Monika P. skazana za zabójstwo męża. Co wydarzyło się w mieszkaniu przy Ludwiki?

Monika P., skazana na 12 lat pozbawienia wolności za zabójstwo męża Janusza, nadal odsiaduje wyrok. Tragedia, która wstrząsnęła warszawską Wolą, miała miejsce blisko sześć lat temu. Kobieta w rozmowie z autorem książki "Zabiłaś?" opowiedziała o kulisach dramatu, narastających problemach małżeńskich związanych z alkoholem i hazardem oraz o chwili, w której zadała śmiertelny cios.

Podłoga pokryta jest dywanem o drobnej teksturze w odcieniach szarości, na którą padają wyraźne, prostokątne pasy jasnego światła. W tle, na nieostrej, jasnoszarej ścianie, znajduje się ciemny, pionowy prostokąt. Z lewej strony widać również rozmazane, jasne pionowe pasmo, prawdopodobnie światło wpadające z zewnątrz. Całość kompozycji skupia uwagę na grze światła i cienia, z płytką głębią ostrości na pierwszym planie.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Podłoga pokryta jest dywanem o drobnej teksturze w odcieniach szarości, na którą padają wyraźne, prostokątne pasy jasnego światła. W tle, na nieostrej, jasnoszarej ścianie, znajduje się ciemny, pionowy prostokąt. Z lewej strony widać również rozmazane, jasne pionowe pasmo, prawdopodobnie światło wpadające z zewnątrz. Całość kompozycji skupia uwagę na grze światła i cienia, z płytką głębią ostrości na pierwszym planie.

Sprawa zabójstwa na warszawskiej Woli

Blisko sześć lat temu, w mieszkaniu przy ulicy Ludwiki na warszawskiej Woli, rozegrała się tragedia, która zakończyła się śmiercią Janusza P. Jego żona, Monika P., po kolejnej awanturze w małżeństwie, chwyciła za nóż i zadała mu śmiertelny cios. Mężczyzna zmarł na klatce schodowej budynku, a zdarzenie to wstrząsnęło lokalną społecznością i stało się jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych w stolicy.

Szczegóły zdarzeń oraz życia Moniki P. przed tragicznym dniem zostały opisane przez Zbyszka Nowaka w książce „Zabiłaś?”. Autor przeprowadził rozmowę z Moniką P. w więzieniu Warszawa-Bemowo, gdzie skazana opowiedziała o długotrwałych problemach w relacji z mężem i motywach, które doprowadziły do eskalacji konfliktu.

"To była bardzo smutna, czasem wręcz wzruszająca podróż przez życie pani Moniki" - mówi Zbyszek Nowak.

Co stało się z małżeństwem P.?

Monika i Janusz P. byli małżeństwem przez wiele lat i wspólnie wychowywali dwie córki. Kobieta wspominała, że przez pewien okres ich życie układało się normalnie i była szczęśliwa w związku z Januszem. Relacja zaczęła się jednak stopniowo pogarszać, a codzienne problemy stawały się coraz bardziej uciążliwe dla obojga małżonków.

Z czasem Janusz P. zaczął coraz częściej sięgać po alkohol, a także borykał się z uzależnieniem od hazardu. Monika P. wspominała, że ostatni rok przed tragedią był szczególnie trudny, gdyż mąż intensywnie pił i grał na automatach. Te problemy znacząco wpłynęły na atmosferę w domu, prowadząc do częstych kłótni i awantur, które były słyszane przez sąsiadów.

"Byłam z nim szczęśliwa, powiedzmy, przez 17 lat" - opowiada Monika P.

"Mąż coraz częściej pił alkohol i miał problemy z hazardem. Ostatni rok jakby… zaczął już ostro pić, zaczął intensywnie grać na maszynach" - wspominała skazana.

