Morderstwo kamieniem w Siedlcach. Co doprowadziło do bestialskiej zbrodni?

2026-03-31 7:38

Dominik E. brutalnie zamordował 61-letniego Zbigniewa W., uderzając go kamieniem w głowę. Ta niewyobrażalna tragedia, która rozegrała się w centrum Siedlec, wstrząsnęła opinią publiczną, rodząc pytania o motywy i okrucieństwo sprawcy. Mężczyzna, zatrzymany w absurdalnym przebraniu świętego Mikołaja, później w sądzie wykazał się przerażającym brakiem skruchy.

Mokry, ciemny chodnik, pokryty kroplami wody, zajmuje dużą część pierwszego planu, odbijając pionowe, rozmyte kształty konstrukcji architektonicznej oraz kolorowe światła. Na pierwszym planie widoczna jest niewielka kałuża. W tle, za rzędem pionowych elementów, znajdują się dwa jasne, rozmyte punkty światła: niebieski i czerwony, a nieco dalej w prawo – kolejny niebieski. Całe tło jest mocno rozmyte, zdominowane przez szarość nieba i ciemne, niewyraźne kształty budynków.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Mokry, ciemny chodnik, pokryty kroplami wody, zajmuje dużą część pierwszego planu, odbijając pionowe, rozmyte kształty konstrukcji architektonicznej oraz kolorowe światła. Na pierwszym planie widoczna jest niewielka kałuża. W tle, za rzędem pionowych elementów, znajdują się dwa jasne, rozmyte punkty światła: niebieski i czerwony, a nieco dalej w prawo – kolejny niebieski. Całe tło jest mocno rozmyte, zdominowane przez szarość nieba i ciemne, niewyraźne kształty budynków.

Kto był ofiarą ataku?

Zbigniew W., 61-letni portier ze szpitala, 19 grudnia 2023 roku szedł do pracy, nieświadomy zbliżającej się tragedii, która miała rozegrać się na skrzyżowaniu ulic Kochanowskiego i Piłsudskiego w Siedlcach. To właśnie tam, bez żadnego ostrzeżenia, został zaatakowany przez 25-letniego Dominika E., dla którego był jedynie przypadkowym przechodniem. Ta bezsensowna brutalność wstrząsnęła lokalną społecznością, pozostawiając wiele pytań bez odpowiedzi.

Dominik E. przygotował się do bestialskiego ataku, chwytając kamień i ukrywając go w reklamówce. Świadkowie zeznawali, że z pełną siłą uderzył pana Zbigniewa w tył głowy, a gdy ten upadł, kontynuował zadawanie ciosów z dzikim szałem. Przechodnie byli zszokowani bezmyślną agresją, która pochłonęła życie niewinnego człowieka, sprawiając, że cała sytuacja wydaje się wręcz nierealna.

Ucieczka w stroju Mikołaja

Po dokonaniu zbrodni, Dominik E. zachowywał się, jakby nic się nie stało, a następnie włamał się do sklepu, z którego ukradł żywność oraz… strój świętego Mikołaja. Absurdalne przebranie miało mu w jego mniemaniu zapewnić anonimowość i pomóc uniknąć konsekwencji, ale plan okazał się fatalny w skutkach i nie zapewnił mu spodziewanej ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości. Policja, dysponując rysopisem od świadków, z łatwością rozpoznała i zatrzymała 25-latka, nawet w świątecznym kostiumie.

Niestety, mimo szybkiej reanimacji i natychmiastowej operacji, życia pana Zbigniewa W. nie udało się uratować. 61-latek zmarł, stając się kolejną ofiarą bezsensownego aktu przemocy, który zszokował całą Polskę. Dominik E. trafił do aresztu, ale jego zachowanie podczas procesu miało dopiero pokazać prawdziwe oblicze jego okrucieństwa.

Absurdalna obrona oskarżonego

Podczas postępowania, Dominik E. prezentował niezwykle pokrętną i wręcz absurdalną linię obrony, twierdząc, że widział w panu Zbigniewie „demona”, którego należało „zneutralizować”. Śledczy szybko ustalili, że agresor nie znał swojej ofiary, co całkowicie podważało jego teorie o „złym człowieku” i rzekomym znęcaniu się nad rodziną. Ta fantastyczna opowieść była jedynie próbą ucieczki od odpowiedzialności za brutalne morderstwo.

