Natalia Szyszkowska o „Dwunastym piętrze”. Czy choroba może być inspiracją?

2025-12-21 13:51

Natalia Szyszkowska, autorka poruszającej powieści „Dwunaste piętro”, opowiada o procesie twórczym, który zainspirowała ciężka choroba. Książka przedstawia świat izolacji szpitalnej, gdzie wspomnienia stają się jedyną ucieczką. Szyszkowska analizuje dwoistą naturę wspomnień i ich rolę w przetrwaniu traumatycznego doświadczenia. Rozmowa dotyczy także unikalnej konstrukcji dzieła oraz tego, jak przeżycia wpłynęły na jej definicję życia i pisarstwo.

Na pierwszym planie, w centrum, znajduje się otwarty notatnik z pustymi, jasno kremowymi kartkami w linie i czarną spiralą, leżący na szarej, prostokątnej tacy. Po lewej stronie notatnika, na tej samej tacy, leży czarny długopis. Za notatnikiem i długopisem stoi przezroczysta szklanka wypełniona wodą. Tło stanowi rozmyty widok za oknem, ukazujący jasne, zamglone niebo i niewyraźne zarysy budynków.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Na pierwszym planie, w centrum, znajduje się otwarty notatnik z pustymi, jasno kremowymi kartkami w linie i czarną spiralą, leżący na szarej, prostokątnej tacy. Po lewej stronie notatnika, na tej samej tacy, leży czarny długopis. Za notatnikiem i długopisem stoi przezroczysta szklanka wypełniona wodą. Tło stanowi rozmyty widok za oknem, ukazujący jasne, zamglone niebo i niewyraźne zarysy budynków.

Życie podzielone na „przed” i „po”

Natalia Szyszkowska, autorka powieści „Dwunaste piętro”, opisuje swoje doświadczenia z izolatki szpitalnej. Okres choroby zmienił jej definicję życia, dzieląc je na etapy „przed” i „po” wydarzeniach. Ta zmiana nastąpiła bez jej zgody i ostrzeżenia, co wywołało głębokie poczucie odrealnienia. Długa izolacja i brak wpływu na własne istnienie były kluczowymi elementami tego okresu.

Zza okna izolatki życie toczyło się normalnie, co potęgowało poczucie bycia oszukaną, opuszczoną i gniewną. Autorka podkreśla, że jej doświadczenia są bliskie osobom przechodzącym traumy. Sceny z izolatki w książce są oszczędne, co odzwierciedla surowe ograniczenia narzucone przez chorobę i niemożność kontaktu z innymi ludźmi.

"Hmmm… Pierwsze pytanie i widzę, że nie bierzesz jeńców. Swoją drogą, sama już w prologu prowadzę czytelnika na najwyższe piętro szpitala i wpuszczam do ciasnej izolatki, więc nie uda mi się chyba uniknąć trudnej odpowiedzi, na trudne pytanie. Zmieniła się nie tyle definicja życia, co samo życie. Podzieliło się nagle i nieodwołalnie na „przed” i „po”. Bez mojej zgody, bez ostrzeżenia. Długa izolacja i brak wpływu na własne istnienie, wywołały poczucie odrealnienia. Za oknem izolatki toczyło się zwyczajne życie, ale bez mojego udziału. Czułam się oszukana, opuszczona i gniewna. Myślę, że każda osoba przechodząca przez traumatyczne wydarzenie w swoim życiu, pojmie mój tok rozumowania i ówczesnego patrzenia na świat zza szyby. Książkowe sceny z izolatki nie mogą być barwne, a słowa piękne i kwieciste, bo ograniczenia jakie narzuca choroba, niemożność kontaktu z drugim człowiekiem, wymagają oszczędnego, być może nawet brutalnego opisania."

Retrospekcje w „Dwunastym piętrze”

Konstrukcja powieści „Dwunaste piętro” charakteryzuje się nieliniową formą, w której pobyt w szpitalu przeplatają retrospekcje z licznych podróży autorki. Taka struktura wynika z faktu, że choroba doprowadziła do destrukcji jej uporządkowanego życia. Powrót do zdrowia oznaczał konieczność pełnej odbudowy na pustym placu.

