Spis treści
Nowy proces w sprawie zabójstwa
Sprawa zabójstwa Jacka Sikory, zamożnego biznesmena ze Sławkowa w województwie śląskim, ponownie trafia na wokandę. Mężczyzna zaginął w maju 2017 roku, a jego ciało, zawinięte w folię i będące w stanie rozkładu, odnaleziono dwa miesiące później w lesie pod Włocławkiem. Badania DNA potwierdziły tożsamość 57-letniego Jacka Sikory. Oskarżoną o zabójstwo jest jego żona, Ilona S., która w pierwszej instancji została uniewinniona.
Sąd Apelacyjny w Katowicach podjął decyzję o powtórnym rozpatrzeniu sprawy. Wyrok uniewinniający Ilonę S. został uchylony, a proces ma ruszyć od nowa przed Sądem Okręgowym w Sosnowcu. Decyzja ta następuje po ośmiu latach od tragicznego odkrycia i jest efektem odwołania złożonego przez prokuratora oraz brata ofiary, Ryszarda Sikorę, pełniącego rolę oskarżyciela posiłkowego. Dla bliskich zmarłego to „szczęśliwy dzień”, jak określił go Ryszard Sikora.
"To dla mnie szczęśliwy dzień. Jestem szczerze i mile zaskoczony wnikliwością sadu, który przeanalizował wszystkie dowody w tej sprawie. Sąd pierwszej instancji zupełnie zlekceważył masę dowodów, a poza tym stworzył swoją własną wersję wydarzeń, które sąd wyższej instancji całkowicie obalił. Od samego początku podejrzewaliśmy, ze żona brata była w to zaangażowana. Doprowadziła do tej tragedii nienawiść, która tam narosła, która aż kipiała. Pod koniec ich małżeństwo właściwie nie istniało" - stwierdził Ryszard Sikora, brat zamordowanego Jacka po wyroku sądu.
Co działo się w 2017 roku?
Ponura historia rozpoczęła się w maju 2017 roku, kiedy to Jacek Sikora zaginął ze swojego domu w Sławkowie. Dwa dni później jego żona, Ilona S., zgłosiła zaginięcie na policję, informując funkcjonariuszy o rzekomym wyjeździe męża do Istebnej, gdzie posiadali dom letniskowy. Poszukiwania nie przynosiły rezultatów, a rodzina nie otrzymała żądań okupu. Dopiero w lipcu tego samego roku przypadkowy świadek odnalazł ciało Jacka Sikory w lesie pod Włocławkiem.
Trzy lata później, po intensywnym śledztwie, Ilona S. została zatrzymana i postawiono jej zarzut zabójstwa. Po roku dochodzenia prokuratorskiego rozpoczęto proces przed sądem okręgowym. Ilona S. nie przyznała się do winy i została zwolniona z aresztu po wpłaceniu kaucji w wysokości 1 miliona złotych. Proces w pierwszej instancji trwał długo, obejmując 28 rozpraw, przesłuchania świadków oraz analizę licznych dowodów.
"Wyjechał z domu samochodem do Istebnej. Mamy tam dom letniskowy" - przekazała funkcjonariuszom Ilona S.
Dlaczego prokuratura oskarżyła żonę?
Śledczy dysponowali opinią profilera kryminalnego, która jasno wskazywała na udział żony w morderstwie. Według ustaleń, do zabójstwa miało dojść w domu małżonków w Sławkowie, a następnie ciało zostało przewiezione do lasu pod Włocławkiem i tam porzucone. Prokuratura sugerowała, że motywem zbrodni była chęć przejęcia majątku Jacka Sikory. Biznesmen sporządził testament krótko przed zaginięciem, w którym wszystko zapisywał żonie, z pominięciem ich syna Damiana.
Analiza transakcji finansowych wykazała, że Ilona S. w ciągu roku poprzedzającego morderstwo przelała z konta męża 3,5 miliona złotych. Dodatkowo, zaobserwowano jej nietypowe zachowania po zaginięciu i odnalezieniu ciała Jacka. Wysłanie SMS-a „kocham cię” na numer męża po jego zniknięciu, wyjazd do Anglii w czasie poszukiwań oraz brak chęci odebrania ciała i zorganizowania pochówku, a także nietypowe zachowanie podczas pogrzebu (przejazd drugim karawanem zamiast konduktu), wzbudziły wątpliwości u bliskich ofiary. Ilona S. negowała te ustalenia, twierdząc, że bardzo kochała męża.
Na czym polegał błąd sądu pierwszej instancji?
