Mroźna Warszawa. Kto odpowiada za lodowate kaloryfery w centrum?

2026-02-18 13:31

Mieszkańcy zabytkowej kamienicy przy ulicy Polnej 46 w Warszawie od lat zmagają się z zimnem w swoich mieszkaniach, mimo że mieszkają w samym sercu stolicy. Problem braku centralnego ogrzewania w Warszawie to nie tylko ich dramat, ale i szerszy symbol administracyjnej niemocy. Zamiast cieszyć się komfortem, lokatorzy walczą o przetrwanie każdej zimy, ponosząc przy tym horrendalne koszty. Dlaczego w XXI wieku takie sytuacje wciąż mają miejsce w europejskiej metropolii?

Stary, żeliwny grzejnik, pomalowany szarą farbą, jest głównym elementem zdjęcia, widocznym w bliskim planie. Farba z grzejnika łuszczy się płatami, ukazując spodnią warstwę w kolorze żółtawo-beżowym. Na tle grzejnika widać ścianę z pękającą farbą i pęknięciami, tworzącą nierówną teksturę w odcieniach szarości i beżu. Prawą część grzejnika rozmyto, a na jego lewej stronie znajduje się śruba z rowkiem, pokryta pękniętą farbą i kurzem.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Stary, żeliwny grzejnik, pomalowany szarą farbą, jest głównym elementem zdjęcia, widocznym w bliskim planie. Farba z grzejnika łuszczy się płatami, ukazując spodnią warstwę w kolorze żółtawo-beżowym. Na tle grzejnika widać ścianę z pękającą farbą i pęknięciami, tworzącą nierówną teksturę w odcieniach szarości i beżu. Prawą część grzejnika rozmyto, a na jego lewej stronie znajduje się śruba z rowkiem, pokryta pękniętą farbą i kurzem.

Zimowa walka o przetrwanie w Warszawie

Tegoroczna zima bezlitośnie obnażyła realia życia w niektórych rejonach stolicy, gdzie zamiast komfortu, panuje przenikliwy chłód. Dla lokatorów zabytkowej kamienicy przy ulicy Polnej 46, z 1913 roku, codzienne funkcjonowanie to prawdziwa walka o zdrowie i bezpieczeństwo, a mróz wdziera się w każdy zakamarek ich mieszkań. Pomimo prestiżowej lokalizacji, między placem Politechniki a Zbawicielem, za piękną fasadą kryje się problem braku centralnego ogrzewania, który latami spędza im sen z powiek. Ta sytuacja budzi poważne pytania o standardy życia w rzekomo nowoczesnej metropolii.

Od wielu lat mieszkańcy muszą radzić sobie z mrozem, dogrzewając się w prowizoryczny sposób, co skutkuje nie tylko dyskomfortem, ale i rachunkami grozy. Pan Marek Bauman, jeden z lokatorów, bez ogródek opisywał w rozmowie z reporterem "Super Expressu", jak wygląda jego zima w mieszkaniu. Mówił o temperaturach rzędu 14 stopni, a także o sąsiadce z parteru, która zmuszona jest palić węglem. To obrazek, który bardziej pasuje do XIX wieku niż do serca europejskiej stolicy.

"Zimą jest 14 stopni w mieszkaniu. Dogrzewam się drewnem. Sąsiadka z parteru pali węglem, bo ma piec" - powiedział pan Marek Bauman w rozmowie z reporterem "Super Expressu", gdy pierwszy raz odwiedziliśmy kamienicę w kwietniu 2025 r.

Miasto bezradne czy niechętne?

W obliczu dramatycznej sytuacji mieszkańców, naturalnym krokiem jest zwrócenie się do władz miasta, aby poznać przyczyny tej administracyjnej niemocy. Urzędnicy z Dzielnicy Śródmieście, którzy reprezentują interesy miasta posiadającego prawie 29 procent udziału we współwłasności kamienicy, twierdzą, że sprawa jest skomplikowana. Anna Łobko, rzeczniczka Śródmieścia, podkreśla, że miasto nie jest właścicielem wyodrębnionej części budynku, lecz jedynie procentowym udziałowcem całej nieruchomości, co oznacza współodpowiedzialność za jej utrzymanie.

