stawiał oporu podczas zatrzymania, jednak odmówił składania wyjaśnień na komendzie.
Dlaczego Adaś zmarł?
Mimo początkowej poprawy, w organizmie chłopca zaszły bardzo poważne zmiany neurologiczne. W wieku siedmiu miesięcy Adaś ponownie trafił do placówki medycznej, ponieważ jego mama zauważyła u niego problemy z oddychaniem. Niestety, niedługo po tej interwencji chłopiec zmarł. Tragiczne wieści nadeszły 6 października 2018 roku, kilka miesięcy po brutalnej napaści. Śmierć Adasia była bezpośrednim skutkiem obrażeń, które odniósł jeszcze przed urodzeniem.
Eryk J. szybko usłyszał zarzuty. Początkowo dotyczyły one zabójstwa starszego małżeństwa oraz usiłowania morderstwa pozostałych domowników. Po śmierci Adasia akt oskarżenia został rozszerzony. Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do zbrodni, ale tylko częściowo. Jako motyw wskazał osobisty konflikt z zamordowanym małżeństwem oraz z Natalią, jego byłą partnerką. Konflikt ten dotyczył ciąży kobiety.
Zarzuty i przygotowania sprawcy
Śledczy jasno wskazali, że Eryk J. nie chciał być ojcem, co było kluczowym motywem jego działań. Podczas wizji lokalnej, zapytany o to, kogo chciał zabić, odpowiedział beznamiętnie, że każdego, kto stanie mu na drodze. Finalny akt oskarżenia, który trafił do sądu w grudniu 2018 roku, zawierał łącznie sześć zarzutów. Prokuratura przyjęła, że sprawca działał z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, wynikającej z jego niechęci do przyjęcia roli ojca i związanych z tym obowiązków. Groziła mu kara dożywotniego więzienia.
„Głos Wielkopolski” relacjonował, że mężczyzna przygotowywał się do zbrodni przez co najmniej kilka miesięcy. Od grudnia 2017 roku Eryk J. aktywnie nabywał noże, w tym kilkanaście noży do rzucania, dwa bagnety i nóż myśliwski, a także kominiarkę z nadrukiem czaszki. Wszystkie te przedmioty zostały użyte podczas napaści na poszkodowanych. Poziom brutalności i ilość zadanych obrażeń były nadzwyczajne.
"W mojej karierze jeszcze się nie spotkałem z takim poziomem brutalności. Ilość zadawanych obrażeń była znaczna, liczba noży i ostrych przedmiotów jest bardzo nietypowa" - przyznawał prokurator Maciej Meler.
Proces Eryka J. i linia obrony
Proces Eryka J. rozpoczął się w połowie lutego 2019 roku. Oskarżony odmówił składania wyjaśnień. Pełnomocnik pokrzywdzonych, Janusz Runowski, ostro krytykował napastnika, porównując jego działania do polowania na ludzi i nazywając go bezwzględnym rzeźnikiem. Z kolei obrońca oskarżonego próbował dowieść, że winę za czyny jego klienta ponoszą gry komputerowe, od których Eryk J. miał być uzależniony. Argumentowano, że brutalne rozgrywki wpłynęły na jego postępowanie i poczytalność.
Złożono wnioski o powołanie biegłych z zakresu psychologii i psychiatrii, aby zbadali zdolność oskarżonego do pokierowania swoim losem. Wyniki tych badań jednoznacznie wykazały, że Eryk J. był świadomy swoich czynów i mógł odpowiadać za to, co zrobił. Obrona próbowała odwołać się od tej decyzji, ale bezskutecznie. Mimo że Eryk J. poświęcał dużo czasu na gry, jednocześnie pracował zawodowo, uprawiał sport i pomagał matce w gospodarstwie, co podważało tezę o całkowitym uzależnieniu kierującym jego życiem.
Wyrok sądu i jego uzasadnienie
Sędzia sprawozdawca, Katarzyna Maciaszek, w uzasadnieniu wyroku stwierdziła, że motywacja i plan Eryka J. nie miały związku z uzależnieniem od gier komputerowych. Wynikały one z jego życia osobistego, które nie potoczyło się zgodnie z jego oczekiwaniami. Stwierdziła, że stopień społecznej szkodliwości czynów oskarżonego był bardzo wysoki, a oskarżony działał w sposób zaplanowany. Sąd uznał, że pomysł zbrodni zrodził się kilka tygodni wcześniej, zbiegając się z momentem, gdy Natalia poinformowała go o zamiarze wystąpienia o alimenty i partycypację w kosztach ciąży.
Dla Natalii i jej rodziny proces Eryka J. był niezwykle trudnym przeżyciem. Kobieta relacjonowała, że widok sprawcy nie wzbudził w niej żadnych uczuć, ponieważ "ten człowiek już dla mnie nie istnieje". Zarówno Natalia, jak i jej siostra, borykały się z bliznami na twarzach po ataku. Doktor Michał Charytonowicz z kliniki chirurgii plastycznej zaoferował im bezpłatne operacje plastyczne twarzy, co było dużym wsparciem. Bliscy pokrzywdzonych oczekiwali najwyższego wymiaru kary dla sprawcy.
Konsekwencje prawne i los ofiar
Sąd nie miał litości wobec Eryka J., skazując go na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Możliwość przedterminowego zwolnienia ustalono po upływie minimum czterdziestu lat, choć już wtedy wskazywano, że jest to mało prawdopodobne. Sędzia podkreślała, że tylko maksymalna kara izolacyjna spełni zadość społecznemu poczuciu sprawiedliwości, mając pewność, że Eryk J. musi spędzić resztę życia w zamknięciu. Bliscy Natalii podkreślali, że nie wyobrażają sobie innego wyroku niż bezwzględne dożywocie.
Od wyroku oczywiście próbowano się odwołać. 16 września 2020 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi podtrzymał pierwotną decyzję o dożywociu. Obrona złożyła wówczas kasację do Sądu Najwyższego, domagając się uchylenia wyroku z powodu nienależytej obsady sądu. Jednakże wniosek ten został niedługo później odrzucony. Tym samym wyrok dożywotniego więzienia dla Eryka J. stał się prawomocny, zamykając sprawę tej brutalnej zbrodni.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.