Myjnia w Tychach znów zbiera żniwo? Tragiczny finał dramatycznej walki o życie 65-latka.

2026-01-06 12:49

Tragiczny wypadek w Tychach na myjni bezdotykowej przy ul. Glinczańskiej wstrząsnął lokalną społecznością. 65-letni mężczyzna, który w poniedziałek 5 stycznia wpadł do kanału technicznego, zmarł pomimo heroicznej reanimacji podjętej przez świadków i służby ratownicze. Sprawą zajmuje się teraz policja, która wszczęła śledztwo mające na celu wyjaśnienie wszystkich okoliczności tego fatalnego zdarzenia. Mężczyzna trafił do szpitala w stanie głębokiej hipotermii.

Biała, prosta linia przecina ciemną, matową powierzchnię podłogi, biegnąc od lewego dolnego rogu w stronę prawego górnego. Linia jest oświetlona, co sprawia, że wydaje się jaśniejsza i bardziej wyraźna niż otoczenie. W tle, rozmyte kształty i jasne refleksy sugerują obecność okien lub innych źródeł światła w ciemnym pomieszczeniu.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Biała, prosta linia przecina ciemną, matową powierzchnię podłogi, biegnąc od lewego dolnego rogu w stronę prawego górnego. Linia jest oświetlona, co sprawia, że wydaje się jaśniejsza i bardziej wyraźna niż otoczenie. W tle, rozmyte kształty i jasne refleksy sugerują obecność okien lub innych źródeł światła w ciemnym pomieszczeniu.

Tajemniczy wypadek w Tychach

Zimowy, poniedziałkowy wieczór 5 stycznia okazał się dla 65-letniego mężczyzny ostatnim. Na terenie jednej z myjni bezdotykowych, zlokalizowanej przy ulicy Glinczańskiej w Tychach, doszło do zdarzenia, które dziś bada policja. Mężczyzna wpadł do kanału technicznego, co natychmiast uruchomiło dramatyczną sekwencję wydarzeń. Zaledwie kilka minut po godzinie 19:00 służby ratownicze otrzymały zgłoszenie, które zapowiadało poważny incydent.

Gdy na miejsce dotarły pierwsze zespoły ratunkowe, na miejscu czekał już widok świadczący o natychmiastowej reakcji. Okazało się, że poszkodowany 65-latek został wyciągnięty z opresji przez osoby postronne. Te, bez wahania i wykazując się niezwykłym refleksem, rozpoczęły resuscytację krążeniowo-oddechową, widząc u mężczyzny zatrzymanie krążenia. Była to heroiczna walka o każdą minutę, która niestety zakończyła się najgorszym możliwym scenariuszem.

"Po przybyciu na miejsce okazało się, że mężczyzna został wyciągnięty z kanału przez osoby postronne, które rozpoznały u niego zatrzymanie krążenia i przystąpiły do reanimacji" - przekazał portal 112tychy.pl.

Dramatyczna reanimacja i tragiczny finał

Resuscytacja krążeniowo-oddechowa trwała kilkadziesiąt minut, co świadczy o skali wysiłku ratowników i świadków, którzy do samego końca walczyli o życie mężczyzny. Mimo ich zaangażowania, 65-latek trafił do szpitala w stanie określanym jako ciężki. Niestety, jego życia nie udało się uratować, a zgon nastąpił już po przewiezieniu do placówki medycznej. Cała sytuacja rodzi szereg pytań dotyczących bezpieczeństwa obiektów publicznych.

Asp. Paulina Kęsek z Komendy Miejskiej Policji w Tychach w rozmowie z "Super Expressem" potwierdziła tragiczną informację. Zaznaczyła jednak, że dokładny moment śmierci wciąż pozostaje przedmiotem śledztwa. Nie jest jasne, czy mężczyzna zmarł jeszcze w poniedziałek wieczorem, czy już we wtorek rano. To pozornie drobne szczegóły, które jednak mogą mieć kluczowe znaczenie dla zrozumienia całej dynamiki wypadku.

"Mężczyzna zmarł po przewiezieniu do placówki, natomiast nie wiemy jeszcze, czy do zgonu doszło w poniedziałek w godzinach wieczornych, czy już we wtorek" - przekazała w rozmowie z "Super Expressem" asp. Paulina Kęsek z Komendy Miejskiej Policji w Tychach.

Śledztwo wyjaśni przyczyny upadku

W obliczu tych tragicznych wydarzeń wszczęto śledztwo, które ma rzucić światło na wszystkie okoliczności wypadku w myjni samochodowej. Kluczowym elementem dochodzenia będzie ustalenie, jak długo poszkodowany przebywał w kanale technicznym. Stan głębokiej hipotermii, zdiagnozowany u 65-latka, wskazuje na to, że czas mógł odegrać fatalną rolę. To właśnie ekspozycja na niskie temperatury mogła być ostateczną przyczyną śmierci.

Policja zapowiada intensywne działania, w tym przesłuchiwanie świadków, aby zgromadzić jak najwięcej informacji. Celem jest poznanie prawdy o przyczynach tego nieszczęśliwego zdarzenia, które wciąż pozostaje owiane tajemnicą. Odpowiedzi na te pytania mogą pomóc w przyszłości zapobiec podobnym tragediom w miejscach publicznych. Cała społeczność Tychów z niepokojem oczekuje na wyniki śledztwa.

"Będziemy w tej sprawie przesłuchiwać świadków i prowadzić inne czynności, żeby poznać prawdę o przyczynach zdarzenia" - dodaje Kęsek.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.