Kulminacja konfliktu 30 listopada

Krytyczny moment nastąpił w poniedziałek, 30 listopada 2020 roku. Monika P. wróciła do mieszkania po weekendzie, ale nie mogła wejść do środka, ponieważ mąż wymienił zamki. Po tym, jak Janusz P. w końcu ją wpuścił, doszło do trwającej około dwóch godzin awantury. Po kłótni kobieta zasnęła, a po przebudzeniu odkryła, że jest zamknięta w mieszkaniu, gdyż Janusz zabrał klucze.

Zdesperowana Monika P. zadzwoniła do męża, grożąc odkręceniem gazu i wysadzeniem mieszkania. Przerażony Janusz P. poprosił sąsiada o zakręcenie dopływu gazu na klatce schodowej. Po południu wrócił do domu, a kolejna kłótnia wybuchła na nowo. W pewnym momencie Janusz P. kazał żonie spakować rzeczy i się wyprowadzić, a następnie wyrwał jej telefon i rzucił nim o podłogę.

"Zaczął mnie bić, rzucił na framugę, ja upadłam" - opowiadała w więzieniu.

Jak doszło do śmiertelnego ciosu?

Na ławie w salonie leżał nóż, którym chwilę wcześniej Janusz P. przygotowywał kanapki. Monika P. twierdziła, że chwyciła go, aby przestraszyć męża i zyskać możliwość ucieczki z mieszkania. Według jej relacji, Janusz P. rzucił się na nią, a następnie doszło do szarpaniny. Całe zdarzenie rozegrało się w ułamku sekundy, w atmosferze narastającego strachu i chaosu.

Kobieta opisała, jak podczas szarpaniny z mężem, jej ręka "poleciała" po tym, jak Janusz P. ją puścił, i nóż wbił się w jego klatkę piersiową. Rana okazała się śmiertelna; sekcja zwłok wykazała, że ostrze przebiło serce oraz część lewego płuca. Mimo prób pomocy, Janusz P. osunął się na ziemię na klatce schodowej i ratownicy nie byli w stanie uratować jego życia.

"Ja ze strachu złapałam ten nóż, żeby się wystraszył, otworzył te drzwi i ja wtedy ucieknę" - tłumaczyła Monika P.

"Jak trzymał mnie za rękę, ja odpychałam tę jego siłę. Jak w którymś momencie puścił, ręka poleciała. I trafiło" - podsumowała Monika P.

Konsekwencje tragedii i żal Moniki P.

Media szeroko relacjonowały sprawę, a w internecie pojawiły się liczne komentarze, od potępiających Monikę P. po zastanawiające się nad prawdziwymi okolicznościami wydarzeń. Zbyszek Nowak podkreślał, że kobieta bardzo chciała opowiedzieć swoją historię, czując potrzebę podzielenia się tym, co ją spotkało. Monika P. w trakcie rozmowy wyrażała głęboki żal.

Monika P. nie próbowała negować swojej winy ani sugerować niewinności, przyjmując odpowiedzialność za swoje czyny i zasądzoną karę. Zgodnie z wyrokiem sądu, ma opuścić więzienie w 2033 roku, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie nieco wcześniej. Obecnie najbardziej cierpi z powodu bólu, jaki przeżywają jej córki, odwiedzając grób ojca na cmentarzu.

"Pani Monika zgodziła się na rozmowę bardzo chętnie. Wydaje mi się, że chciała wykrzyczeć światu to, co ją spotkało i co spotkało jej rodzinę" - mówi Zbyszek Nowak.

"Zdecydowanie bardziej wolałabym, żeby moje dzieci odwiedzały ojca w domu, aniżeli na cmentarzu" - powiedziała Monika P.

"Nigdy podczas tej rozmowy nie wypierała się swojej winy, nie prowokowała treści, które byłyby związane z jej niewinnością. Nie, absolutnie nie. Przyjmuje winę i przyjęła karę" - mówi Nowak.

"Żałuję bardzo, nigdy się z tym nie pogodzę, że do tego doszło. Jak moje dzieci tam jeżdżą, na cmentarz, i mówią, że jadą do taty, to ja już mam zwalony dzień zwalony" - podsumowuje Monika P.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.