Matka okaleczała córkę dla pieniędzy. Co z wyrokiem Moniki B.?

2026-02-10 18:06

Proces Moniki B. oskarżonej o celowe okaleczanie córki Julii żrącymi substancjami dla wyłudzenia pieniędzy trwa w Sądzie Okręgowym w Siedlcach. Prokuratura zarzuca 45-latce znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, co doprowadziło do poważnych obrażeń, w tym utraty fragmentu ucha i trwałych blizn. Sprawę ujawnili lekarze z Lublina, identyfikując nietypowy charakter ran. Rodzina oskarżonej ponownie zaatakowała dziennikarza.

Widoczne są otwarte, ciemne drzwi, przez które wpada jasne, białe światło, tworząc kontrast. Na lewej części drzwi, blisko krawędzi, znajduje się srebrna klamka i otwór na klucz. Prawa strona obrazu jest zamazana i pogrążona w ciemności, a jedynie zarys ościeżnicy jest widoczny w oddali.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Widoczne są otwarte, ciemne drzwi, przez które wpada jasne, białe światło, tworząc kontrast. Na lewej części drzwi, blisko krawędzi, znajduje się srebrna klamka i otwór na klucz. Prawa strona obrazu jest zamazana i pogrążona w ciemności, a jedynie zarys ościeżnicy jest widoczny w oddali.

Proces Moniki B. w Siedlcach

Proces Moniki B., 45 lat, z Sięciaszki (woj. lubelskie) toczy się obecnie w Sądzie Okręgowym w Siedlcach. Jest ona oskarżona o znęcanie się fizycznie i psychicznie ze szczególnym okrucieństwem nad swoją małoletnią córką. Prokuratura zarzuca Monice B. celowe okaleczanie twarzy i szyi córki Julii za pomocą żrących substancji. Działania te miały na celu wyłudzanie pieniędzy od internautów na rzekome leczenie dziecka.

Postępowanie sądowe, ze względu na wrażliwy charakter sprawy i udział osoby niepełnoletniej, prowadzone jest przy drzwiach zamkniętych. To jedna z najbardziej bulwersujących spraw ostatnich lat, a do wydania wyroku wciąż jest daleko. Kolejna rozprawa w tej sprawie została zaplanowana na połowę marca 2026 roku. Długotrwałość procesu świadczy o jego złożoności i powadze stawianych zarzutów.

Jak matka okaleczała Julię?

Prokuratura ustaliła, że Monika B. miała celowo okaleczać swoją córkę Julię od drugiego roku życia dziewczynki. Matka regularnie polewała twarz i szyję dziecka żrącymi substancjami, co wywoływało stany zapalne skóry i uniemożliwiało gojenie ran. W ten sposób utrzymywała wiarygodność internetowych zbiórek pieniędzy.

W wyniku tych działań, substancje te wżerały się w ciało dziecka. Julia doznała martwicy tkanek, co doprowadziło do utraty fragmentu prawego ucha oraz powstania trwałych blizn na twarzy. Gehenna dziewczynki miała trwać przez siedem lat, od 2017 do 2024 roku, zanim prawda wyszła na jaw.

Lekarze ujawnili prawdę

Oszustwo zostało wykryte przez lekarzy ze Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie, którzy zauważyli niepokojące objawy. Obraz kliniczny i przebieg choroby Julii nie odpowiadały żadnej znanej medycynie jednostce chorobowej. Kształt i ewolucja zmian skórnych na twarzy dziecka wyraźnie wskazywały, że obrażenia nie mogły powstać w sposób naturalny.

To odkrycie doprowadziło do wszczęcia śledztwa, które zakończyło się tymczasowym aresztowaniem Moniki B. Po odseparowaniu dziewczynki od matki, stan zdrowia Julii uległ znaczącej poprawie, co potwierdziło celowe działania oskarżonej. Biegli psychiatrzy potwierdzili świadome znęcanie się.

Czym jest zespół Münchhausena przez przeniesienie?

Biegli psychiatrzy, którzy badali Monikę B., potwierdzili u niej świadome znęcanie się nad córką oraz zdiagnozowali rzadkie zaburzenie: zespół Münchhausena przez przeniesienie. To schorzenie polega na tym, że opiekun celowo wywołuje lub symuluje objawy choroby u osoby podopiecznej. Celem takiego zachowania jest zazwyczaj zdobycie uwagi, współczucia otoczenia, a także osiągnięcie korzyści.

W przypadku Moniki B., korzyści te miały charakter finansowy, pochodzące z internetowych zbiórek na "leczenie" okaleczonej córki. Zaburzenie to jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ prowadzi do realnego cierpienia i uszczerbku na zdrowiu ofiary. Matce grozi wieloletnia kara pozbawienia wolności za popełnione czyny.

Atak rodziny oskarżonej na dziennikarza

Podczas trwania procesu Moniki B., bliscy oskarżonej po raz drugi zaatakowali reportera "Super Expressu" przed salą sądową. Członkowie rodziny, zamiast odciąć się od czynów Moniki B., aktywnie utrudniają pracę dziennikarzom. Wykrzykują obraźliwe słowa i domagają się zaprzestania relacjonowania sprawy.

We wtorek, 10 lutego, młoda kobieta, prawdopodobnie krewna Moniki B., wyrwała reporterowi aparat fotograficzny i uderzyła go w oko. Na miejsce wezwano policję, która interweniowała i poinformowała pokrzywdzonego o przysługującym mu prawie do złożenia zawiadomienia o naruszeniu nietykalności cielesnej. Dziennikarze wykonują swoje obowiązki służbowe, a ich naruszenie podlega odpowiedzialności karnej.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.