Sąd pierwszej instancji uniewinnił Ilonę S. od zarzutu zabójstwa, skazując ją jedynie na 2 lata więzienia za nakłanianie do składania fałszywych zeznań. Dotyczyło to mężczyzny, który skuł płytki w salonie domu małżonków po zaginięciu Jacka Sikory. Prokurator oraz brat ofiary złożyli odwołanie od tego wyroku, co doprowadziło do decyzji o powtórnym procesie.
Sędzia sprawozdawca Wojciech Paluch z Sądu Apelacyjnego uzasadnił decyzję, wskazując na „błędną ocenę dowodów” przez sąd niższej instancji, która była „sprzeczna z zasadami logiki i doświadczenia życiowego”. Sąd Apelacyjny uznał, że łańcuch poszlak, prawidłowo oceniony, prowadziłby do wyroku skazującego. Podkreślono, że istnienie alternatywnych wersji zdarzeń nie uzasadniało automatycznego zastosowania zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonej, ponieważ te alternatywy były nielogiczne i mało prawdopodobne. Materiał dowodowy wskazywał na nieprzerwany łańcuch poszlak.
"Sąd pierwszej instancji dokonał błędnej oceny dowodów. Jest ona sprzeczna z zasadami logiki i doświadczenia życiowego. W ocenie sądu odwoławczego materiał dowodowy, oceniany prawidłowo, gdyby istniała taka możliwość procesowa doprowadziłaby do wydania wyroku odmiennej treści - wyroku skazującego. Jednakże sąd wyższej instancji nie może skazać osoby uniewinnionej przez niższą instancję. Stąd konieczność przeprowadzenia ponownego rozpoznania sprawy" - uzasadniał sędzia sprawozdawca Wojciech Paluch.
Jakie są kluczowe ustalenia sądu?
Sędzia Paluch wyliczył bezsporne fakty, które stanowią podstawę do wznowienia procesu. Ostatni dzień, w którym Jacek Sikora był widziany żywy i wykazywał aktywność, to piątek 12 maja 2017 roku. Poza tym dniem pokrzywdzony nie logował się na forum internetowe, nie wykonywał połączeń telefonicznych i nie opuszczał domu. Wersja Ilony S. o wizycie męża na cmentarzu w niedzielę nie znalazła potwierdzenia w materiale dowodowym, podobnie jak jego umówiony spacer z psami.
Sąd odwoławczy stoi na stanowisku, że do zdarzenia doszło w krytyczny weekend na terenie posesji w Sławkowie i musiało się to stać za wiedzą oskarżonej, ponieważ nic nie wskazuje na obecność osoby niepowołanej. Biegły nie wykluczył, że urazy klatki piersiowej, w tym dwie rany od noża, które doprowadziły do wykrwawienia, mogły zostać zadane przez jedną osobę, w tym kobietę. Kwestia wywiezienia zwłok mogła być odrębną sprawą i ewentualnie wymagała pomocy innej osoby. Zebrane dowody, w tym zakup paralizatora przez oskarżoną i jej profil psychologiczny, wskazują na współsprawstwo przestępstwa.
"Sąd pierwszej instancji zauważając szereg dowodów na sprawstwo oskarżonej jednakże założył, że łańcuch poszlak nie jest nieprzerwany, zawiera liku i przede wszystkim można sformułować alternatywną wersję wydarzeń. I tutaj mamy do czynienia z podstawowym błędem pierwszej instancji, polegającym na tym, że sąd uznał, że sam fakt istnienia wersji alternatywnej uzasadnia skorzystanie z dyspozycji art. 5 par. 2 kpk, który nakazuje rozstrzygać wątpliwości na korzyść oskarżonej. Niemniej ten przepis mówi o wątpliwościach, których nie można usunąć, a w realiach tej sprawy te alternatywne wersje zdarzeń są nielogiczne i nie są prawdopodobne w tym samym stopniu co wersja oskarżenia" - dodawał sędzia.
"Wspomnę jeszcze o zakupionym paralizatorze, którego zakupu zakupu przed zdarzeniem oskarżona nie potrafi udokumentować. Profil psychologiczny oskarżonej wynikający z opinii biegłych psychiatrów i psychologów. Generalnie jest on spójny z opinii prolifera sporządzanym w procesie. A opinii psychologiczno-psychiatrycznej przed sądem pierwszej instancji nie udało się podważyć. Zebrane dowody wskazują na to, że oskarżona przynajmniej współsprawcą przestępstwa" - wyliczał sędzia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.