Spis treści
Traumatyczne wspomnienia Olejnik
Monika Olejnik, postać, której nie trzeba przedstawiać, od lat wyznacza standardy w polskim dziennikarstwie. Jej profesjonalizm i bezkompromisowość są powszechnie znane, jednak niewielu zdawało sobie sprawę z dramatu, jaki rozgrywał się w jej życiu prywatnym wiele lat temu. W niedawnym wywiadzie dla magazynu "Viva!", dziennikarka po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o bolesnych doświadczeniach z czasów swojego pierwszego małżeństwa. Te wspomnienia rzucają nowe światło na trudną drogę, jaką przebyła do obecnej stabilizacji.
Z relacji Moniki Olejnik wynika, że jako bardzo młoda kobieta, zaledwie wkraczająca w dorosłość, wyszła za mąż. Niestety, sielanka szybko zamieniła się w koszmar, a jej pierwszy mąż okazał się osobą stosującą przemoc. To doświadczenie, choć bolesne, ukształtowało jej siłę i determinację do walki o siebie. Wyznanie to pokazuje, że nawet publiczne osoby mierzą się z prywatnymi tragediami, często ukrytymi przed światem.
"Byłam bardzo młoda, kiedy pierwszy raz wyszłam za mąż. Mąż okazał się przemocowcem, znęcał się nade mną"
Kiedy podjęła decyzję o ucieczce?
Przełomowy moment nadszedł, gdy skala przemocy eskalowała, a mąż uderzył ją po raz drugi. To zdarzenie stało się dla Moniki Olejnik punktem zwrotnym, który zmusił ją do natychmiastowego działania. Decyzja o ucieczce była nie tylko aktem desperacji, ale przede wszystkim instynktownym krokiem w stronę ratowania własnego życia i godności. Nie było już miejsca na wahanie czy nadzieję na zmianę. Była to chwila, która bezpowrotnie odmieniła jej los.
Dziennikarka wspomina, że w tamtym krytycznym momencie nie czekała ani chwili dłużej, by opuścić toksyczne środowisko. Zabrała ze sobą jedynie pluszowego misia, symbol niewinności i bezpieczeństwa, i zadzwoniła do swoich rodziców. Ich reakcja była kluczowa w tym trudnym czasie. Wsparcie bliskich okazało się bezcenne, dając jej siłę do zerwania z traumatyczną przeszłością i rozpoczęcia nowego rozdziału, z dala od zagrożenia.
"Kiedy uderzył mnie drugi raz, nie czekałam. Stwierdziłam, że muszę od niego odejść i się rozwieść. Zabrałam mojego misia, zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, że wracam"
Rodzice wsparli, ksiądz zaskoczył
Wsparcie ze strony rodziców Moniki Olejnik było nieocenione i stanowiło fundament, na którym mogła odbudować swoje życie. Dziennikarka podkreśla, że nie usłyszała od nich żadnych obwiniających słów ani naiwnych obietnic zmiany ze strony męża. Ich bezwarunkowa miłość i zrozumienie pozwoliły jej uwierzyć, że zasługuje na bezpieczeństwo i szczęście, a wina nigdy nie leżała po jej stronie, co jest kluczowe w sytuacji przemocy.
Niestety, nie wszyscy okazali takie samo zrozumienie i empatię. Olejnik wyznała, że nawet duchowny, do którego zwróciła się o radę i wsparcie, namawiał ją do powrotu do oprawcy. To szokujące zalecenie, dziś brzmiące jak echo dawnych, często krzywdzących przekonań, pokazuje, jak głęboko zakorzenione były pewne wzorce myślenia. Decyzja o zignorowaniu rady księdza była kolejnym aktem buntu przeciwko przemocy i niezrozumieniu, utwierdzającym ją w słuszności własnej drogi.
"Miałam wsparcie rodziców, co jest szalenie ważne. Nikt mi nie mówił, że on się zmieni albo że to jest moja wina, bo go sprowokowałam"
Strach o życie Moniki Olejnik
Głównym motorem jej decyzji ostatecznie okazał się strach. Nie chodziło już o złamane serce czy godność, ale o realne zagrożenie dla jej życia. Monika Olejnik otwarcie przyznała, że obawiała się najgorszego, co było przerażającą perspektywą dla młodej kobiety. Ta obawa pchnęła ją do podjęcia jedynej słusznej decyzji – odejścia i natychmiastowego ubiegania się o rozwód z orzeczeniem o winie męża. To było jasne postawienie granic i odmowa dalszego tolerowania przemocy.
Choć sprawiedliwość została wymierzona w sądzie, po latach dziennikarka musiała zmierzyć się z kolejną falą niezrozumienia i krytyki. Część mediów, w sposób bezlitosny, próbowała podważyć jej walkę o rozwód, nazywając ją "donosem" na byłego męża. Nawet publikacja zdjęcia zaniedbanego grobu jej oprawcy, z którym po rozstaniu nie miała kontaktu, była próbą wykreowania taniej sensacji i kolejnym ciosem, udowadniając, że nawet po latach ofiary przemocy muszą walczyć o swoją narrację.
"Odeszłam od niego, bo bałam się, że mnie zabije"
"Po latach część pseudodziennikarzy prawicowych nazwała moją walkę o rozwód donosem na byłego męża (...) Następnie w jednej z gazet ukazało się zdjęcie zaniedbanego grobu mojego pierwszego męża, przemocowca, z którym po rozwodzie nie miałam żadnego kontaktu. Nigdy go już więcej nie zobaczyłam. Oczywiście do mnie nie zadzwonił, o nic nie zapytał, tylko wykreował sensację"
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.