Spis treści
Sąd nie miał wątpliwości
Poniedziałek, 5 stycznia 2026 roku, zapisał się w kalendarzu rodziny Kowalskich jako dzień ogłoszenia długo wyczekiwanego wyroku w sprawie cywilnej przeciwko Katarzynie G. To właśnie ona, matka mężczyzny oskarżonego o morderstwo Mai z Mławy, przez miesiące nękała i zniesławiała ojca zmarłej dziewczynki, Jarosława Kowalskiego, wykazując się niebywałym brakiem empatii i cynizmem w obliczu niewyobrażalnej tragedii.
Proces, który rozpoczął się w połowie grudnia 2025 roku, nabrał niespodziewanego tempa z uwagi na absencję pozwanej na rozprawie. Sąd, pod przewodnictwem sędzi Emilii Dolińskiej, musiał sam dokonać oceny dowodów, które jasno wskazywały na naruszenie dóbr osobistych. Jak podkreślał radca Wojciech Kasprzyk, reprezentujący rodzinę Mai, to skandaliczne i wręcz niewytłumaczalne zachowanie Katarzyny G. było bezpośrednią przyczyną tego, że sprawa w ogóle trafiła na wokandę.
Katarzyna G. winna zniesławienia?
Sąd Okręgowy w Mławie, po wnikliwej analizie zebranego materiału dowodowego, uznał Katarzynę G. winną uporczywego nękania i zniesławienia rodziny zamordowanej Mai. Decyzja wymiaru sprawiedliwości jest jednoznaczna i surowa: kobieta została zobowiązana do zapłaty Jarosławowi Kowalskiemu zadośćuczynienia w wysokości 150 tysięcy złotych, co jest istotnym sygnałem dla osób dopuszczających się hejtu w internecie i poza nim.
Dodatkowo, sąd nakazał Katarzynie G. publiczne przeproszenie rodziny Kowalskich za jej haniebne działania. Co ważne, przeprosiny mają zostać opublikowane w papierowym wydaniu poczytnego dziennika „Super Express”, co jest wymownym gestem i podkreśla wagę naruszenia. Należy jednak pamiętać, że wyrok nie jest jeszcze prawomocny, co oznacza, że strony mają prawo do apelacji.
"Jesteśmy zadowoleni z wyroku. Wystąpiliśmy o uzasadnienie" - przekazał nam dr Wojciech Kasprzyk.
Emocje w sądzie Mławy
Sprawa Mai z Mławy wywołała głębokie poruszenie nie tylko w lokalnej społeczności, ale i wśród prawników. Podczas mowy końcowej dr Wojciech Kasprzyk nie krył swoich emocji, przyznając, że mimo lat praktyki i prowadzenia wielu trudnych spraw, te dotyczące dzieci zawsze uderzają najmocniej. Jego słowa podkreślają unikalną wrażliwość takich przypadków i ciężar, jaki niosą dla wszystkich zaangażowanych.
W podobnym tonie wypowiadała się adwokat Aleksandra Bogielska, również reprezentująca rodzinę Kowalskich. Zaznaczyła, że działania pozwanej w ciągu ostatnich sześciu miesięcy były absolutnie tragiczne w skutkach dla całej rodziny, mając na celu zdyskredytowanie, poniżenie i naruszenie opinii publicznej o powodzie. Szczególnie wstrząsający był komentarz Katarzyny G. w dniu odnalezienia ciała Mai, kiedy to z cyniczną obojętnością miała stwierdzić, że miejsce to było „naturalnym miejscem” dla jego córki.
Ojciec Mai: Czułem, że coś ukrywają
Podczas toczącego się postępowania sądowego, Jarosław Kowalski, ojciec zamordowanej Mai, został zapytany o kluczowy okres między zaginięciem dziewczynki a tragicznym odnalezieniem jej ciała. Pan Kowalski opisał swoje kontakty z rodziną G. po zaginięciu córki, kiedy to szukał jakichkolwiek informacji o Mai. Rodzina G. konsekwentnie zaprzeczała, że ma z nią kontakt lub widziała dziewczynkę, co już wtedy wzbudziło poważne podejrzenia.
Jak sam przyznał, już po tej rozmowie miał złe przeczucia. „Patrząc im w twarz, czułem, że coś ukrywają” – to mocne słowa świadczące o intuicji rodzica. Co więcej, podczas rozmowy zasugerowano mu, aby szukał córki na torach, gdyż mogła wpaść pod pociąg. Od samego początku, zamiast wsparcia w obliczu tragedii, rodzina G. odpowiedziała agresją, hejtem i obelgami, co stanowiło dodatkową torturę dla pogrążonego w rozpaczy ojca.
„Czułem, że coś zataili”. Ojciec Mai o kontaktach z rodziną G.
"Już po tej rozmowie wiedziałem, że coś jest nie tak. Patrząc im w twarz czułem, że coś ukrywają" - powiedział pan Jarosław.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.