Podróże stanowiły dla Szyszkowskiej kluczowy element życia, dlatego były pierwszym bodźcem do połączenia jej nowych światów. Ciasne uliczki Mostaru symbolicznie zaciskały się jak ściany izolatki, a bezsenność z Florencji stała się siostrą szpitalnej bezsenności. Wspomnienia były jedyną rzeczą, którą posiadała w tamtym trudnym okresie.

"Dekonstrukcja to delikatne słowo, użyłabym raczej terminu destrukcja, bo gdy wraca nadzieja i szansa na wyzdrowienie, zaczyna się pełna odbudowa tego czym się było, ale na pustym placu. Kocham podróże, od lat wypełniały moje życie i wolny czas, dlatego były pierwszym bodźcem do połączenia moich dwóch, nowych światów. Dlatego ciasne uliczki Mostaru, zaczęły bliźniaczo zaciskać się na moim ciele jak ściany izolatki. Bezsenność, jakiej doświadczałam w gwarnej i tłocznej Florencji, wędrując niestrudzenie po brukowanych uliczkach od nocy do bladego świtu, stała się siostrą bezsenności w szpitalnym łóżku. W tamtym czasie nie miałam nic, poza wspomnieniami."

Czy wspomnienia bywają niebezpieczne?

Natalia Szyszkowska postrzega wspomnienia jako zjawisko dwoiste i potencjalnie niebezpieczne. Z jednej strony, wspomnienia ratują, potwierdzając istnienie i udział w wydarzeniach, co jest szczególnie ważne, gdy zaczyna się w to wątpić. Przywołują one przeszłość i pozwalają na ucieczkę od teraźniejszości.

Z drugiej strony, obecność w myślach innych oraz na starych zdjęciach czy filmach może ranić, zwłaszcza gdy wydaje się, że nikt już nie włączy nas w nowy kontekst. Autorka podkreśla, że długo szukała nadziei we wspomnieniach, zamiast postrzegać je jako przeszkodę w procesie zdrowienia i odbudowy życia.

"Wspomnienia to niebezpieczna rzecz. Z jednej strony ratują, bo przywołują zdarzenia, w których uczestniczyliśmy i mamy pewność, że istnieliśmy naprawdę, zwłaszcza, gdy zaczynamy w to wątpić, z drugiej jednak strony, właśnie ta obecność w myślach innych, na starych filmach czy zdjęciach potrafi zranić do żywego, szczególnie gdy wydaje nam się, że już nikt nie wklei nas w nowy obraz, że to już nas nie dotyczy. Długo to trwało, nim we wspomnieniach odnalazłam nie przeszkodę, lecz nadzieję."

Dlaczego powieść unika detali choroby?

Mimo autobiograficznego charakteru „Dwunastego piętra”, Natalia Szyszkowska świadomie zrezygnowała ze szczegółowych opisów choroby. Uważa, że książka jest wystarczająco osobista przez samą klasyfikację jako proza oparta na własnych przeżyciach. Nie zamierzała tworzyć dziennika z leczenia, ani naruszać intymności personelu medycznego czy innych pacjentów.

Głównym powodem była utrata beztroski, która towarzyszyła chorobie. Szyszkowska nie chciała opisywać drastycznych i okrutnych etapów leczenia, ponieważ uważała, że takie treści nie byłyby literaturą w jej rozumieniu. Zależało jej na byciu postrzeganą jako autorka prozy, a nie „chora autorka”.

"Książka jest w dużej mierze autobiograficzna, zatem odsłaniam się choćby od samej jej klasyfikacji. Natomiast uważam, że to w zupełności wystarczy. Nie zamierzałam pisać dziennika z choroby. Nie zamierzałam zaburzać poprzez powieść tej kruchej intymności pracowników szpitala walczących o życie pacjentów, nie mówiąc już o samych pacjentach. Czułam, że wnikliwość i zero jedynkowe pisanie o nich byłoby nie na miejscu. Jednak najważniejszy powód był taki, że mnie choroba na zawsze odebrała beztroskę, uczucie mocno niedoceniane na co dzień. Nie wyobrażałam sobie opisywania procesów leczenia z wszystkimi jego etapami, często drastycznymi i okrutnymi dla ciała. To już nie byłaby literatura w moim pojęciu. I proszę mnie źle zrozumieć, ale chcę też być kojarzona jako autorka czy pisarka tworząca prozę, a nie chora autorka czy pisarka tworząca dobrą prozę."