To rozdrobnienie własności wydaje się być kluczową przeszkodą w podjęciu konkretnych działań, a zima nie czeka na biurokratyczne rozwiązania. Jeszcze na początku października 2025 roku odbyło się spotkanie z zarządem wspólnoty mieszkaniowej i administratorem, gdzie dyskutowano nad doposażeniem budynku w centralne ogrzewanie i ciepłą wodę. Niestety, do połowy lutego urzędnicy wciąż nie otrzymali od wspólnoty obiecanej dokumentacji kosztowej. Taki poślizg to dla mieszkańców kolejny cios, utwierdzający ich w przekonaniu, że ich problem schodzi na dalszy plan.

"Jest to udział niepodzielny, co oznacza, że miasto nie jest właścicielem wyodrębnionej części budynku, lecz posiada określony procent udziału w całej nieruchomości wspólnej i współodpowiada za jej utrzymanie oraz funkcjonowanie. W imieniu miasta interesy w tej nieruchomości reprezentuje Dzielnica Śródmieście, dbając o prawidłowe funkcjonowanie i decyzje dotyczące budynku" - powiedziała.

Biurokratyczny labirynt reprywatyzacji

Prawdziwy węzeł gordyjski, blokujący wszelkie sensowne rozwiązania w sprawie ogrzewania na Polnej 46, tworzy się wokół toczącego się postępowania przed Komisją ds. reprywatyzacji nieruchomości warszawskich oraz zawiłych wpisów w księdze wieczystej. Te prawne kruczki paraliżują możliwość podejmowania kluczowych decyzji, sprawiając, że mieszkańcy stają się zakładnikami skomplikowanych procedur. Jak wyjaśnia Anna Łobko, rozproszona współwłasność uniemożliwia wspólnocie podejmowanie uchwał zwykłą większością, ponieważ nie da się osiągnąć wymaganych ponad 50 procent głosów.

Urzędnicy zaproponowali zmianę sposobu głosowania na zasadę "jeden właściciel - jeden głos", co wydaje się być światełkiem w tunelu. Jednakże, zważywszy na fakt, że udział niepodzielny obejmuje aż dziesięciu przedstawicieli wraz z miastem, sytuacja nadal pozostaje daleka od prostoty. Zgodnie z orzecznictwem, głos jednego współwłaściciela może być wystarczający, jeśli pozostali pozostają bierni, co otwiera pewne możliwości. Dzielnica, choć chce skorzystać z tej opcji, nie zamierza ponosić indywidualnych wydatków na remont, poza już wniesionymi środkami w ramach uchwał wspólnoty.

"Z uwagi na rozproszoną współwłasność wspólnota nie jest obecnie w stanie podejmować uchwał zwykłą większością udziałów, gdyż nie ma możliwości osiągnięcia wymaganych ponad 50 proc. głosów. W tej sytuacji zaproponowano zmianę sposobu głosowania na zasadę »jeden właściciel - jeden głos«. Należy pamiętać, że w skład udziału niepodzielnego wchodzi 10 przedstawicieli wraz z miastem. Teoretycznie głos powinni oddać wszyscy współwłaściciele. Zgodnie z obowiązującym orzecznictwem, gdy pozostali współwłaściciele pozostają bierni, głos jednego z nich jest wystarczający i ważny" - zaznaczyła Łobko.

Kto jest odpowiedzialny za ciepło?

W świetle tych wszystkich zawiłości biurokratycznych i prawnych, mieszkańcy Polnej 46 nadal zadają sobie podstawowe pytanie: kto jest wreszcie odpowiedzialny za to, by w ich domach zapanowało upragnione ciepło? Anna Łobko jasno podkreśla, że kwestia podłączenia budynku do centralnego ogrzewania leży wyłącznie w gestii administratora nieruchomości. To rzuca światło na skomplikowany podział ról i odpowiedzialności, który niestety często prowadzi do sytuacji patowych, gdzie nikt nie czuje się w pełni zobowiązany do rozwiązania problemu.

Taka postawa urzędników może budzić frustrację, zwłaszcza gdy na zewnątrz panuje mróz, a w mieszkaniach temperatura ledwo przekracza kilkanaście stopni. Brak jednoznacznej odpowiedzialności i przerzucanie piłeczki pomiędzy różnymi podmiotami – miastem, wspólnotą, administratorem – to niestety stały element polskiego krajobrazu administracyjnego. Mieszkańcy Warszawy, płacący wysokie podatki, mają prawo oczekiwać, że w centrum europejskiej stolicy nie będą musieli marznąć we własnych domach, a ich podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone.