Co więcej, podczas procesu przed Sądem Okręgowym w Siedlcach, 25-latek nie wykazał ani krzty skruchy. Przeciwnie, uśmiechał się głupawo, prychał pod nosem, a w pewnym momencie bezczelnie śmiał się w twarz wdowie po zamordowanym Zbigniewie W. To bulwersujące zachowanie, choć mogło sugerować problemy psychiczne, zostało przez biegłych psychiatrów uznane za świadome działanie, mające na celu manipulację sądem.

"To zabójstwo nie miało żadnego motywu, nie wiadomo, dlaczego zginął człowiek" - podkreślał sędzia.

Jaki był wyrok sądu?

Sąd, nie mając wątpliwości co do winy i szczególnego okrucieństwa czynu, przychylił się do wniosku prokuratury, która żądała wymierzenia Dominikowi E. kary 30 lat bezwzględnego więzienia. Wyrok, ogłoszony 3 grudnia 2024 roku, zobowiązywał również sprawcę do wypłaty 100 tysięcy złotych odszkodowania wdowie. Brak racjonalnego motywu zbrodni wywołał ogromne poruszenie w mediach społecznościowych i poczucie, że taka tragedia mogła spotkać każdego.

Tragedia wdowy po panu Zbigniewie była potęgowana przez dalsze wydarzenia. Obrońca oskarżonego odwołał się od wyroku, zmuszając rodzinę do ponownego przeżywania koszmaru. Pani Hanna, żona ofiary, w wywiadach podkreślała ból i bezsilność, jakie towarzyszyły jej podczas kolejnych rozpraw, kiedy musiała patrzeć na człowieka, który zabrał jej męża. Jej cierpienie było niewyobrażalne.

"- Szczególnie przeżyłam to, że musiałam podczas zeznań patrzeć na oprawcę mojego męża – mówiła wyraźnie poruszona pani Hanna, żona ofiary zabójstwa. – Wyrok w tej sprawie jest słuszny – podkreślała kobieta."

Czy recydywa wpłynęła na karę?

Dominik E., mieszkaniec miejscowości Iganie, nie był postacią nieznaną organom ścigania. Jego przeszłość obfitowała w podobne przestępstwa, takie jak kradzieże czy pobicia, a on sam miał na koncie odbytą karę pozbawienia wolności. Warunki recydywy, w których działał, miały kluczowe znaczenie dla decyzji sądu apelacyjnego, który nie wziął pod uwagę młodego wieku sprawcy ani innych okoliczności łagodzących, na które wskazywał jego mecenas.

Niewzruszona postawa Dominika E., jego historie o „demonach” i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności za śmierć niewinnego człowieka, tylko potwierdziły, że stanowi on realne zagrożenie dla społeczeństwa. Pani Hanna, w rozmowie z „Super Expressem”, opisywała swój ból: „Płakałam, a on śmiał mi się w twarz”, co tylko potęgowało poczucie niesprawiedliwości i okrucieństwa.

"- Długo czekałam na sprawiedliwość. To najgorszy okres w moim życiu – mówiła pani Hanna w rozmowie z „Super Expressem”. – Płakałam, a on śmiał mi się w twarz – dodawała kobieta."

"- Dominik E. został oskarżony o to, że 19 grudnia 2023 r. w Siedlcach w okolicy przejścia dla pieszych na skrzyżowaniu ulicy Piłsudskiego z ulicą Kochanowskiego, działając w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie i chcąc pozbawić życia Zbigniewa W., przy użyciu narzędzia w postaci kamienia zawiniętego w worek, z dużą siłą zadał mu sześć uderzeń w głowę."

Prawomocny wyrok za zabójstwo

Prokurator Bartłomiej Świderski z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach precyzował, że Dominik E. zadał ofierze kolejne uderzenia w głowę i klatkę piersiową nawet po upadku, co ostatecznie doprowadziło do zgonu Zbigniewa W. Działanie w ciągu pięciu lat po odbyciu kary za podobne przestępstwo umyślne potwierdziło status recydywisty i wpłynęło na surowość orzeczonej kary. Świadczy to o braku resocjalizacji i stałym zagrożeniu ze strony sprawcy.

Sąd Apelacyjny w Lublinie 12 lutego 2026 roku podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji, tym samym zamykając sprawę Dominika E. i skazując go prawomocnie na 30 lat pozbawienia wolności. Pani Hanna wyraziła satysfakcję z decyzji, która, choć nie cofnie czasu, pozwoli jej na odrobinę spokoju po niewyobrażalnym koszmarze. Wsparcie od bliskich i obcych ludzi napływało do niej, dając nadzieję na poradzenie sobie z traumą.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.