Spis treści
Importowane drzewa w Warszawie
Stolica nie po raz pierwszy rozkwita dzięki sadzonkom zza Odry. Trend na zachodnie okazy, który zapoczątkowano podczas przebudowy placu Trzech Krzyży w 2023 roku, zdaje się jedynie nabierać tempa. Wówczas to do Warszawy zawitały transporty z lipami, gruszami i głogami, które miały swoje korzenie w niemieckim Hamburgu. Początkowe nasadzenia budziły już wtedy wiele pytań, zwłaszcza dotyczących kosztów i dostępności podobnych drzew w Polsce.
Prezydent Rafał Trzaskowski z dumą ogłaszał powrót zieleni na plac Trzech Krzyży po niemal stuleciu, akcentując skalę przedsięwzięcia. Każde drzewo było inwestycją rzędu 11,5 tys. zł, a do tego dochodził jeszcze koszt trzyletniej pielęgnacji, wynoszący dodatkowe 2,5 tys. zł. Ta suma, choć imponująca, zmusza do refleksji nad tym, czy lokalne źródła nie mogłyby dostarczyć podobnej jakości w bardziej przystępnej cenie.
− Po blisko stu latach zieleń wróciła na plac Trzech Krzyży. Jesteśmy w trakcie sadzenia 24 nowych, sporych już drzew − chwalił się wówczas prezydent Rafał Trzaskowski.
Skąd ta moda na Niemcy?
Firma WERDE, odpowiedzialna za logistykę, wyjaśniała, że drzewa przyjeżdżają w specjalnych balotach, zabezpieczone stalową siatką i jutową matą, która z czasem ulega biodegradacji. To standardowa procedura, ale pytanie o wybór dostawcy pozostaje. Czy proces selekcji i transportu z zagranicy jest faktycznie bardziej efektywny niż współpraca z krajowymi szkółkami?
Scenariusz powtórzył się rok później, w 2024 roku, kiedy to plac Centralny – niegdyś betonowa pustynia w cieniu Pałacu Kultury – stał się areną kolejnych nasadzeń. Tym razem potężne okazy trafiły do stolicy prosto ze szkółek w Brandenburgii, co utwierdziło trend importu. Decyzja o ponownym sięgnięciu po niemieckie źródła z pewnością wywołała dyskusje wśród ekspertów i mieszkańców.
− Dobór gatunku, wysokości i obwodu pnia nie jest przypadkowy − tłumaczył wówczas ZDM, zapewniając, że każda roślina ma idealne warunki.
Milionowe koszty sadzenia
ZDM tłumaczył swój wybór rzekomo idealnymi warunkami dla każdej rośliny oraz precyzyjnym doborem gatunków i parametrów. Wśród przywiezionych drzew znalazł się między innymi imponujący 30-letni buk, a także modrzewie, klony, jesiony, miłorzęby i magnolie. Całość prac zieleniarskich na placu Centralnym pochłonęła aż 11 milionów złotych, z czego ponad 2 miliony przeznaczono na same drzewa, co jest kwotą wartą uwagi.
Teraz przyszła kolej na operację na niespotykaną dotąd skalę – gigantyczne nasadzenia na Marszałkowskiej, w samym sercu Warszawy. W pasie rozdziału przy torowisku ma pojawić się aż 115 wiązów Fiorente, choć początkowo planowano ich 101. Urzędnicy, z charakterystycznym dla siebie zapałem, „docisnęli” dodatkowych 14 drzew, aby stworzyć przyszły zielony tunel, który ma dorastać nawet do 25 metrów.
Marszałkowska jak zielony tunel
I tym razem, zgodnie z już utartą tradycją, drzewa pochodzą z niemieckich szkółek, co budzi pytania o konsekwencję w polityce zazieleniania miasta. Wybór zagranicznych dostawców wydaje się być stałym elementem strategii ZDM. Można by pomyśleć, że w Polsce brakuje odpowiednich szkółek, co jednak nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością rynkową.
Całe przedsięwzięcie na Marszałkowskiej, według urzędników, jest „absolutnym szczytem specjalistycznych przedsięwzięć zieleniarskich”. Argumentują, że lokowanie drzew między jezdnią a torowiskiem tramwajowym wymaga niezwykle precyzyjnej selekcji i idealnego dopasowania bryły korzeniowej. To stwierdzenie ma podkreślić złożoność operacji, którą ZDM z lekką nutą patosu nazywa „zieleniarską NASA”.
− Drzewa pochodzą z niemieckich szkółek. A sadzenie drzewa w samym centrum miasta to jest zawsze niezwykle precyzyjna operacja. Ten projekt jest z kolei absolutnym szczytem tego rodzaju specjalistycznych przedsięwzięć, bo drzewa są lokowane pomiędzy jezdnią a torowiskiem tramwajowym, co oznacza, że ponad setka drzew musi być niezwykle dokładne wyselekcjonowana, mieć podobną wielkość, pokrój, rozłożystość i mieścić się w możliwych do umieszczenia w ziemi parametrach bryły korzeniowej. To zieleniarska NASA − mówią urzędnicy.
Czy stolica zmieni się nie do poznania?
Warszawa niewątpliwie rośnie – zarówno w górę, jak i w zieleń. Jeśli wszystkie te importowane drzewa faktycznie się przyjmą i osiągną zamierzone rozmiary, stolica może rzeczywiście zmienić swoje oblicze. Pytanie jednak, czy ten dynamiczny rozwój zieleni odbywa się w pełni optymalny sposób, z uwzględnieniem lokalnego potencjału i minimalizacją kosztów ekologicznych transportu.
Obserwatorzy rynku i mieszkańcy z uwagą śledzą te miejskie transformacje. Chociaż intencje zazieleniania są szczytne, powtarzające się decyzje o masowym imporcie drzew z Niemiec stają się pewnym symbolem i wyzwaniem dla polskiego sektora szkółkarskiego. Warto zadać sobie pytanie, czy w przyszłości nie znajdzie się skuteczniejszych i bardziej lokalnych rozwiązań dla ekologicznej przyszłości Warszawy.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.