Jak Szyszkowska postrzega siebie jako pisarkę?

Po wydaniu „Wszystkich strachów” i opowiadań w „Twórczości”, a następnie „Dwunastego piętra”, Natalia Szyszkowska przestała być autorką debiutu. Słowo „pisarz” kojarzyło jej się wcześniej z sukcesem wydawniczym, dlatego wielu autorów nie nazywa w ten sposób. Jest to dla niej znaczący krok w karierze literackiej.

Mimo osiągnięcia statusu autorki dwóch powieści, Szyszkowska wciąż podchodzi do określenia „pisarka” z onieśmieleniem. Cieszy się z rozwoju kariery i wydawania kolejnych dzieł, jednak pokora wobec tego tytułu pozostaje. Jej kolejne książki ugruntowują jej pozycję na rynku literackim.

"Zaskakujące pytanie. Faktycznie słowo „pisarz” kojarzyło mi się zawsze nie tyle może z ilością napisanych powieści, co z sukcesem wydawniczo-czytelniczym. Dlatego ja sama, tak niewielu autorów finalnie nazywam pisarzami. Z całą pewnością, po pierwszej wydanej książce oraz druku opowiadań w miesięczniku „Twórczość”, a szczególnie teraz, po pojawieniu się na rynku drugiej powieści, przestałam być autorką debiutu. Natomiast czy czuję się pisarką? Wciąż patrzę onieśmielona na to słowo, nawet, jeśli ono już mnie dotyczy."

Czy są niedokończone projekty literackie?

Natalia Szyszkowska przyznaje, że w jej „szufladzie” znajdują się inne projekty literackie. Jedna z książek została napisana krótko po debiutanckich „Wszystkich strachach”, a jej pierwszy rozdział ukazał się w miesięczniku „Twórczość”. Powieść ta nie znalazła jednak wydawcy i autorka nie podjęła szeroko zakrojonych prób jej wydania.

Ponadto Szyszkowska miała rozpoczętą inną historię, składającą się z kilkunastu stron, którą brutalnie przerwała diagnoza choroby. W swoim obecnym, „nowym życiu” nie widzi możliwości dokończenia tego konkretnego projektu, co świadczy o głębokim wpływie doświadczeń na jej twórczość.

"W mojej szufladzie jest książka napisana krótko po debiutujących „Wszystkich strachach”. Jej pierwszy rozdział pojawił się niespełna rok temu w „Twórczości”. Finalnie jednak cała powieść nie znalazła zainteresowania ówczesnego wydawcy, a ja nie wysyłałam jej też na większą skalę. Póki co leży sobie w ciepłym pliku. Mam również rozpoczętą inną historię, zaledwie kilkanaście stron, które brutalnie przerwała diagnoza. Dziś, w tym moim nowym życiu, nie mogłabym już jej dokończyć."

Dlaczego w „Dwunastym piętrze” są dialogi?

Powieść „Wszystkie strachy” wyróżniała się niemal całkowitym brakiem dialogów. W „Dwunastym piętrze” Natalia Szyszkowska świadomie wprowadziła więcej rozmów bohaterów, mimo intymnego charakteru prozy. Był to przemyślany zabieg mający na celu ożywienie intymności tytułowego piętra i oderwanie czytelnika od narracji skoncentrowanej wyłącznie na autorce.

Dialogi, nawet te o błahym charakterze, wprowadzają elementy śmiechu i małych złości, które pomagają rozładować napięcie. Zdaniem autorki, taka konstrukcja jest dobra i potrzebna, nawet w wyizolowanym świecie, ponieważ ludzie w trudnych chwilach rozmawiają ze sobą lub przywołują wspomnienia rozmów.

"Intymność dwunastego piętra wymagała ożywienia. To przemyślany zabieg, który miał na celu oderwanie być może sfrustrowanego już czytelnika ode mnie. Bo przecież nawet w najtrudniejszych momentach rozmawiamy z innymi ludźmi lub przywołujemy we wspomnieniach dialogi jakie prowadziliśmy. Jest zatem i śmiech, i błahostki, są i małe złości, które nie mogą niczego zniszczyć, ale za to medalowo rozładowują napięcie. To dobra i potrzebna konstrukcja, nawet w chwilowo wyizolowanym świecie."

