Spis treści
Usiłowanie kradzieży w zabytkowym młynie
36-letni Robert N. z Puław włamał się do zabytkowego młyna w nieodległej Bochotnicy, położonej pod Puławami w województwie lubelskim. Jego celem było pozyskanie miedzianych przewodów, które zamierzał ukraść z wnętrza budynku. Mężczyzna, aby oddzielić miedź od plastikowej izolacji, rozpalił ognisko bezpośrednio w środku drewnianego obiektu. Metoda ta okazała się niezwykle niebezpieczna, gdyż płomienie szybko rozprzestrzeniły się i sięgały aż do sufitu.
Incydent miał miejsce w starym młynie przy ulicy Zamłynie, niedaleko centrum Bochotnicy. Budynek, wzniesiony około 1870 roku przez Józefa Klemensowskiego, dziedzica Celejowa, był jednym z większych młynów w dolinie rzeki Bystrej. Po pożarze w 1910 roku został rozbudowany o jedną kondygnację i pełnił swoją funkcję aż do 1988 roku. Niedawno w obiekcie prowadzono prace remontowe, podczas których zajęto się również okablowaniem, co prawdopodobnie przyciągnęło uwagę włamywacza.
"Kręcił się po okolicy, wypytywał, łaził dokoła" - opowiada mieszkanka Bochotnicy. "Słowem, robił wszystko, aby nie być anonimowym".
Zadymienie i akcja ratunkowa policji
Na trop nieudolnego włamywacza wpadli dzielnicowi z Kazimierza Dolnego, którzy patrolowali okolicę. Z daleka zauważyli gęsty dym, wydobywający się z dachu zabytkowego budynku młyna. Natychmiast poinformowali straż pożarną o zaistniałej sytuacji i bez wahania weszli do środka, aby sprawdzić, co się dzieje i czy ktoś nie potrzebuje pomocy w silnie zadymionym obiekcie.
Po kilku minutach poszukiwań funkcjonariusze odnaleźli Roberta N. leżącego w pozycji embrionalnej w rogu trzeciej kondygnacji, w tzw. schowku. Mężczyzna krztusił się dymem i miał poważne trudności z oddychaniem. Policjanci natychmiast wyprowadzili go na zewnątrz budynku, gdzie czekała już straż pożarna, gotowa do udzielenia dalszej pomocy medycznej i gaszenia pożaru.
"Mężczyzna krztusił się i miał trudności z oddychaniem. Funkcjonariusze natychmiast wyprowadzili go na zewnątrz budynku gdzie strażacy podali mu tlen i wezwali na miejsce karetkę pogotowia. Pomocy przedmedycznej wymagali też dzielnicowi, którzy najdłużej przebywali w zadymionych pomieszczeniach" - dodała policjantka.
Jakie zarzuty usłyszał Robert N.?
Policjanci z Kazimierza Dolnego, którzy prowadzili sprawę, ustalili, że 36-latek używał własnych narzędzi do odcinania przewodów. Następnie opalał je w ognisku rozpalonym wewnątrz młyna, w celu uzyskania czystej miedzi. Mężczyzna nie przewidział jednak, że ogień może tak szybko się rozprzestrzenić, stwarzając zagrożenie dla niego samego i dla zabytkowego obiektu. To przestępcza nieporadność, być może, uratowała mu życie.
Robert N. usłyszał zarzut usiłowania kradzieży z włamaniem do budynku starego młyna. Ponadto, postawiono mu zarzut spowodowania strat w wysokości co najmniej 2 tysięcy złotych. Za popełnione przestępstwa grozi mu kara pozbawienia wolności do 10 lat. Sprawa stanowi przypomnienie o konsekwencjach nieprzemyślanych działań i zagrożeniach związanych z nielegalnymi próbami pozyskiwania surowców.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.