Problem ogrzewania dotyka wielu dzielnic

Dramat mieszkańców ulicy Polnej to zaledwie czubek góry lodowej. Podobne, a często jeszcze bardziej drastyczne sceny rozgrywają się w innych rejonach Warszawy, szczególnie w starych kamienicach na Pradze-Północ. Pustostany, niczym gigantyczne zamrażarki, niszczą instalacje wodno-kanalizacyjne i zamieniają życie sąsiadów w koszmar niekończących się awarii i wszechobecnego zimna. Radny Krzysztof Michalski zwraca uwagę, że problem dotyczy kamienic zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe, w których miasto ma jedynie udziały. W takich przypadkach za ogrzewanie odpowiada sam właściciel lokalu, często zmuszony do stosowania piecyków elektrycznych, gazowych czy przerobionych pieców kaflowych.

Skala problemu jest ogromna, a mrozy tylko pogarszają sytuację, prowadząc do zamarzania pionów i licznych awarii. Jak przyznają samorządowcy, mowa tu o kilkudziesięciu budynkach na samej Pradze-Północ, gdzie brak podłączenia do miejskiej sieci ciepłowniczej to norma. W większości są to budynki w złym stanie technicznym, które przez lata nie były modernizowane ani doposażane w centralne ogrzewanie, często z powodu roszczeń reprywatyzacyjnych. To systemowy problem, który wymaga kompleksowych rozwiązań, a nie doraźnych łatek.

"Dotyczy to sytuacji z kamienicami - albo takimi, które należą do miasta, albo takimi, których miasto ma swoje udziały, natomiast budynkami zarządzają wspólnoty mieszkaniowe. To są kamienice, które nie są podłączone do centralnego ogrzewania, do miejskiej sieci ciepłowniczej. W tego typu przypadkach za sposób grzania odpowiada właściciel lokalu. Najczęściej jest to ogrzewanie elektryczne, jakiś piecyk, czasem to jest piec kaflowy przerobiony na ogrzewanie elektryczne, czasami jest to ogrzewanie gazowe indywidualne" - powiedział reporterowi Radia Eska radny Krzysztof Michalski.

Czy jest nadzieja na ocieplenie?

Mimo ponurego obrazu, radny Krzysztof Michalski dostrzega pewne światełko w tunelu. Obecnie trwają prace nad projektowaniem instalacji dla trzynastu nieruchomości, które w niedalekiej przyszłości mogą zostać podłączone do miejskiej sieci ciepłowniczej. Dla wielu zmarzniętych lokatorów to może być długo wyczekiwany ratunek i szansa na godne warunki życia po latach marznięcia. Ta perspektywa budzi ostrożny optymizm, choć mieszkańcy zdają sobie sprawę, że droga do pełnego rozwiązania problemu jest jeszcze długa i wyboista.

Jednak Michalski zaznacza, że wciąż pozostają budynki w bardzo trudnej sytuacji, gdzie nawet niewielka liczba mieszkańców utrzymuje tylko fragmenty budynku w cieple, co skutkuje zamarzaniem pionów w pozostałych częściach. To problem, który uwidacznia potrzebę systemowych rozwiązań i większej odpowiedzialności ze strony wszystkich zaangażowanych stron. Modernizacja i doposażanie w centralne ogrzewanie to nie luksus, lecz fundamentalna potrzeba, której zaspokojenie powinno być priorytetem dla zarządzających miastem i wspólnotami.

"Mówimy tu o budynkach, które nadal nie są podłączone do centralnego ogrzewania, natomiast sygnały od mieszkańców były z różnych adresów [...]. W większości chodzi o budynki w złym stanie technicznym, które z różnych powodów, na przykład ze względu na roszczenia, były utrzymywane w stanie pozwalającym tam kwaterować mieszkańców, ale nie były modernizowane, nie były doposażone w centralne ogrzewanie" - zaznaczył Michalski.

"To są budynki w dużym stopniu zamieszkałe, gdzie osoby zajmujące poszczególne lokale utrzymują właściwą temperaturę, dzięki czemu piony nie zamarzają. Natomiast w przypadkach, o których wspominam, mamy takie sytuacje, gdzie na przykład na klatce mieszka jedna rodzina, jest na przykład w trakcie wykwaterowywania i tak naprawdę ogrzewa tylko fragment budynku" - podkreślił samorządowiec.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.