Czy pisanie może być autoterapią?

Natalia Szyszkowska jednoznacznie stwierdza, że nigdy nie traktowała pisania jako formy autoterapii. Wręcz przeciwnie, proces tworzenia „Dwunastego piętra” często był dla niej masochistyczny, wymagając powrotu do traumatycznych wydarzeń. Często musiała robić przerwy, aby nabrać psychofizycznych sił.

Mimo że wierzy w autorów, którzy czują, że pisanie ich oczyszcza i leczy, sama nie podziela tego odczucia. Dla Szyszkowskiej sens pisania leży w opowiadaniu historii dla przyszłego czytelnika, bardziej dla innych niż dla siebie, co podkreśla jej dziennikarskie podejście do twórczości.

"Nigdy nie traktowałam pisania jako formy terapii. Wręcz przeciwnie, pisząc dwunaste piętro czułam się czasami jak masochistka. Niektóre rozdziały wymagały przecież powrotu do traumatycznych wydarzeń i niejednokrotnie musiałam robić dłuższe przerwy w celu nabrania psychofizycznych sił. Wierzę autorowi, który komunikuje, że pisanie go oczyszcza, leczy. Ja tak nie czuję. Opowiadam historię dla przyszłego czytelnika, w tym widzę sens pisania w ogóle. Bardziej dla innych, mniej dla siebie."

Czy słowa dają realne ukojenie?

Autorka wierzy w moc słów i ich zdolność do dawania ukojenia. Dla niej samej czytanie książek jest formą relaksu i odpoczynku, sposobem na regenerację zmysłów i ciała. Podkreśla jednak, że to właśnie czytanie, a niekoniecznie samo pisanie, pełni tę funkcję w jej życiu.

Szyszkowska zaznacza, że jej odczucia dotyczące tworzenia słów zostały zaburzone przez doświadczenia związane z chorobą. Z tego powodu uważa, że „zdrowa pisarka” mogłaby udzielić innej odpowiedzi na pytanie o terapeutyczną rolę pisania, co wskazuje na trwały wpływ traumy.

"Wierzę, że słowa mają moc, wierzę że dają ukojenie. Przecież dla mnie samej czytanie książek jest cudowną relaksacją, odpoczynkiem. Lecz ja regeneruję zmysły i ciało czytając, niekoniecznie pisząc. Żeby jednak dobrze mnie zrozumieć trzeba też pamiętać, że moje odczucia tworzenia słów zostały zaburzone i już nigdy nie dowiemy się, jak na to pytanie odpowiedziałaby zdrowa pisarka."

Czy choroba czyni zdrowie przyjemnym?

Natalia Szyszkowska nie zgadza się z poglądem Heraklita z Efezu, że choroba czyni zdrowie przyjemnym i dobrym. Stwierdza, że nie znalazła w chorobie ani jednej pozytywnej rzeczy. Podkreśla, że choroba dotyka nie tylko pacjenta, ale także jego bliskich, co stanowi zbyt wysoką cenę do zapłacenia.

Mimo radości z wydania kolejnej powieści i perspektywy spotkań z czytelnikami, autorka marzy o nierealnym. Wyznała, że zrobiłaby wszystko, aby „Dwunaste piętro” nigdy nie powstało, co dosadnie podsumowuje jej negatywne postrzeganie doświadczeń związanych z chorobą i ich wpływu na jej życie.

"Nie znalazłam w chorobie ani jednej dobrej rzeczy. Zwłaszcza, że gdy chorujesz, chorują też twoi bliscy, a to za wysoka cena jaką trzeba zapłacić. Heraklit był przekorny, ja, nawet nie będę próbować. Cieszę się z wydania kolejnej powieści, rozsadza mnie radość na myśl o ponownych spotkaniach z czytelnikami, ale gdy wszystko milknie, przychodzi noc i znów spotykam tylko samą siebie, marzę o nierealnym. Zrobiłabym wszystko, aby „Dwunaste piętro” nigdy nie powstało."

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.